I to zagranicznemu. Pal licho, że i w pewnym pięknym kraju nad Wisłą nie idzie z tym najlepiej, smutne jednak, że takiemu Blatterowi (a kto to? nawet nie polityk!) starczy skinąć palcem i minister Lipiec potulnie wycofuje się z rewolucji moralnej na odcinku piłka nożna.
Żarty żartami, ale warto zdawać sobie sprawę, że misja oczyszczenie polskiego futbolu przeprowadzona w sposób PiSowski od początku miała nikłe szanse powdzenia. Jeśli PZPN słusznie porównuje się z PZPR, to anologicznie FIFA nie jest nawet KPZR, a ciałem postawionym wyżej. To chyba najbardziej autonomiczna światowa instytucja.
Nie jest zależna od rządów, prawa krajowego, unijnego i żadnego innego. Kieruje się własnym, chroniącym skostniałe struktury (przez sto lat działalności miała ledwie ośmiu prezesów). Finansowo jest samowystarczalna, a w grę wchodzą miliardy dolarów. Jakąś siłę nacisku mają najsilniejsze federacje i najbogatsze kluby. Ale nawet im FIFA może powiedzieć: Nie chcecie grać? Proszę bardzo, nikt was tu na siłę nie trzyma.
I w ten dziwny półświatek ochoczo wkroczył minister Lipiec. Co gorsza zrobił to w iście koalicyjnym stylu. Czyli najpierw ostre zarzuty, gwałtowne działania, konferencje prasowe, a potem wycofywanie się chyłkiem na z góry zaplanowane (?) pozycje. I dążenie do kompromisu z ludźmi dzień wcześniej oskarżanymi o straszliwe zbrodnie. Żeby tylko zdążyć przed wiosennymi meczami eliminacyjnymi do ME.
I co teraz? Nawet jeśli w miejsce Misia przyjdzie Rysiu (Czarnecki), zmieni się coś? Niemal dekadę temu odnowicielem polskiej kopanej był Michał Listkiewicz, wspomagany przez śp Jacka Dębskiego ...


Komentarze
Pokaż komentarze