Jestem naiwny. Pewnie dlatego przez pierwszą godzinę (albo i dłuzej) konferencji byłem przekonany, że prokuratura chwali się zakończeniem śledztwa w sprawie przecieku.
[miejsce na Twoją reklamę]
Jak wspaniały był prokurator Engelking i jego magiczna maszynka! Jak wszystko pięknie do siebie pasowało. Nawet mnie, człowieka prostego, ogarnęły prawdziwie wzniosłe uczucia! Wreszcie prawo działa jak należy! Bez względu na polityczne powiązania ludzi objętych dochodzeniem.
I nagle zgrzyt. Kilkadziesiąt minut po wspaniałym widowisku wszystkich zainteresowanych w sprawie składania fałszywych zeznań (jak sie okazało) odesłano do domów. Ta sama Pani Rzecznik, która produkowała się na konferencji wyjaśniała teraz niuanse tego przykrego zdarzenia.
Dlaczego wypuszczono? Bo składanie fałszywych zeznań to zbyt małe przewinienie. Wystarczająco jednak wielkie, by wszystkich zainteresowanych zatrzymać (dziękuję za zwrócenie uwagi) na 48 godzin. Tak się składa, że dzień przed konfrontacją Kaczmarka i Kornatowskiego przed speckomisją.
Chodziło dokładnie o to. O zdyskredytowanie Kaczmarka. I to się rzecz jasna udało. Kaczmarek jest skończony. Na pewno jako polityk. Czy jako świadek? Zobaczymy. Kto był najbardziej zainteresowany zamknięciem gęby Kaczmarkowi? Wnioskując z ostatnich tygodni pewien prominentny polityk PiS - Zbigniew Ziobro.
Zupełnie przypadkowo pełniący także – poza partyjnymi - funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratura generalnego. Zupełnie przypadkowo nieobecny w mediach od 50 godzin, a przedtem zwołujący konferencje prasowe w zasadzie codziennie. Zupełnie przypadkowo.
[miejsce na Twoją reklamę]
I znowu te cholerne inne spojrzenie na prawdę. Wczorajsza konferencja była wspaniałym dowodem niezależności prokuratury oraz dowodem na oczyszczanie państwa przy PiS - czytam wszędzie. Jakiś zboczony chochlik jednak podpowiada: Mieliśmy do czynienia z kolejną odsłoną prywatnej politycznej wojenki ministra Ziobry. Prowadzonej za pomocą państwowych instytucji. Nawet za cenę nie dokończenia pewnych śledztw.
Naprawdę rozumiem, że sprawy o składanie fałszywych zeznań i przeciek w aferze gruntowej to osobne sprawy. Tylko nie mogę się nadziwić, że nakładają się na siebie tak mocno, że żeby wyjawić winę Kaczmarka w tej pierwszej trzeba publicznie zrekonstruować niemal w całości przebieg przecieku.
Niemal w całości. Tak się dziwnie składa, że pytania o dwa domyślne ogniwa wywołały u świetnie przygotowanych prokuratorów popłoch i napastliwość. Bo śledztwo w sprawie przecieku trwa i nie obejmuje go ta konferencja. Mam rozumieć, że ujawnienie tzw. łańcuszka nie utrudni tego śledztwa? I że u posłów Woszczerewicza oraz Maksymiuka niszczarki nie pracują właśnie pełną parą?
Inne spojrzenie na prawdę...
[miejsce na Twoją reklamę]
Suplement do wczoraj
Wujek Gugiel:
Wersja z BOR jako pierwsza pojawiła się chyba w Dzienniku. Jeszcze w lipcu, przy okazji pamiętnego meczu koszykówki (a to skąd się wzięło?). Wróciła kilka/naście dni temu, już w ustach Ziobro. Do znalezienia w Rzepie i innych miejscach.
9 sierpnia odbyła się jedna z bardziej pamiętnych konferencji Ziobro. Bodaj ta z nową twarzą Kaczmarka. Niemal wszędzie interesujący mnie punkt zrelacjonowano tak: [Ziobro] Podał, że wieczorem 5 lipca w budynku jego resortu był Janusz Kaczmarek. Z jednym wyjątkiem: gazeta.pl. Przynajmniej w dwóch artykułach – w tym jednym Kalukina - pojawia się spotkanie Wassermana z Ziobro i Kaczmarkiem w roli widza.
Próbuję sobie przypomnieć skąd pamiętam tę wersję. Jeśli tylko z gazeta.pl. to przepraszam za nie sprawdzenie przed napisaniem popzedniej notki.
Jednak - jeśli to takie proste i chodziło o zdjęcie ochrony BOR, co na dodatek publicznie potwierdził Zbigniew Ziobro - naprawdę nie można było ujawnić pytajnika? To znowu chochlik, suczysyn jeden, się wyrywa niepytany... Dobrze, ze nie zagaduje o wizytę Kaczmarka w Pałacu Prezydenckim, bo by po głowie dostał. Oj dostał!
Po edycie
Gość z ministerstwa sprawiedliwości potwierdził wersję z BORem. Ciekawe, że nie użył sformułowania: [Ziobro] nie złamał prawa, a jedynie mówił o konieczności, obowiążku itp.
Kaczmarek o sprawie wiedział od samego początku. To też ujawnił ten facet. Dlaczego w takim razie poszedł do Krauze [de facto: ostrzegł Leppera] dopiero 5 lipca? Może jednak poszedł do Rysia w innej sprawie? I wygadał przy okazji? Tylko dlaczego był zdenerwowany? Wczoraj sugerowano, bo chciał przecieknąć. A może po prostu (sic!) miał wziąć łapówkę?
Teraz trwa agitka.
Ależ ja jestem tępy!
Aktualna zagadka brzmi nie: Czy Kaczmarek miał prawo wiedzieć o akcji CBA jako zwierzchnik BORu, ale: Czy Kaczmarek miał prawo wiedzieć o akcji CBA już na początku roku?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)