Ta niewygodna prawda umyka jakoś wiernym zwolennikom PiS, którzy wolą kreować wizję Nocnej Zmiany 33 niż zastanowić się nad rolą podwójnego Prezesa Jarosława Kaczyńskiego w spektakularnym triumfie PO. Nawet tydzień po.
Przegrała jego wizja wyborów jako wielkiego plebiscytu. Tak, udało mu się zmobilizować własny elektorat. W końcu liczba głosów na PiS prawie się podwoiła, co notabene jest największym zwycięstwem polskiego polityka w historii - takie można odnieść wrażenie czytając niektóre powyborcze analizy. Efekt uboczny czyli wysłanie do urn młodych hord pojawia się w mądrych tekstach tych niejako przy okazji, gdzieś na marginesie.
Może warto uświadomić sobie, że wyborcy PO rzadko głosowali za tą partią, a raczej przeciw innej. I teraz uwaga - nie głosowali przeciw naprawie państwa, już nie przeciw SLD, nawet niekoniecznie przeciw Prawu i Sprawiedliwości jako takiemu, a przeciw Jarosławowi. Dlaczego? Bo zostali ogłupieni przez media, no nie? A g..., znaczy sie trzecia, prawda. Żeby zrozumieć, wystarczy prześledzić ostatnie, już powyborcze, wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. Obłuda, chamstwo (co mi tam), tchórzostwo i cwaniactwo jak ulał pasujące do wizerunku inteligenta z Żoliborza. I zaledwie jeden wywiad, w którym nieśmiało zdaje się przyznawać do porażki stylu ostatnich dwóch lat.
Warto sobie także zdać sprawę, że 53 procentowa frekwencja to granica przyzwoitości. To powinien być pułap od którego zaczyna się wszelkie polityczno-socjologiczne dywagacje i kalkulacje. A jak na dłoni widać, że Kaczyński jest świetnym liderem partyjnym dla 40, może 45%, potem zaczynają się kłopoty. Nie jest w stanie samodzielnie ciągnąć partii i jej wizerunku, nie przy takim charakterze. No cóż jest pamiętliwy jak słoń i uparty jak osioł, a akurat polityk nie może sobie pozwolić na ujawnianie tych cech publicznie. Poza Ziobro wszystkich medialnie sensownych polityków wyrzucił lub wysłał na emigrację, czasem wewnętrzną (Religa i Zyta to dodatki).
Co z tego wynika? Ano nic. Gdyby wybory miały odbyć się wkrótce, pewnie w PiS zaszły by jakieś zmiany. Prawdopodobnie na Ziobrę, a wykształciuchy by się pochlastały z tej radości. A tak Pan Jarosław dotrwa do 2011. Nie przeszkodzi mu nawet gra o drugą kadencję brata (bo zapewne weźmie w niej udział i Doniu). I będzie zbierał niezadowolonych z rządów PO.
W każdym razie dotychczas obowiązywał taki mechanizm zmian władzy w Polsce czyli nigdzie. Dlaczego nie miał by się powtórzyć i za cztery lata? Frekwencja wróci do normalnych 40%, ludzie zapomną o wpadkach Premiera Kaczyńskiego, a Pawlak zeżre Tuska. Na pewno! No chyba, że tegoroczna frekwencja się utrzyma, Pawlak - zresztą interesujący partner i dla Jarosława - utrzyma kolegów w ryzach, a Były Premier nie da o sobie zapomnieć. Wtedy pomyślimy.
Czytaj także:
PS Chcę odesłać Prezesa Kaczyńskiego na emeryturę? Yhm. Bardzo się martwię. Jak na czele największej opozycyjnej partii może stać notoryczny przegrany, nie potrafiący otrząsnąć się z szoku klęski?


Komentarze
Pokaż komentarze (16)