Najczęściej powtarzanym zarzutem wobec nie chcących się zlustrować dziennikarzy jest ten, iż stawiają się oni ponad prawem. Prezydent użył jasnego sformułowania: prawo obowiązuje w Polsce wszystkich. Dokładnie - nigdzie nie spotkałem się z oświadczeniem, że dziennikarze ci nie są gotowi ponieść konsekwencji swej decyzji, łącznie z odpowiedzialnością karną.
Słychać głosy, że protestujący dobrze wiedzą, że tak naprawdę nic im nie grozi. Iż sankcje zapisane w ustawie lustracyjne są niezgodne z konstytucją i prawdopodobnie pozostaną martwym prawem. Ale to nie wina dziennikarzy! A posłów, którzy ustawę-bubel uchwalali. I w rewolucyjnym zapale warto dbać o jakość swych posunięć.
Jeśli nawet mianowany przez PiS Rzecznik Praw Obywatelskich zamierza zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego część ustawy lustracyjnej dotyczącą dziennikarzy, to chyba jest coś na rzeczy? Co ciekawe wątpliwości dotyczą samej definicji zawodu. Pochodzącej z roku – nomen omen – 1984. Nie pasującej (to może i dobrze) do dzisiejszych czasów i odczytywanej na różne sposoby. Najbardziej skrajne:
1 uznanie za dziennikarzy jedynie osób zatrudnionych w redakcji
2 wszystkich, którzy kiedykolwiek coś opublikowali
Bardzo podobnie wygląda klincz warszawski. Hanna Gronkiewicz-Waltz również przecież stawia się ponad prawem. Co z tego, że ustawa regulująca mechanizm składania oświadczeń naprawdę wbudza kontrowersje. Znowu parlament - łącznie z ... PO - się nie popisał. Smaczku całej sprawie dodają wydarzenia sprzed zaledwie roku, kiedy to PiS w tej samej Warszawie przeforsował komisarza, zamiast nowych wyborów i motywował to oszczędnościami. W sposób całkowicie zgodny z prawem? No właśnie... Dura lex...
Tak dziwnie się układa, że najmocniej o naruszaniu prawa krzyczą członkowie partii, która grę kruczkami prawnymi opanowała do perfekcji. Partii, która wątpliwe ustawy głosuje w Sejmie do skutku, a potem jak najszybciej wprowadza w życie. By po ewentualnym wyroku TK nie dało się już sprawy odkręcić albo można było to zrobić jak najmniejszym kosztem.
Problem nie dotyczy tylko tej koalicji, jest zdecydowanie ponadpartyjny. Nie jestem prawnikiem, ale nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że prawo w Polsce jest konstruowane przede wszystkim w taki sposób, by istniała maksymalna liczba interpretacji. Taki stan zwiększa wpływy różnej maści polityków, urzędników no i oczywiście prawników. I dobrze napełnia ich kieszenie. Wyłącznie w legalny sposób?
17
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze