Uprzejmie informuję: kibicowałem Ziobrze w czasie komisji Rywina. Ba, obmyślałem nawet celne riposty dla ówczesnego posła: wolę być zerem niż takim jakim Pan premierem. Trochę później dałem się uwieść magii Powstania Warszawskiego i uznałem, że Lech Kaczyński (wyrazisty, posągowy, samodzielny...) to całkiem dobry pomysł na Prezydenta RP.
Przeszło mi latem 2005. Jak chyba wszystkich zaskoczyły mnie spoty wymierzone w przyjaciół z PO. Co prawda nie wpłynęło to na mój głos w wyborach parlamentarnych (ani ci, ano oni), ale czerwone światło się włączyło. Pierwszą turę prezydencką odpuściłem, w drugiej głosowałem na Tuska. Mimo 99% pewności (tendencja w sondażach), że nie ma szans na zwycięstwo. Dlaczego?
Dziadek z Wehrmachtu. Tak, zabolało. Osobiście. Należę do całkiem licznej grupy Polaków mających dziadka/wujka/ojca z Wehrmachtu. Jest nas kilkaset tysięcy, może nawet sporo więcej. Wśród nas znajduje się nawet (przynajmniej?) jeden poseł PiS. Ale kogo to obchodzi? Kogo interesuje to, iż w najprymitywniejszy sposób otwarto niezabliźnioną ranę, byle tylko przeforsować Lecha Kaczynskiego? Wtedy też bodaj po raz pierwszy uderzyła mnie genialność myśli Jarosława Kaczynskiego. Podczas wizytacji Katowic stwierdził on mianowicie, że PiS lepsze wyniki osiągnął na polskim Śląsku niż niemieckim, a linia podziału przebiega wzdłuż starej granicy. Nieważne, że był to idiotyzm totalny (znacznie więcej Niemców zostało po polskiej stronie granicy niż np. w Bytomiu), liczył się tylko efekt propagandowy.
Podobny mechanizm grania na najniższych instynktach został zastosowany później wielokrotnie. Zawsze są jacyś ONI, którzy dywersują chwalebne pomysły PiS. Współdziałający ramię w ramię z wrogami Państwa w otumanianiu milionów Polaków, nadal nie dostrzegających odpowiednio wyraźnie postępów odzyskiwania ku świetlanej przyszłości. Wystarczy nie zgadzać się z jednym podpunktem doktryny PiS, by z miejsca znaleźć się w gronie lyberałów, wykształciuchów, zomowców, salonowiczów etc. Do danej kategorii trafia się prosto, w sposób znamionujący najlepsze wychowanie: gdyby komuś zależało na... to uczyniłby to właśnie w ten sposób lub z akt wiem, ale nie mogę powiedzieć albo jeszcze oczywiście nie ma to nic wspólnego, ale przecież wiemy kim był dziadek...
To tylko retoryka? Trzeba rozliczać czyny, nie słowa? Słowa bolą bardziej. Zresztą w polityce gesty są równie ważne. A na przykład w dyplomacji chyba nawet ważniejsze. Najwybitniejszy polski polityk tego nie wie? Tak, Panie Wildstein, niestety jesteśmy w stanie wojny. Tylko warto pamiętać kto ją rozpoczął.
Premier dopatrujący się w strajku pielęgniarek szatanów, najlepiej zagranicznych, obrażą moją inteligencję. Co ważniejsze, ośmiesza mój kraj na arenie międzynarodowej. Ale co z tego? Ważne, ze może pokazać społeczeństwu (ciemnemu ludowi?) jaką ma silną rękę w starciu ze smokami (najlepiej niemieckimi). Tylko czy wierzy w to co mówi? Bo jeśli tak... ciekawe czy w szpitalu MSWiA pracują dobrzy psychiatrzy? Ale to już po strajku...
PS Kwaśniewski upił się Charkowie
PS 2 Miller był zerem
PS 3 ... fajne tło porównań...


Komentarze
Pokaż komentarze (4)