Nie mam na kogo głosować. W tych wyborach, co to ich nie będzie... Wiem, nie jest to jakaś wielka tragedia, ale trochę dziwnie się czuję. Po dwóch latach najgorszej z koalicji/histerycznych ataków na najlepszy z rządów (niepotrzebne skreślić) powinienem mieć jasno wyrobione zdanie. Trzeba ratować Polskę!
Mogę podać na kogo nie zagłosuję. LiS odpada z wiadomych względów. Także PiS – nie zagłosuję na partię, której głośniki nieustannie i z przyjemnością mnie obrażają. LiD też nie. Choć byłbym w stanie rozważyć stratę głosu na jakąś inną lewicę, ale czy to koniecznie musi być Sierakowski? Może jak dorośnie... Pieszczoch internetu, UPR także odpada, to nie kabareton. Chyba.
Warto głosować na PO? W tej chwili? Absolutnie nie... I dopóki Platforma nie zmieni swej strategii, polegającej z grubsza na trwaniu, mojego głosu nie zdobędzie. Jak bardzo mi się PiS i jego rządy nie podobają. Jeszcze rok temu Tusk i s-ka próbowali przynajmniej mydlić oczy mniej centralistyczną wizją państwa i [obowiązków] obywatela, dziś nawet to minimum jest dla nich nadmiernym wysiłkiem. Drugim problemem jest powracająca groźba POPiSu po wyborach. Nie wiem czy to kolejny marketingowy pomysł Bielana i Kamińskiego, ale mnie przeraża. Jeśli PO zamierza tworzyć koalicję z PiS, i w ten sposób uwiarygodnić ostatnie dwa lata (a pewnie i dwa następne), to ja wysiadam. Papa, Panie Donaldzie.
Ostał mi się jeno PSL. I tu zaczyna się komediodramat. Naprawdę jestem w stanie zagłosować na ludowców. W okręgu wielkomiejskim, w którym nie mają żadnych szans. Na partię, która przez niemal dekadę była dla mnie symbolem wszystkiego co najgorsze w polskiej polityce. Mało kto pamięta, ale to właśnie ludowcy byli prekursorami kapitalizmu politycznego. Ich kadry to był dramat, zwłaszcza im dalej od ministerstwa rolnictwa. Pawlak w rankingu na najmniej wyrazistego premiera wygrywa w cuglach.
Tylko, to wszystko uległo diametralnej zmianie. PSL się zmienił, a rozwój Pawlaka jest wręcz szokujący. Może to wpływ siwizny na skroniach? Ludowców da się słuchać! Nawet poseł Sawicki w telewizji nie wypada aż tak tragicznie. Billboardy na ulicach nie straszą siermiężnymi obrazami kłosów i sierpów. Pierwszym sygnałem zmian była chyba batalia o wejście do Unii i bardzo mądre słowa Jacka Soski. Jednego z nielicznych wówczas polityków wiejskich nie straszących Brukselą, a widzących w niej szansę. Na ile to ludowcy się podciągnęli, na ile tło zbrutalizowało?
Jak mam być szczery, to dla mnie najlepszym wyjściem byłaby w tej chwili wspólna lista wyborcza PO i PSL. No chyba, że PiS dalej będzie promował blokowanie... jak już po raz 154 dopadnie lisa. Tylko czy to ten etap, na którym wyborcy miejscy (rzekomo żelazny elektorat PO) zgodzą się na taki dil?
Gra może być warta świeczki. Przy ordynacji promującej wielkich, 30% głosów to potężna siła. Zwłaszcza, że przy pomyślnych wiatrach w Sejmie mogą się znaleźć jedynie trzy olbrzymy - POPSL, PiS, LiD. Warto przypomnieć w tym miejscu sytuację po wyborach 93.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)