Jeden z najbardziej znanych bon motów Lenina dotyczył kapitalistów, którzy "sprzedadzą nam sznurek, na którym ich powiesimy". Historia, jak zwykle ironiczna, pokazała jednak, że to Lenin i jego towarzysze koniec końców okazali się dostarczycielami towarów wykorzystywanych w handlu. I nie chodzi tutaj o w gruncie rzeczy marginalny przemysł zajmujący się wyrobem T-shirtów czy breloczków z Che, których konsumentami jest głównie młodzież licealna; wiadomo bowiem że gdyby wmówić im że szczytem kontrkultury jest Jarosław Kaczyński to nosiliby on koszulki z Kaczyńskim.
Wedle postmodernistycznych antropologów konsumpcji w dzisiejszym "postfordowskim" świecie (czyli takim w którym rewolucja przemysłowa zaspokoiła materialne potrzeby) przedmiotem konsumpcji nie są już "dobra" w czysto utylitarnym sensie, lecz tożsamości i style życia. Kupując coś (w szerokim sensie) nie zaspokajam swoich materialnych potrzeb ale konstruuję siebie jako byt społeczny.
Kategoria konsumpcji tożsamości pozwala w jakimś sensie popularność tzw. nowej lewicy, której symbolem w Polsce stała się Krytyka Polityczna. Działalność tej formacji można (do pewnego stopnia) interpretować jako dostarczanie pewnego stylu życia i tożsamości określonej grupie konsumenckiej. Tożsamość ta jest tożsamością człowieka postępowego, zainteresowanego Innością. W praktyczny sposób przekłada się to na konsumpcję sztuki nowoczesnej (wystawy, koncerty), zainteresowanie egzotyką, odpowiedzialną konsumpcję w stylu fairtrade. No i oczywiście kupowanie książek Żiżka. Ważniejsze jednak od trywialnych aktów wydawania pieniędzy jest konsumowanie własnej lewicowej tożsamości. Identyfikacja z Krytyką Polityczną buduje od razu pewną tożsamość (dlatego głębokie znaczenie ma fakt, że na krytykę można obecnie podrywać - bo wskazując potencjalnemu partnerowi że czytamy Badiou od razu umieszczamy się w sieci znaczeń).
Oczywiście każdy produkt potrzebuje grupy docelowej. Targetem "nowej lewicy" jest grupa społeczna określana w szerokim świecie mianem bobos czyli bohemian bourgeois. Ta pozornie oksymoroniczna zbitka słów oznacza ludzi, których status majątkowy pozwala na zaliczenie do (wyższej) klasy średniej zaś stylem życia przypominają XIXwieczną cyganerię. Grupa ta jest wcale liczna i wielce wpływowa - zlicza się do niej pracowników mediów, ludzi związanych z biznesem sztuki nowoczesnej, grafików, ludzi pióra, akademików, specjalistów od guerilla marketingu i brand identity, organizatorów eventów, pracowników NGOsów. Oczywiście nie każdy człowiek zajmujący się czymś takim będzie bobo i nie każdy będzie konsumentem nowolewicowej tożsamości - ale target jest określony. Bobo bowiem cechują się(przynajmniej w swoim mniemaniu) "kreatywnością, "otwartością", "elastycznością" i tymi wszystkimi cechami tak miłymi dla ucha współczesnego kapitału - doskonale o owej klasie kreatywnej w wydaniu szwedzkim i nie tylko pisała Anna Delick. W USA na takich ludzi, jeśli wyznają wartości nowej lewicy mówi się o "latte liberals", w Wielkiej Brytanii symbolem stała się londyńska dzielnica Camden.
W naturalny sposób tej nowej klasie społecznej bliskie są hasła multikulturalizmu, tolerancji, feminizmu, praw gejów itp. Klasa ta potrzebuje bowiem ideolo, które będzie stanowić o jej wyjątkowości.
W takiej sytuacji próby ścigania za "propagowanie komunizmu" wydają się dość zabawne - kupujący książkę Żiżka o Leninie młody bobo jest ostatnią osobą, którą można podejrzewać o chęć i możliwość przeprowadzenia rewolucji.
Powazniejsze pytanie brzmi - czy polska nowa lewica jest skazana i czy chce się zadowolić rolą dostarczycieli dóbr symbolicznych dla nowej klasy społecznej? Działalność Krytyki Politycznej można bowiem intepretować dwojako - albo jako czysto cyniczną próbę lansu, albo jako próbę przebicia się do mainstreamu, aby stamtąd móc być rzecznikiem zmiany. smutną prawdą jest bowiem to, że jakiekolwiek próby budowy w Polsce lewicy "prawdziwej i niezależnej" kończyły się symbolicznym wykluczeniem. Cóż z tego że OBYWATEL jest bodaj najlepszym pismem w Polsce jeśli jego poglądy docierają jedynie do małej grupki? - można by zapytać. Być może trzeba się trochę sprzedać, aby zyskać możliwość dotarcia do szerszej publiczności.
Wydaje się że w obecnej sytuacji najbardziej "rewolucyjną" rzeczą jaką można robić jest postulowanie konkretnych zmian i realnych alternatyw - jak celnie pisał w samej Krytyce Gdula. Teraz powstaje pytanie - na ile Krytyka wypełni ten postulat; to znaczy - czy większą część tego pisma zajmować będą rozmowy Kingi Dunin o biseksualizmie (idealne dla "młodych zbuntowanych") czy teksty o tym, że jednak przedszkola mogą być darmowe?


Komentarze
Pokaż komentarze (16)