55
BLOG
Oczywiście cała Polska żyje Mirem, Zbyszkiem i "podłą grą polityczną" CBA. Tymczasem świat biegnie swoimi torami. A gdzie biegnie, można zapytać naiwnie? Częściowej odpowiedzi na to pytanie udziela nam wydany właśnie dziś przez prestiżowy "Times Higher Education" ranking 200 najlepszych uniwersytetów świata (link: http://www.timeshighereducation.co.uk/Rankings2009-Top200.html). Oczywiście wszystkie tego typu rankingi są trochę palcem po wodzie pisane, ale do jego wyników są skłonni odnieść się liczące się postaci ze swiata nauki i zarządców nauki. Góra tabeli pozostaje niezmienna - prym dzierżą amerykanie, z którymi ostro konkurują bryyjczycy. Ciekawe rzeczy dzieją się jednak w dolnej części tabeli - coraz większy udział na liście zdobywają bowiem uniwersytety azjatyckie. Najlepsze uniwerystety chińskie czy japońskie są w stanie obecnie konkurować z brytyjskimi czy amerykańskimi "średniakami" - co nie jest wynikiem błahym, zważywszy na anglosaską hegemionię w świecie naukowym. Kontynentalna europa też się trzyma mocno - Holandia, Szwajcaria, Szwecja zawsze były w miarę liczącymi się osrodkami naukowymi. Nauka niemiecka zdaje się odzyskiwać impet. W rankingu widoczni są też rojsanie (2 uniwersytety). Azjatycka ofensywa, jest w opinii komentatorów, efektem dość intensywnego finansowania nauki przez rządy tych krajów. Decydenci edukacyjni w UK i USA nie kryją swojego zaniepokojenia możliwością utraty naukowej hegemonii. Niemal sportowy ton, jakim w prasie światowej, komentowane są te wyniki, świadczy o tym, że olbrzymia rola gospodarcza i strategiczna nauki jest doceniana przez analityków i decydentów. Przewaga naukowa staje się (czy też już od dawna jest) jednym z wyrazów geostrategicznej dominacji; a wzrost znaczenia naukowego danego kraju jest traktowany jako narodowy sukces. U nas oczywiście nikt się o tym rankingu nie zająknął, bo nas w nim po prostu nie ma. Polska nauka jak dziadowała tak dziaduje i nikt nie myśli na serio o braniu udziału w jakimkolwiek wyścigu. Zadowalamy się tym, że nadal potrafimy nieźle wykształcić młodych naukowców, któ¶zy następnie zasilą kadry na zachodnich uczelniach i laboratoriach, nie robiąc zaśniedziałym układom żadnego problemu. Ale problem tkwi nie tylko w środowisku, ale również w nastawieniu "szerokich mas". W Polsce zdaje się nie ma poparcia dla pomysłu radykalnego zwiększenia finansowania nauki. Naukowcy uważani są za dziwaków, a pomysł przeznaczania na nich większych pieniędzy z budżetu kojarzy się z marnowaniem "naszych pieniędzy". Jak mantra powtarza się, że w USA studia są płatne. Owszem są, ale nie zmienia to faktu, że zarówno rząd federalny jak i (zwłaszcza poszczególne stany) kierują do uniwersytetów szeroki strumień pieniędzy. I pieniądze te nie trafiają tylko na badania stosowane i techniczne, ale równie często na badania podstawowe, czy "bezproduktywną" humanistykę. No ale już wiemy, do czego się Polacy nadają...


Komentarze
Pokaż komentarze (15)