Zacznijmy od rzeczy najbardziej abstrakcyjnej, czyli wiarygodności SLD. Sojusz w ostatnich dniach zapowiedział zgłoszenie dwóch projektów ustaw. Nieco zaskakującej lustracyjnej i drugiej, bardziej racjonalnej, powołującej komisję śledczą w sprawie śmierci Barbary Blidy. Oba pomysły pośrednio uderzają w PiS i stawiają go w niewygodnej sytuacji. Bo czy partia, która lustrację wyniosła na sztandary może być przeciw? Czy posłowie głoszący, że niewinni nie mają się czego bać mogą nie zagłosować za komisją śledczą?
Jest to jednak test także dla SLD. Lustracja i komisje śledcze to nie to co lewica lubi najbardziej. Przy obu zagadnieniach dotychczas robiła dobrą minę do złej gry, godziła się na postulaty przeciwników. Bo musiała. Dlatego, dopóki dwa sensowne projekty ustaw nie trafią do laski marszałkowskiej, nie uwierzę. Warto jednak zwrócić uwagę kto promuje te projekty. Pierwszy, lustracyjny, Wojciech Olejniczak. Drugi także Olejniczak, Piekarska i bodaj Napieralski. Mogą się nie lubić (zwłaszcza panowie), ale łączy ich jedno - z racji młodego wieku i późnego dołączenia do eseldowskiej wierchuszki nie można ich oskarżać o krycie układu, komuchów czy innego wielokąta. No chyba, że sprowadzi się rzecz do absurdu i np. wypomni Olejniczakowi czołgi na ulicach 13 grudnia. Z powodu imienia?
Mała dygresja. Zaprzyjaźniony eseldowiec, urodzony długo po magicznym roku 1972, na moje docinki w sprawie Brzytwy Oleksego, stwierdził, że Józka ma gdzieś. Powiedział nawet wiecej, że w sumie jest dobrze, niech PiS tnie mocniej i ostrzej. Wtedy członkami wysuniętymi z ramienia na czoło partii zostaną trzydziesto- dwudziestolatkowie. Facet co prawda jest trochę niepoważny, straszy, że Leszek jeszcze wróci, bo to chłop z jajami, ale czy nie ma racji? Lustracja, rozliczenie z PRL, komunizmem i Feliksem Dzierżyńskim to w coraz większym stopniu problematyka atrakcyjna jedynie, bo dotycząca ich osobiście, dla pokoleń około emerytalnych - najmłodsi opozycjoniści i członkowie nomenklatury właśnie przekraczają czterdziestkę. W natłoku medialnych doniesień o doniosłości rozliczeń z komuną, jakoś ciężko to zauważyć, prawda?
Zresztą jakby na to nie patrzeć, lustracja tak naprawdę nigdy realnie nie zagrażała SLD i jej mutacjom. Prawdziwi, w sensie: nazwiska na pierwszą stronę brukowców, agenci to domena opozycji demokratycznej, KORu, KPN i Solidarności. Taka jest specyfika tajnych służb w państwie totalitarnym, nie rozkładanym jednak polowaniem na czarownice także (głównie) we własnych szeregach. Lista agentów i rzekomych agentów na prawo od, powiedzmy Celińskiego czy Bugaja, jest znacznie dłuższa i ciekawsza od tych w szeregach SLD. Nie wyjaśnione do końca przypadki Oleksego czy Jaskierni, to jedynie wyjątki potwierdzające regułę. Znacznie boleśniejsze są przykłady Jurczyka, Moczulskiego czy mitycznego Bolka. A nawet jeśli Olin&Co współpracowali? Co z tego?, SB i wywiad były przecież oficjalnymi służbami legalnego państwa polskiego, jak brzmi główna teza (starego?) SLD.
Dlatego i ewentualne otwarcie archiwów IPN na oścież nie uderzy w lewicę. Nie oszukujmy się, w pierwszym kolejności media rzucą się nie na komuchów, a na głośne nazwiska w filmie, nauce, sztuce, może Kościele. To się po prostu lepiej sprzedaje. Następna będzie opozycja demokratyczna - nie ma to jak smakowita historia zdemaskowanego zdrajcy. I dopiero teraz spojrzą na perypetie członków PZPR. To jednak takiemu Olejniczakowi na pewno nie przeszkadza. Ani Sierakowskiemu. Przy odrobinie szczęścia pozbędą się dziadków.
Nie wiem, czemuż to inicjatywę SLD poparł dziś - w swej 625 wypowiedzi o Trybunale Konstytucyjnym - Jarosław Kaczyński Czyżby nie zależało mu na obronie solidarnościowego etosu? Szykuje sie koalicja z SLD? Już nie będę pisać, że jego słowa brzmią jak próba szantażu lub nacisku na sędziów, a argumentacja w sporze rząd - TK niebezpiecznie zbliża się do granic śmieszności. Może Premier szuka alibi na ostatnią noc? Koniec żartów...
Czy PiS naprawdę chce pełnego otwarcia archiwów? Wierzę, że wątpię. I nie chodzi o żadne skrupuły etyczne czy ratowanie patriotycznej legendy. Po prostu wyrzucenie akt z IPN jest potężną detonacją, ale to tylko jeden wybuch. Fale sejsmiczne się rozejdą i powoli będą słabnąć... Gra teczkami pewnie się nie skończy (bo cudem będą się znajdywać na działkach czy w ławach rządowych), ale znacząco wytraci impet. Model lustracji proponowany przez prawicę od Pierwszej Listy Antoniego, czyli bezpardonowa gra hakami i plotkami, straci rację bytu. Jak w tak niekorzystnych warunkach pognębić przeciwnika przeciekiem kontrolowanym? Nawet jeśli takowy nastąpi, to wredne media wyśledzą dlaczego nie ujawniono tych materiałów wcześniej...
11
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (3)