Blog
W oczekiwaniu na Katechon
Adam Wielomski
Adam Wielomski Redaktor naczelny "Pro Fide Rege et Lege", reakcyjny publicysta katolicki, ultramontanin.
14 obserwujących 292 notki 396087 odsłon
Adam Wielomski, 28 października 2008 r.

O sedewakantyzmie

Zawrzało ostatnio w prawicowej e-przestrzeni, gdy w świat poszła informacja, że kol. Łukasz Kluska zarejestrował sądownie stowarzyszenie Organizacja Monarchistów Polskich (OMP). Struktura taka wprawdzie funkcjonuje od dawna pod przywództwem kol. Adriana Nikla, ale ten ostatni nigdy nie zarejestrował jej w Krajowym Rejestrze Sądowym, więc była to organizacja nieformalna.

Nie chcę tu wchodzić w szczegóły sprawy i wypowiadać się kto rację ma formalnie, a kto moralnie. Interesuje mnie podany przez kol. Łukasza Kluskę formalny powód tego „zamachu stanu”: „szaleństwo” dotychczasowego prezesa tej organizacji Adriana Nikla w postaci sedewakantyzmu, czyli twierdzenia, że Kościół na Vaticanum II popadł w herezję i nie ma już papieża. Jan XIII, Jan Paweł II czy Benedykt XVI to „uzurpatorzy”.

Jeśli ktoś powie lub napisze, że jego zdaniem Kościół na Vaticanum II popadł w herezję, gdyż tenże sobór duszpasterski ogłosił elementy nauczania pozostające w niezgodzie z Tradycją katolicką, to o poglądzie takim można dyskutować merytorycznie, podzielając go lub nie. Autor tego tekstu opinię tę podziela. Jeśli ktoś stwierdzi, że jego zdaniem Jan XXIII, Jan Paweł II i Benedykt XVI popadli w herezję, to o takim poglądzie można dyskutować, zgadzając się z nim, nie zgadzając się lub uznając, że np. dwaj pierwsi wymienieni papieże w herezję popadli, a ostatni nie.

Musimy jednak cały czas pamiętać, że są to nasze poglądy osobiste. Żaden świecki, pojedynczy teolog czy biskup nie jest jednak władny stwierdzić autorytatywnie, że sobór lub papież popadli w herezję. Oczywiście, prywatnie możemy takie wątpliwości mieć, nasze sumienie może nas nawet doprowadzić do wniosku, że Kościół i jego pasterze popadli w błąd i stali się notorycznymi heretykami. Ale to cały czas jest nasz pogląd prywatny.

Zgodnie z prawem kanonicznym jedynie sobór ekumeniczny (powszechny) może oficjalnie uznać i ogłosić papieża za heretyka, ewentualnie może to zrobić sam Ojciec Święty wobec swojego poprzednika, skoro jego decyzje są nieomylne (w znaczeniu: ostateczne). Ale gdyby – puśćmy wodze fantazji - jakiś przyszły sobór za 100 lat ogłosił, że nauczanie Jana Pawła II było heretyckie, to nie zmienia to faktu, że Karol Wojtyła i tak byłby uznawany za papieża! Papieże Liberiusz i Honoriusz popadli niegdyś w arianizm, uznano ich pośmiertnie za heretyków. Mimo to nikt nie kwestionuje, że każdy z nich był papieżem. Pełnił ten urząd, mimo że popadł w bardzo poważny błąd doktrynalny, negując boskość Chrystusa. Jeśli sedewakantysta twierdzi, że Karol Wojtyła nigdy nie był papieżem i bezprawnie, formalnie „okupywał” Stolec Piotrowy, to po prostu bredzi.

Istotą katolicyzmu jest uznanie, że Kościół nigdy nie zostanie opuszczony przez Jezusa Chrystusa i funkcjonuje z asystencją Ducha Świętego. Nawet jeśli papież popadłby w herezję, to „bramy piekielne” i tak nie pochłoną Kościoła, a koniec końców heterodoksja zostanie odparta, tak jak samotny bp Atanazy uratował Kościół przed arianizmem. Dlatego katolik musi uznawać niewzruszoną zasadę autorytetu Kościoła. Prawda, interpretacja Prawdy (Tradycja) dawane są człowiekowi odgórnie – od Boga. Stąd zasada nieomylności papieskiej, czyli odgórnie ustalonego autorytetu, który w imieniu Jezusa Chrystusa rozstrzyga wszelkie wątpliwości i kontrowersje.

Przeciwko tej zasadzie stworzono ideę, że każdy pojedynczy wierny może uznać, że Kościół popadł w herezję. W XIV wieku heterodoksyjny fideista Wiliam Ockham w „Dialogu” uznał, że Kościół może popaść w herezję i możliwa jest sytuacja, gdy jeden jedyny wierny zachowa prawdziwy katolicyzm. Ma on wtedy prawo uznać, że Kościół nie jest więcej Kościołem, a tylko on reprezentuje na ziemi prawdę Chrystusową. Potem Marcin Luter ogłosił zasadę tzw. samodzielnej interpretacji Biblii, czyli uznał, że każdy pojedynczy wierny ma prawo nie zgodzić się z papieżem i soborem i uznać się za autentyczny Kościół. Istotą Reformacji jest tedy zasada, że jeśli jednostka nie zgadza się z papieżem, soborem i pasterzami, to racja może przynależeć tej jednostce i ma ona prawo uznać Kościół za heretycki, zbuntować się, „zdetronizować” papieża i uznać go antychrysta.

Stoją tedy naprzeciwko siebie dwie zasady: albo nieomylność papieża, albo nieomylność każdej poszczególnej jednostki. Albo zasada katolicka, albo zasada protestancka. Tertium non datur. Sedewakantyzm to zasada protestancka, gdyż jednostka uznaje, że papież nie tylko jest heretykiem, ale głosi, że papieża… nie ma, iż nie jest następcą św. Piotra.

Powie ktoś, że protestantyzm jest „modernistyczny”, „postępowy”, a sedewakantyści to tradycjonaliści. Błąd. Przecież Luter był ultratradycjonalistą. Żyjąc w XVI wieku stał na „reakcyjnym” gruncie św. Augustyna i z pozycji augustiańskich piorunował „modernizm” św. Tomasza z Akwinu, nie godził się na „modernistyczny” racjonalizm scholastyki, potępiając idee wieku XV z perspektyw filozofii i teologii IV wieku. Luter był reakcjonistą, który nie akceptował Kościoła tomistycznego i kultury Renesansu, o czym świadczy jego podróż do Rzymu w 1508 roku. Wrócił i uznał, że papież jest „antychrystem”. Liczył, że spotka Ojca Świętego leżącego krzyżem w mrocznej krypcie, a zobaczył przepych renesansowych kościołów. Szukał łaski i fideistycznej wiary, a znalazł w Rzymie racjonalistycznych teologów.

Wiele herezji, które „ja” ogłosiło przeciwko obiektywnemu autorytetowi Kościoła w imię tradycji czy zwiększenia gorliwości zakończyło się ultra modernizmem, gdyż gdy raz ogłosi się zasadę supremacji „ja” nad Tradycją, nad Kościołem i papieżem, to nikt i nic nie powstrzyma tegoż „ja” przed najdziwniejszą aberracją religijną i teologiczną.

Dlatego kol. Łukasz Kluska ma rację: sedewakantyzm kol. Nikla jest szaleństwem, gdyż jest to bunt pysznego rozumu ockhamowskiego i luterańskiego „ja” przeciwko nieomylnemu autorytetowi Kościoła. Jeśli – jak naucza tradycyjne Magisterium – błąd nie ma prawa do istnienia, to kol. Kluska uczynił słusznie robiąc „zamach stanu”. Inna sprawa, że ja na miejscu kol. Kluski do OMP nigdy bym nie zapisałbym się, bo po co zapisywać się do organizacji na czele której stoi ktoś szalony, kto kontynuuje linię Ockhama i Lutra.

Adam Wielomski
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • In vitro i aborcja Proszę zobaczyć na sprawy in vitro i poprawki konstytucyjnej aborcji - za...
  • Po co naciskać? 1. Macierwicz nie zbiera żadnych podpisów, to tylko po to, aby nam zamydlić...
  • Zdzwi się Pan Ja, podobnie jak Pan, jestem wieśniakiem. Warszawską również pogardzam.

Tematy w dziale