Dziwny ten dzień. Słoneczko świeci, ptaszki śpiewają, no i nadal mamy demokrację. Niby wydarzyło się sporo, a wszystko po mnie spływa.
Dziennikarska wojna światopoglądowa w nocy siągnęła apogeum. W starciu lustratorów z antylustratorami wytoczono najcięższe działa: listy i kontrlisty. Z samego rana, ku zdziwieniu co wrażliwszych słuchaczy Polskiego Radia, Premier postraszył bratową. Przy okazji miękko zaatakował dyrektora konkurencyjnej stacji radiowej. Przecież trzeba dbać o państwowe, znaczy się, publiczne media. W porze obiadu długo oczekiwany werdykt wydał Trybunał Konstytucyjny. Prezydent Warszawy triumfuje, choć nie ma powodów. Wspominany wyżej Premier krytykuje, choć też nie ma powodu.
W sumie dzień jak co dzień w nigdzie, czyli Polsce... Skąd to znudzenie?
18
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze