acmd acmd
50
BLOG

Lęk przed PiSem

acmd acmd Polityka Obserwuj notkę 33
Wydaje się być obecnie najważniejszym czynnikiem organizującym polskie życie polityczne. Po ponad roku rządów miłości, trudno spotkać kogokolwiek, kto by uważał, iż Donaldinio i Grzesiu mają jakiekolwiek kwalifikacje do rządzenia. Jednak media mainstreamowe nadal boją się krytykować PO, zaś większość społeczeństwa (jeśli wierzyć sondażom, co jest sporą naiwnością, lecz cóż nam pozostaje) idzie w ich ślady.

Już nikt się nie kryje z tym, iż jedyną racją dla której PO pozostaje przy władzy jest fakt, iż dzięki temu władzy nie dzierży PiS, co jak wiadomo było by rzeczą straszliwą. Fenomen lęku przed PiSem jako zasady rządów doskonale opisał jakiś czas temu w Rzepie Marek Migalski . Jego analiza wydaje mi się ze wszech miar trafna, jednak brakuje w niej próby wskazania na źródło tego lęku. Oczywiście, najłatwiej wytłumaczyć lęk ów działaniem wrogich PiSowi mediów i „centrów kulturowych”. Niektórzy blogerzy opisują nam dokładnie, jakie to wrogie siły brały udział w medialnej propagandzie mającej na celu pogrążenie PiSu.

Sądzę, że oba te wyjaśnienia są w dużej mierze prawdziwe. Media były w większości zacięcie anty-pisowskie, zaś wiele organizacji o niejasnych źródłach finansowania na pewno robiło wiele, aby PiS nie wygrał. Aby jednak wyjaśnić sukces tych sił, autorzy owych teorii muszą założyć, iż duża część społeczeństwa to idioci, którzy idąc za głosem telewizora wybiorą rząd gorszy – stąd klasyczna już figura „leminga”. Bo to, że mając do wyboru PiS i PO, każdy kto rozum ma w spadku wybierze PiS wydaje mi się jasne, mimo że z PiSem mi nie po drodze w olbrzymiej ilości kwestii.

Wydaje mi się jednak, iż takie wyjaśnienie jest niepełne. Gdyby nie istniał podatny grunt niechęci czy wręcz nienawiści do PiSu, to media nie wmówiły by nikomu, że białe jest czarne. Jestem głęboko przekonany, iż lęk przed PiSem ma korzenie o wiele głębsze. I nie mówię tu o lęku tych, którzy boją się rozliczenia układu, komuny etc. Byłych esbeków i skorumpowanych lekarzy nie ma u nas na tyle, aby można było ich głosami wygrywać wybory. Chodzi mi tu raczej o lęk owej mitycznej „silent majority”, która z jakichś względów Kaczyńskich i spółki się boi.

Pierwsza fala nienawiści do „Kaczorów” przetoczyła się przez społeczeństwo polskie jeszcze przed wyborami 2005 – pod niewyszukanym hasłem „Kaczyński ma małego...”. I od tej pory już się toczyło. Jako że z racji wieku, wykształcenia, miejsca zamieszkania (młody, wykształcony, duże miasto :P :P) obracam się w kręgu „lemingów”, to mogę szanowną prawicę zapewnić, iż nienawiść i pogarda dla „Kaczyzmu” była i jest w tym środowisku tak gorąca i szczera, że nie mogła być wynikiem propagandy.

A bierze się ona z tego, iż Kaczyńscy dali sobie, w dużej mierze za własnym przyzwoleniem, dorobić gębę „kato-prawicy”. Wspominana akcja o „małości” była bowiem reakcją na zakazanie przez Kaczyńskiego parady równości w Wawie. Co z jednej strony uwiarygodniło „Kaczki” w oczach twardej prawicy, ale z drugiej strony było strzałem w stopę. Na te parady przychodzi zazwyczaj kilkaset osób i poza tym, że GW przez kilka dni ma o czym pisać, nie mają one żadnego znaczenia. Ale jej zakazanie od razu postawiło Kaczyńskiego w fatalnym świetle.

O ile bowiem większość Polaków ma w nosie „ruchy emancypacyjne” feministyczno-gejowskie, to śmiem twierdzić, iż ta sama większość alergicznie reaguje na każdą próbę wchodzenia przez państwo w rolę strażnika moralności. Dlatego poparcie dla Partii Kobiet i partii Marka Jurka to w Polsce (poza internetem ;) promieniowanie tła. Dalej było już tylko gorzej: Giertych na stanowisku ministra oświaty, projekty Marka Jurka – to z rzeczy, które były niby poza kontrolą braci, ale się z nimi kojarzyły.

PiS został wepchnięty do pudełka z napisem „klerykalny ciemnogród”, a prawda jest taka, że w nominalnie katolickiej Polsce partie „klerykalne” zawsze dostają łomot. PiS został też przedstawiony jako wróg modernizacji i partia nacjonalistyczno-ksenofobiczna. Co prawda z jednej strony nie wierzę w te tezy (ilekroć czytałem wywiady z którymkolwiek z Kaczyńskich to nie widziałem tam diabła), ale z drugiej strony PIS nie zrobił NIC aby się o tej gęby uwolnić. Miało się nawet wrażenie, iż sytuacja, w której jest on „ostatnią nadzieją białych” dość mu odpowiada. Zapewniło mu to bowiem monopol na prawicy i stałe poparcie 25% „oszołomów”. Z jednej strony nieźle, ale na odzyskanie rządów nie wystarczy.

PiS ma teraz dwa wyjścia – albo trwanie w Okopach Św Trójcy i liczenie na osłabienie anty-prawicowej mobilizacji, albo ruch w stronę centrum. Jakieś działania propagandowe, które pokażą ludziom, że jeśli PiS wróci, to do szkół nie wróci bicie po łapach, geje nie będą publicznie tatuowani, tabletki antykoncepcyjne nie znajda się na czarnym rynku, kobiety będą mogły nadal wybierać karierę zamiast dzieci, zaś „bulwersujący artyści” (których mało kto ogląda) nie będą publicznie kamieniowani. Taki bowiem obraz przyszłych rządów "pisiorów" kreśli nam Wyborcza. Zaś Kaczyński niestety, jeśli na serio chce wrócić do władzy, musi udowodnić, iż nie jest wielbłądem.

acmd
O mnie acmd

Należę do inicjatywy blogerskiej "Nowe Peryferie" http://lubczasopismo.salon24.pl/noweperyferie/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (33)

Inne tematy w dziale Polityka