Na prawicy pokutuje przekonanie, że ONI opanowali media i zablokowali NAM dostęp do nich. Dotyczy to i polityków, i dziennikarzy. Może nawet dziennikarzy bardziej. Należy więc stworzyć własne ośrodki wpływu na opinię publiczną. W tym celu najłatwiej wykorzystać media państwowe, przepraszam, publiczne. Spora część tzw. niezależnych dziennikarzy jest gotowa w tym celu pójść na układ nie tylko z politykami, ale choćby i diabłem. Nieetyczne? Taka jest wyższa konieczność, nic na to nie można poradzić. Dlaczego mniej zdolni, promujący chore koncepcje, koledzy są czytani, a my nie? Jak długo ma tak być? Odbieranie telefonów nie jest ceną, której nie dałoby się zapłacić.
[Zgadza się, lewa strona próbuje wpływać na dziennikarzy na podobną skalę. Identycznie traktuje media publiczne. Ma swoich klakierów. Jednak... miało być inaczej. No i kto ma zasady?]
Bardzo podobny mechanizm kieruje IV RP. Kto chciał, ten widział od samego początku, że nie chodzi o żadną naprawę III Rzeczypospolitej, a o jej przejęcie – łącznie z patologiami – i ewentualne przemalowanie szyldu. Politykom nie ma co się dziwić. Im bardziej sprawne Państwo, tym mniejsza ich władza. Smutny paradoks. Mechanizmy w Polsce Kaczyńskiego śladowo różnią się od zwyczajów Polski millerowskiej. Różnica jest w ideologii i sprawności propagandowo-marketingowej. Obecna ekipa prezentuje misyjne wręcz przekonanie o swej niezwykłości, wzmacniane dodatkowo poczuciem długoletniego niezrozumienia. To łączy ją z niektórymi dziennikarzami lepiej niż Telekomunikacja Polska.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)