Dr Maciej Gdula, w moim skromnym mniemaniu jeden z najinteligentniejszych obserwatorów współczesnej Polski, a zdecydowanie najbardziej lotna osoba w towarzystwie "Krytyki Politycznej" (nie, nie jest moim kolegą) raczył był porównać plan Balcerowicza do stanu wojennego. Co więcej tezę tę powtórzył w ulubionym radio każdego wykształciucha, czyli TOK FM. Oczywiście wywołało to pianę na ustach komentatorów GW, dla których prawie profesor Balcerowicz to nieomal świecki święty.
Teza ta dla ludzi wychowywanych na kulcie "profesora" może wydawać się bluźniercza. Na prawicy nie spotkała się z kolei z większym odzewem. Warto jednak zauważyć, że to co powiedział Gdula nie jest żadną nowością. Od dawien dawna głoszą ją bowiem Joanna i Andrzej Gwiazdowie. Ja sam z ich publicystyką zetknąłem się dość późno, ale odkąd ją przeczytałem, to wiele rzeczy zaczyna mi się układać w "jeden, wyraźny, doskonały kształt". Przy czym tezy, które wygłaszają Gwiazdowie są o wiele mocniejsze niż to, co mówi Gdula. Ten ostatni bowiem zauważa podobną "logikę" w obu wydarzeniach - przejaw "oświeconego" absolutyzmu polegającego na pacyfikacji społeczeństwa i nie braniu pod uwagę jego zdania w imię "jego dobra" (jak pamiętamy, obrońcy Jaruzela i on sam twierdzą do dziś, że stan wojenny był wyższą koniecznością).
Gwiazdowie tymczasem twierdzą, że stan wojenny i reformy Balcerowicza były dwoma aktami jednego procesu, z góry zaplanowanego. Zniszczenie Solidarności, ich zdaniem, było konieczne, aby można było przeprowadzić transformację z ustroju komunistycznego do "neoliberalnego". I jakkolwiek teza, że w 80 roku był już przygotowany plan "pierestrojki" wydawać się może teorią spiskową czystej wody, to z drugiej strony przyjęcie takiego modelu pozwala dobrze wyjaśnić "samorozwiązanie" komuny w późnych latach 80tych.
Gdula zwraca uwagę na fakt, o którym niechętnie się dziś wspomina (a który często podnoszą Gwiazdowie): pod koniec lat 80tych rząd Rakowskiego miał już gotowy projekt liberalizacji gospodarki - po wyborach do Sejmu kontraktowego realizowano plan, który równie dobrze mogli wprowadzać pzprowscy technokraci (do których należy zaliczyć i Balcerowicza). Kooptacja części opozycji przy Okrągłym Stole była potrzebna do rozłożenia symbolicznego parasola.
Taka narracja historyczna nie zapewnia publikacji w GW (ani w Rzepie). Pytanie więc czy ludzie tacy jak Gdula będą mieli śmiałość ją głosić - czym innym jest bowiem bycie anonimowym blogerem, a czym innym wypowiadanie się jako socjolog w radio. Sądzę jednak, iż tezy Gduli (który, jak mu się często wypomina pochodzi z "czerwonej" familii) są świadectwem tego, iż prawda jest czymś, do czego nieuprzedzony badacz musi prędzej czy później dojść. I im częściej ludzie, po których byśmy się tego nie spodziewali, będą zmieniać optykę, tym większą mamy szansę na przełamanie obowiązującej narracji o najnowszej historii.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)