Takie retoryczne pytanie zadał nam wczoraj pan premier Tusk, rzucając pod nogi tłumu, częściowo zachwyconego, częściowo zaś osłupiałego, głowę Mariusza Kamińskiego.
Tym samym wydał jednoznaczny i dla wszystkich zrozumiały komunikat, kto od dziś rządzi w mieście. Komunikat jasny dla każdego, najmniej nawet rozgarniętego policjanta, prokuratora, przedsiębiorcy, dziennikarza i gangstera.
I nawet najgłupszemu z nich nie przyjdzie odtąd przez myśl, by dzwonić na policję, gdy dostanie propozycję nie do odrzucenia.
Miliony ludzi oglądało wczoraj w kolorze i w rozdzielczości HD na swoich wypasionych plazmach, jak chłopaki „z miasta” zajumali całe państwo w środku Europy.
I co? I nic.
Bo w istocie,co my im, k… możemy zrobić?
Proces przejmowania władzy przez łajdaków zawsze fascynował ludzi, jest więc dobrze zbadany i opisany od co najmniej czasów Szekspira. Tu nie ma nic więcej do dodania, zmieniają się tylko dekoracje i kostiumy.
Najwyższy czas, by na nowo i zupełnie poważnie odczytać „Karierę Arturo Ui” (choć tak w ogóle ten Brecht to komuch i straszna świnia).
Co prawda nie pozwoli to już niczemu zapobiec, ale z pewnością lepiej będziemy rozumieć, co się z nami stało.
(poprzednia wersja notki została usunięta przez administrację za wulgaryzmy występujące w treści i w tytule. Teraz już dobrze?)


Komentarze
Pokaż komentarze (16)