Gdy Donaldo Ui , (znany dziś bardziej jako premier polskiego rządu) zabrał się za dorzynanie watah, na szefa ABW mianował swojego partyjnego towarzysza, Krzysztofa Bondaryka .
To świadczy, że Tusk chciał mieć na tym stanowisku kogoś, do kogo mógłby mieć zaufanie większe, niż zwykłe zaufanie szefa do podwładnego.
A Donaldo Ui chciał mieć do szefa ABW zaufanie bardzo osobiste.
Dlaczego? Jednym z powodów była pewnie decyzja o pozostawieniu Kamińskiego w CBA.
Skoro Ui stwierdził, że awantura związana z odwołaniem Mario mu się nie opłaca, chciał mieć swojego Antykamińskiego - tyle, że obdarzonego większymi możliwościami działania - aby go przed Kamińskim chronił.
No i niedawno wydarzyła się rzecz dla mnie dziwna.
Rząd sprzedaje stocznie. Załóżmy nawet, że Donaldo Ui nie wie, że cała ta operacja to jeden wielki wałek.
Premier może nie wiedzieć, ale ABW musi.
Nie trzeba czterech i pół tysiąca zawodowych szpiegów, by wyczuć smród bijący od sprawy. Starczy do tego krótkowidz w zarękawkach, uzbrojony w Google. Taki urzędnik po uważnej kwerendzie, mógłby dojść do wniosku graniczącego z pewnością, że żaden mityczny inwestor z Kataru po prostu nie istnieje. Do tego dochodzą złożone przez inwestora nieważne kwity, z automatu uniemożliwiające mu udział w przetargu.
Mało tego – ABW wie też doskonale, że wokół sprawy kręci się, wierci, węszy i słucha - CBA. (Swoją drogą, jeżeli przy okazji tej transakcji pojawiło się nazwisko biznesmana z Libanu, to przyciągnęło to z pewnością baczną uwagę całej masy zagranicznych szpiegów z Bliskiego Wschodu, Jeszcze Bliższego Wschodu, jak i z Zachodu).
Mimo to, ABW z całkowitym spokojem i pewnością siebie pozwala urzędnikom przeprowadzić ten lipny, ustawiony przetarg, na oczach siepaczy Kamińskiego i Bóg raczy wiedzieć czyich jeszcze.
To tak, jakby Bondaryk włożył Kamińskiemu osobiście sztylet do ręki.
Trochę to wszystko wydaje się niezrozumiałe, prawda?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)