Projekt pomnika Kuklińskiego w Krakowie budzi wiele kontrowersji. Większość z nich ma wymiar artystyczny. Powierzenie budowy gargantuicznego pomnika prof. Dźwigajowi, który zasłynął w Krakowie przede wszystkim budową pseudo-historycyzującego maszkarona zwanego dla niepoznaki "pomnikiem księdza Piotra Skargi" gwarantuje rozpętanie wojny rodzimych estetów z miłośnikami bogoojczyźnianego kiczu.
Czy jednak chodzi tu tylko o kwestię "ty mnie nie maluj na kolanach, ty mnie maluj dobrze"? We mnie sama idea pomnika bowiem budzi mieszane uczucia. Nie chodzi tu jednak o posądzanie pułkownika o rzekomą "zdradę" czy tego typu rzeczy. Sądzę jednak, że stawianie pomnika Kuklińskiego przy "placu centralnym im. Ronalda Regana" stanowi syndrom niebezpiecznej tendencji w myśleniu o historii Polski ostanich kilkudziesięciu lat. Tendencja ta polega na niezwykłej wręcz idealizacji roli, jaką Stany Zjednoczone miałyby odegrać w naszej historii.
O ile bowiem, rolę krajów zachodnioerupejskich w okresie "naszych zmagań z komunizmem" ocenia się w prawicowej historiografii zazwyczaj dość ambiwalentnie, to w tej samej narracji Stany Zjednocznone awansują na coś w rodzaju "Najdalszego Zachodu" w mitologii Tolkiena - siedzibę dobrych bóstw, bezinteresownie pomagających w zmaganiach z hordami ze Wschodu. Takie podjeście uzasadnia nazywanie wielkiego placu w ważnym miejscu miasta imieniem żyjącego przywódcy było nie było ościennego państwa, co wydaje się zabiegiem dość dziwnym. Również jasne staje się fetowanie postawy płk. Kuklińskiego, który chyba najbardziej się przysłużył Stanom Zjednocznonym właśnie. Jakkolwiek patriotyczne jego intencje nie są dla mnie przedmiote wątpliwości, to nie nalezy zapominać, że o wykorzystaniu informacji które przekazywał, nie decydował on, ale włodarze USA.
Stany Zjednoczone, o czym jakby w Polsce się zapomina, są "normalnym mocarstwem", co oznacza ni mniej ni więcej, jak to, że kierują się przede wszystkim własnym interesem . To, że ten interes w latach 80tych zakładał wsparcie w walce z komunistyczną dyktaturą nie zmienia faktu, iż wsparcie to wynikało z roztropnej kalkulacji własnych interesów a nie z przyrodzonej dobroci. Ta sama kalkulacja pozwoliła Reganowi kontynuować realpolitik w najgorszym stylu, choćby w kontekście wojny w Angoli.
Rola Stanów Zjednoczonych w zmianie ustrojowej w Polsce w 89 roku jest tak naprawdę owiana tajemnicą. Zasadne jednak wydaje się przekonanie, wyrażane mniej lub bardziej wprost przez Andrzeja Gwiazdę, iż USA wsparły wariant post-komunistyczny, z tego głownie powodu, iż zapewniał on ciągłość prawną między PRL a III RP, co z kolei stanowiło gwarancję spłaty długów wobec USA. Niewyjaśniona pozostaje również sprawa 200 mln dolarów od CIA dla Solidarności, które zagnięły w osławionym Banco Ambrosiano.
Konsekwencje geopolityczne widzenia USA jako dobrego wujka w czasach walki z komuną również są jednoznaczne. Stanowią one doskonały pretekst, do prowadzenia polityki zagranicznej "na kolanach", polegającej na bezkrytycznym popieraniu każdej amerykańskiej awantury, nie oczekując od "naszego największego sojusznika" niczego w zamian - pisałem o tym w poprzedniej notce.
W tym kontekście dyskusja o pomniku dla Kulkińskiego powinna przybrać szersze formy niż: gdzie i jaki duży.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)