Czy w Platformie wszystkich już kompletnie [pip] w Kosmos? Naprawdę, łagodniej tego pytania sformułować nie potrafię. Po przedziwnych ruchach Rokity i jeszcze mniej zrozumiałej reakcji Tuska wczoraj na scenę wyszedł Janusz Palikot i wszystkim, którzy mieli ochotę słuchać, z uśmiechem na ustach (tak sobie to wyobrażam) oświadczył, że buduje nowe skrzydło partii. Widział ktoś samolot z trzema skrzydłami?
W sumie nie ma się czemu dziwić. Platforma od samego poczatku największe problemy ma ze sobą. Powstała jako szalupa ratunkowa trzech popularnych i lubianych polityków tuż przed wyborami w 2001. Kłopotem na starcie było to, że żaden z nich w macierzystych formacjach nigdy nie grał pierwszoplanowej roli. Pewnie dlatego powstała koncepcja swego rodzaju triumwiratu. Był to pomysł odświeżający, jednak – jak się okazało – na dłuższą metę nieefektywny. Jako pierwszy, z własnej woli, odpadł Andrzej Olechowski. Zadziwiający to polityk. Można mieć wrażenie, że najbardziej odpowiada mu rola arbitra. Potem – ku zaskoczeniu części komentatorów – Tusk odsunął Płażyńskiego i w ten sposób, zdawałoby się, najmniej charyzmatyczny z Trzech Tenorów został niekwestionowanym liderem partii. Od tego czasu samodzielnie prowadzi PO. Tylko gdzie? Ku szczytom czy przepaściom?
Mimo wielu gorzkich słów powyżej (i poniżej), wcale nie uważam Tuska za polityka skrajnie nieutalentowanego. To zdolny i jak na ten fach młody jeszcze facet. Jest jednak problemem PO. Chyba największym. Nie mam pewności czy to człowiek na plakaty. Czasem można odnieść wrażenie, że byłby idealnym specem od niewdzięcznej partyjnej roboty. Oczywiście nie mam prawa odbierać mu aspiracji, broń Boże. Jeśli jednak chce być przywódcą, to musi jasno określać cele! I choćby swoją rolę w partii. Pan Donald uwielbia grać rolę dobrego wujka, a jak dochodzi do czego, to okazuje się, że wszystkich trzyma mocną ręką. Nie napiszę za co.
Wracając do dziejów PO. Swój image kreuje ona na byciu przeciw. Najpierw SLD, teraz PiS. Po drodze dostała gwiazdkę od Michnika, czyli aferę Rywina (Rokita!) i nagle stała się najmocniejsza – w sondażach jak dodają złośliwi, a może tylko dobrze poinformowani – w Polsce. Wybory przegrała w najboleśniejszy z możliwych sposobów i podjęła decyzję o nie wchodzeniu w układ z PiS.
Słuszną. Daleko ta koalicja by nie dojechała. Kto pierwszy wywróciłby wózek? Odpowiedzi są dwie, zależne od gustów respondenta. Stare dzieje. Od tego czasu Platforma dryfuje. Nie był to nawet najgłupszy pomysł, parlamentarnych wyborów można się było spodziewać w każdej chwili i ruszanie z nowymi pomysłami w przededniu kampanii wyborczej mogło okazać strzałem strzałem w nogę. A drugiego nie wejścia do rządu PO by pewnie nie przetrzymało.
Tylko, że czas jestem za, a nawet przeciw [PiS] ostatecznie skończył się po wyborach samorządowych. Trzeba było przyjąć, że wybory parlamentarne wcześniej niż w 2009 się nie odbędą. I na nowo zdefiniować oblicze Platformy. Programowe, medialne, ludzkie... Przykładem może tu być Bogdan Zdrojewski. Jego wybór na przewodniczącego klubu to najlepsza rzecz jaka przytrafiła się PO w ostatnim roku. Kompetentny, spokojny, nie musi krzyczeć by być słuchanym. Jednak Tusk woli niczego nie ruszać, a harcownicy w rodzaju Rokity czy Palikota czynią więcej szkody niż pożytku. Wspólnie działają na szkodę partii.
Tak, tak. Na PO nie sposób w tej chwili zagłosować jako na samodzielny byt polityczny. Wysokie notowania, nie dość że zaskakujące (o czym pisze Łukasz Warzecha), są rezultatem nieporadności PiS. I tu pewnie zdziwię kilka osób – głównie medialnej. Strach pomyśleć, gdzie dziś byłaby Platforma, gdyby PiS potrafił siebie sprzedawać równie dobrze jak w kampanii wyborczej sprzed osiemnastu miesięcy.
A co jeśli po gwałtownym tąpnięciu PiS (tylko kiedy...), w sondażach drastycznie spadnie i PO? Warto głosować na Platformę, gdy zagrożenie (demokracji, he he) zostało już zniwelowane? A może poszukać kogoś konkretniejszego? To przeczucie kompletnie irracjonalne, ale nie takie dziwy polska polityka widziała.
11
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)