Adam Wielomski Adam Wielomski
796
BLOG

Pojęcia, a realizm polityczny

Adam Wielomski Adam Wielomski Polityka Obserwuj notkę 18

W dyskusji na salonie24 Tad9 zadał mi publicznie pytanie o realizm polityczny. Pytanie jest źle postawione: realizm polityczny, dla mnie, oznacza przede wszystkim, że w polityce najważniejsza jest sfera idei. Polityka praktyczna jest tylko wynikiem panowania kulturowego. Realizm polityczny wymaga więc przede wszystkim walki o pojęcia i kulturę, a nie fascynacji działaniami bierzącymi i doraźnymi.


I. Polityka – magia słów

    

Jednym z najważniejszych sporów filozoficznych Średniowiecza była batalia o tzw. uniwersalia. Jednym z punktów dyskusji była kwestia, czy dane słowo, pojęcie jest tylko umownym znakiem oznaczającym daną rzecz, czy też odzwierciedleniem realnego bytu. Obserwując dzisiejszą politykę, widać, że problem nie został rozwiązany i niesie to za sobą poważne implikacje.
    

Język jest podstawowym narzędziem polityki. Prawda ta znana była już w starożytnej Grecji, a opisał to Platon w Gorgiaszu. W języku bowiem zawarte są pewne treści. Za wszystkimi pojęciami politycznymi, których na co dzień używamy, kryją się konkretne skojarzenia. Takie słowa jak „prezydent”, „polityka”, „państwo” nie mają dla nas abstrakcyjnego znaczenia, lecz konkretny: mamy zawsze na myśli konkretnego prezydenta, konkretną politykę i konkretne państwo. Zarazem jednak, to samo słowo może różnie kojarzyć się dwóm ludziom – np. jednemu pozytywnie, a drugiemu negatywnie; mogą rozumieć je w odmienny sposób, gdyż w ich umyśle to samo słowo łączy się z innymi skojarzeniami. Ten sam wyraz dla ludzi wychowanych w odmiennych systemach normatywnych lub przywiązanych do innych idei politycznych, będzie posiadało odmienne znaczenie. Gdy liberał mówi „równość”, to ma na myśli równość wobec prawa, gdy słowo to wymawia komunista myśli o równości majątkowej; gdy anarchista mówi „wolność” to rozumie przez to unicestwienie państwa, gdy wymawia je katolik, rozumie przez to zapanowanie nad złymi popędami i instynktami.
    

Działalność polityczna, a przynajmniej jedna ze sfer takiej działalności, polega na kształtowaniu pojęć politycznych. Są słowa, które ludziom kojarzą się z czymś pozytywnym, i są takie, które kojarzą się z czymś negatywnym. Polityk stara się więc własne idee i postulaty połączyć ze słowami mającymi pozytywny wydźwięk, a koncepcje swoich przeciwników skojarzyć z pojęciami negatywnymi. Najprostszym przykładem obrazującym takie działania jest słowo „faszyzm”, które rzadko kiedy traktowane jest jako opisujące poglądy ideologiczne, za to zwykle jako słowo obraźliwe o wyjątkowo pejoratywnym zabarwieniu. „Faszystą” można zostać bardzo łatwo: wystarczy, że przeciwnik polityczny powie o polityku, że np. jest nacjonalistą jak Adolf Hitler, więc jest „faszystą”; lub, że jest wrogiem demokracji, jak Hitler, więc musi być „faszystą”. Osoba, do której przylgnie taka etykietka jest skończona politycznie.
    

Tworzenie pojęć politycznych, a nade wszystko definiowanie pojęć jest zasadniczym aspektem działalności politycznej. Ten, kto przekona opinię publiczną, że jego program łączy się z pozytywnie kojarzącymi się słowami, ten wygrywa. Wygrywa zawsze ten, kto jest po stronie „wolności” przeciwko „niewoli”; „równości” przeciwko „nierówności” i „sprawiedliwości” przeciwko „niesprawiedliwości”. Mniejsza o to, czy doktryna zwycięskiego polityka rzeczywiście jest doktryną wolności, równości i sprawiedliwości – dla politycznego zwycięstwa nie ma to większego znaczenia.

II. Władza kulturowa

W polityce zawsze dominuje ta siła polityczna, która wpoiła ludziom przekonanie, że jej idee są pojęciami pozytywnymi. Władza ugrupowania, które inaczej definiuje słowa, niż jest to powszechnie przyjęte, zawsze jest krótkotrwała, efemeryczna. Długofalowe panowanie należy do tego ugrupowania, które zdefiniowało pojęcia. To ono dzierży „władzę kulturową”.


Określenie „władza kulturowa” zostało stworzone przed Wojną przez włoskiego komunistę Antonio Gramsci’ego. Ten ideolog marksizmu doszedł do przekonania, że rewolucja komunistyczna nie ma szans zwycięstwa dopóki Włosi nie będą myśleć w kategoriach marksistowskich. Aby tak się stało, należy  opanować władzę nie na drodze rewolucyjnej (model Leninowski), lecz zapanować nad kulturą, aby następnie, krok po kroku, skomunizować sferę polityczną i społeczną. Włoska partia komunistyczna toczyła ten swoisty Kulturkampf przez kilkadziesiąt lat po roku 1945. Nigdy nie udało jej się przekroczyć 20% poparcia. Jednak cały swój impet poświęciła walce o kulturę, opanowując media, szczególnie telewizję, zdobywając sobie poparcie wśród pisarzy, reżyserów, aktorów, dziennikarzy, naukowców itd. Proletariacka wizja świata stała się we Włoszech wszechobecna, mimo że komuniści byli izolowani w opozycji. Jednak społeczeństwo powoli wchłaniało w siebie idee komunistyczne; rządzące partie, dostosowując się do opinii publicznej, zaczęły posługiwać się coraz bardziej lewicowym językiem. Komuniści jako partia byli w opozycji, komunizm jako ideologia był u władzy.
    

Podobną sytuację mamy dzisiaj w Polsce. Po pięćdziesięciu latach komunizmu, mimo całkowitej kompromitacji tego reżimu, zasadnicze pojęcia polityczne pozostały lewicowe. Świadomość historyczna Polaków także jest lewicowa: Gierek jest w powszechnej świadomości stawiany na równi z kardynałem Wyszyńskim; czasy PRL-u są wspominane z nostalgią, nadal żyje mit Brygad Międzynarodowych w Hiszpanii; endecja i Roman Dmowski dalej kojarzą się negatywnie; podobnie źle widziane pozostaje ziemiaństwo. Przykłady te można by mnożyć. Nasza świadomość historyczna jest lewicowa.
    

Podobnie jest z pojęciami politycznymi i kulturowymi. Lewica także tu trzyma rząd dusz. Większość katolickich Polaków popiera „neutralność” światopoglądową państwa, a zabijanie dzieci poczętych określa mianem „aborcji”. Gdy chciano wpisać w konstytucję zasadę prymatu prawa naturalnego nad stanowionym, głosom oburzenia nie było końca – gdy Polska podpisuje konwencje o prawach człowieka, wtedy nikt nie protestuje. Takim pojęciom jak lustracja, dekomunizacja nadano pejoratywny sens – to przejaw „nienawiści”. Akceptację zboczeń i perwersji ochrzczono mianem „tolerancji”. Samo pojęcie demokracji jakie powszechnie funkcjonuje nijak nie ma się do tego, które nadał mu Ojciec Święty (encyklika Graves de communi Leona XIII).
    

W Polsce nawet prawica myśli w kategoriach lewicowych. Antykomuniści wypierają się jakichkolwiek sympatii dla dwóch największych wrogów komunizmu: gen. Franco i gen. Pinocheta – obaj są... „faszystami”. W Polsce prawica zarzuca lewicy niedostatek demokratyzmu! Świat czegoś takiego jeszcze nie widział – ale też nigdy „władza kulturowa” nie była zmonopolizowana w rękach lewicy tak, jak jest w Polsce. Spójrzmy jak bardzo prawica w Polsce podkreśla, że jest tylko „centroprawicą” i odżegnuje się od prawicy „skrajnej”; w Polsce prawica wierzy, że Adolf Hitler był człowiekiem „skrajnej” prawicy! Od jednego z polityków usłyszałem nawet, że dla niego prawica=antysemityzm, więc on uważa się za centrystę. Zobaczmy kogo prawica w Polsce uważa za swój wzór? Przedwojenną PPS (np. Jan Olszewski). Nie neguję patriotyzmu PPS, ale prawicą to partia ta nie była. W Polsce być człowiekiem prawicy to znaczy nie lubić „komuny” i chodzić do kościoła. Takie przynajmniej jest powszechne przekonanie Polaków, jak i samych ludzi „prawicy”. W praktyce oznacza to także polityzację religii, która przestała być już dla wszystkich ludzi, która nie zna podziału „na Żyda i Greka”, stając się wyznacznikiem „prawicowości”. Jezus Chrystus nie był ani z prawicy, ani z lewicy – w Polsce jednak został przypisany prawicy – przez samą prawicę i jej przeciwników.  Szczyt absurdu! Tak, ale „władza kulturowa” jest dziś na lewicy i to ona kształtuje nasze idee.

III. Praca u podstaw-metapolityka
   

Jeżeli chcemy ukształtować w Polsce normalną scenę polityczną, to musimy zacząć od odbudowania pojęć politycznych, czyli od tzw. metapolityki. Problemem podstawowym nie jest przegrana lub wygrana danego ugrupowania, lecz powrót pojęć politycznych do ich pierwotnego kształtu – tak, aby prawica była prawicą, a lewica lewicą; aby nasza mowa była „Tak-tak. Nie-nie”. Z tej perspektywy wynik konkretnych wyborów nie ma znaczenia kluczowego, lecz walka o „władzę kulturową”. Środowiska katolickie, konserwatywne i narodowe czeka wielka batalia o kulturę. Dziś jest to pole zupełnie zaniedbane i oddane wrogom Polski katolickiej i narodowej. Skutki? Gdy „prawica” dochodzi do władzy, realizuje program... lewicy, gdyż wszystkie jej pojęcia polityczne są na wskroś lewicowe. To, co w Polsce nazywa się prawicą w swej masie jest tak samo proeuropejskie, proliberalne, prodemokratyczne, proegalitarne i antytradycjne jak lewica. Widać to w praktyce tych ekip rządzących, które określając się mianem „centroprawicowych”, realizowały lewicowy program społeczny i polityczny.
    

Celem środowisk konserwatywnych, narodowych i katolickich musi być w tej chwili przede wszystkim odbudowa pojęć politycznych, odrzucenie nominalistycznej doktryny Okchama, iż słowa mają charakter umowny i można pod nie podkładać swobodnie treść. Powrót do pierwotnych znaczeń słów ma bowiem zasadnicze znaczenie dla kształtowania się sceny politycznej. Nie polityka pojęta jako zdobycie władzy, lecz walka o „władzę kulturową” ma dziś znaczenie pierwszorzędne. Nie ulotki wyborcze i partie, lecz kolejne książki, nowe wydawnictwa, nowe tygodniki, filmy, programy telewizyjne, a także szkoły (też wyższe) – tu jest klucz do zwycięstwa – bo tam jest „władza kulturowa”, bo to, co duchowe ma prymat nad tym, co polityczne. Mens agitat molem! To zadanie nie na jedną kadencję, lecz na dziesięciolecia. Spór o uniwersalia trwa nadal...

Adam Wielomski

www.konserwatyzm.pl

www.konserwatyzm.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka