III RP nie ma szczęścia do prezydentów. Od 89 mieliśmy ich czterech i o żadnej kadencji nie można mówić wyłącznie w superlatywach.
1 Jaruzelski - ktoś musiał zwinąć interes, padło na niego. Przynajmniej nie przeszkadzał nowej ekipie. Nie musiał, pięknie dzieliła sie ona sama
2 Wałęsa - pomnik obalający samego siebie. Co więcej pisać? W przeciwieństwie od następców miał realny (oficjalnie) wpływ na skład rządu. No i Falandysza oraz Wachowskiego
3 Kwaśniewski - spory potencjał i takież kompleksy. Złe pochodzenie skutkujące kolesiostwem i obroną swoich, a z drugiej strony potrzebą akceptacji w wielkim świecie. Za wszelką cenę
4 Kaczyński - najpiękniejsze oszustwo medialne polskiej polityki. Silny człowiek, który okazał się wydmuszką
Politycy to niemal pod każdym względem różni, łączy ich jednak kilka spraw. Przede wszystkim niezgoda na status prezydenta-mędrca. A trzeba pamiętać, że funkcja prezydenta w polskim systemie politycznym ma relatywnie niewielkie rzeczywiste odzwierciedlenie w systemie władzy (prezydent więcej może zepsuć niż naprawić - głównie poprzez veto) i jest posadą w pewnym sensie reprezentacyjną. Prezydent (każdy) jest jednak bardzo ważnym symbolem dla społeczeństwa, jego znaczenie można obserwować w różnych rankingach popularności. Powinien mieć także sporo do powiedzenia w sprawach zagranicznych. Drugim podobieństwem jest budowa osobnego ośrodka władzy wokół siebie. Skutkuje to powstaniem dworu.
Można dojść do zaskakującego wniosku, że prezydent w Polsce ma równocześnie zbyt dużo i zbyt mało władzy. To chyba największy kłopot z tym urzędem. Jest na tyle atrakcyjny dla aktywnego polityka, by nie oddawać go koledze na emeryturze czy jakiemuś profesorowi, nie daje jednak odpowiednich narzędzi dla zaspokojenia ambicji tegoż (pierwszoligowego) polityka. Musi się on szamotać niczym w matnii między Sejmem, dworem a narodem.
Może należałoby zdefiniować rolę prezydenta od nowa? Tylko, zwiększać jego kompetencje, czy zmniejszać? Rządzenie dekretami nie bardzo mi się podoba w naszej rzeczywistości - Sejm to zawsze, jak bardzo dziwnie by to nie zabrzmiało, jakiś wentyl bezpieczeństwa. Nie da się reformować rzeczywistości, ale konieczność dogadania się z koalicjantami wyklucza jakiekolwiek ciągotki autorytarne. Czyli zmniejszamy? A wybór prezydenta oddajemy parlamentowi? Też niedobrze. Prezydent to zbyt ważna postać w polskim społeczeństwie - niejako symbolizuje wszystkich polityków.
23
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (17)