Temat jak przypuszczam jest graniczny, balansuje na granicy prawa wyborczego. Jest jednak także jakimś rozwinięciem dyskusji o ciszy przedwyborczej a także znacznie szerszej rozmowy o wpływie przemysłu rozrywkowego na politykę i nasze wybory. Dosyć smęcenia. Na początek subiektywny wybór dowcipów wyszperanych z internetu:
"Dlaczego tak dużo pszczół lata wokół Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, odkąd Tusk został premierem? Bo czują lipę."
"Wychodzi Donald Tusk na mównicę do tłumu i przemawia: widzicie,żyje nam się lepiej. Na to tłum: cieszymy się, że żyje wam się lepiej."
Premier Donald Tusk zwołuje radę ministrów do swojego gabinetu i mówi do zgromadzonych ministrów.
- Mam tutaj 4 przyciski czerwony, żółty, niebieski i zielony:
- jak wcisnę przycisk czerwony to na drogach nie będzie wypadków i będzie 3000 km autostrad
- jak wcisnę przycisk żółty to 3 miliony emigrantów wróci do Polski i przyjadą lekarze z zachodu żeby pracować w naszych szpitalach
- jak wcisnę przycisk niebieski to nie będzie podatków a wynagrodzenia wzrosną o 200%
- jak wcisnę przycisk zielony to nie będzie przymrozków i susz i jabłka i inna żywność już nigdy nie będzie drożeć.
W tym momencie przerywa mu minister rolnictwa z PSL i mówi - a u nas w Ciechanowie to była babcia Józia, co miała 4 nocniki w przedpokoju - czerwony, żółty, niebieski i zielony.
- No i co? No i co? - pyta Donald
- I zesrała się na schodach...
"Tusk umarł i dostał możliwość wyboru miedzy Niebem a Piekłem. W Niebie widzi modlących się, grających na harfach, śpiewających. Nuda. Za to w Piekle balanga, popijawy, panienki, wesołe towarzystwo... Wybrał Piekło. Ale jak tam trafił, balangi już nie było, tylko tradycyjnie umieścili go w kotle ze smołą. Tusk się poskarżył się diabłu, że nie tak miało być na co ten odparł: "Sam to wiesz najlepiej. Kampania wyborcza ma swoje prawa."
A właśnie kampania i jej zakaz prowadzenia na 24 godziny przed wyborami. W związku z tym Ja tylko pytam: czy to co powyżej jest agitacją? Jeśli tak, to satyrycy na co dzień agitują politycznie. Pytań i wątpliwości jest w końcu znacznie więcej. Dlatego Szanowny moderatorze jeślibyś chciał prewencyjnie zakasować tą notkę, to proszę rozważ następujące argumenty:
Diaboł pierwszy tkwi w w tym, że przecież zupełnie mi się pomyliły wybory: prezydenckie z parlamentarnymi.
I nawet jeżeli założycie mój brak szacunku dla absurdu i anarchiczną osobowość to formalnie nie łamię ciszy wyborczej, co sąd w osobie sędziny "M" pośrednio potwierdza wyrokiem w trybie wyborczym. Nie piszę o kandydatach, śmieję się z tylko Donalda Tuska, nie kandydata na urząd Prezydenta. Doskonale odróżniam osoby i programy osób politycznych od ich przynależności partyjnej.
Diaboł drugi siedzi w egzegezie onych dowcipów, która przecież taka jasna nie jest. Pojawia się tam zdroworozsądkowy PSL. A to komplikuje przekaz.
Diaboł trzeci ostatni wyskakuje z filozofii.
- I co się dziwisz?! Z filozofii błaznów. Jak piszę Kołakowski: " Filozofia błaznów jest tą właśnie, która w każdej epoce demaskuje jako wątpliwe to, co uchodzi za najbardziej niewzruszone, ujawnia sprzeczności tego, co wydaje się naoczne i bezsporne, wystawia na pośmiewisko oczywistości zdrowego rozsądku i dopatruje się racji w absurdach - [...] rządzi nią wszakże nie chęć przekory, ale nieufność do wszelkiego świata ustabilizowanego."
Więc z czego tak naprawdę się śmieję? Z czego my wyborcy się śmiejemy? Chyba w wolnym kraju pluralistycznie, każdy indywidualnie z czego innego.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)