adas wraca nowe adas wraca nowe
27
BLOG

Prezydentura (czy) 2011?

adas wraca nowe adas wraca nowe Polityka Obserwuj notkę 6

Co jest największym zagrożeniem dla PO w najbliższej kadencji? Bynajmniej nie PiS. Przynajmniej dopóki się nie otworzy. Powyborcze posunięcia Jarosława Kaczyńskiego wskazują, że i w opozycji zamierza on prowadzić politykę biernych miernych wiernych, za to gęsto okraszoną pseudo patriotyczną propagandą. W ten sposób nie przyciągnie nowych wyborców, nawet zdegustowanych Platformą, i pozostanie mu liczyć na rekordowo niską frekwencję.

Kłopotem na pewno będą ludowcy, od Pawlaka zależy jak wielkim. W obecnym układzie parlamentarnym Panie Waldku ma szansę stać się przywódcą partii... centrowej, niezbędnego języczka u wagi. Na długie, długie lata. Jednak aby tak się stało, styl wspólnego rządzenia z PO musi być w miarę, nazwijmy to, elegancki. Najbliższe cztery lata to test wiarygodności.

Dokładnie taki sam problem ma Platforma. Zamiast przejmować się PiS em - parafrazując premiera: gdyby wyborcy znali jego wypowiedzi po 21 października, wynik wyborów byłby z pewnością inny - musi pilnować swoich ludzi. A już na starcie jest kilka niepokojących sygnałów. Schetyna w MSWiA czy wielce prawdopodobny kopniak w górę Zdrojewskiego... Zobaczymy.

Największe niebezpieczeństwo tkwi jednak w wyborach prezydenckich 2010. To że Jarosław Kaczyński myśli o reelekcji brata (w kategoriach politycznych, nie biologicznych), a w następnych latach będzie budować ostrą opozycję Pałac Prezydencki-Rząd, dla nikogo nie jest tajemnicą. I jeśli Donald Tusk da się osobiście wciągnąć w tę grę - przegra. Jak nie w 2010, to w 2011.

W naszym systemie politycznym prezydentura jest zawieszona w próżni. Prawdziwej władzy tu niewiele, prestiż za to olbrzymi. Prezydent z miejsca staje się symbolem całej klasy politycznej. Kto za 50 lat będzie pamiętał tabuny premierów? Prezydent ma tu zdecydowanie większe szanse. Jednak prezydentura jest bardziej osobistym sukcesem danego polityka, jego macierzystej formacji dotychczas przynosiła mniejsze lub większe problemy.

Donald Tusk zdaje się w wywiadzie dla GW dostrzegać powyższe uwarunkowania. Tekst jest pełen sympatycznych frazesów, jednak miejmy nadzieję, że choć w jednym miejscu Tusk mówi serio:

- Nie mam obsesji na punkcie prezydentury. Nie mam pragnienia władzy.

(...)

- Na prezydenta kandydowałem dwa lata temu. Dziś rozmawiamy w przeddzień nominacji na fotel premiera. Jeśli będę dobrym premierem, to żadne inne ambicje nie mają sensu.

Ma rację. Nie ma co myśleć już teraz o prezydenturze, a na pewno nie wolno mu podporządkowywać pod nią rządów. Czy jest szczery? Ponoć okrutnie zabolała go porażka z Lechem Kaczyńskim i jak zadra tkwi w pamięci. Spróbuje się odegrać? Druga plotka głosi, że w 2005 wystartował, bo musiał - w PO nie było żadnego oczywistego kandydata i jako lider zgłosił się do wyścigu. Czy w nim zasmakował?

Teraz sytuacja jest inna. W Platformie pojawił się naturalny kandydat do tej funkcji. Radek (a wtedy już pewnie Radosław) Sikorski. Facet ma to coś, co sprawia że byłby tu idealny. I nie jest to tylko moje zdanie, także całkiem licznej grupy wyborców PiS. Przynajmniej dopóki Radek był bliski Jarkowi. Nikt wtedy nie martwił się brytyjskim wywiadem. Tusk naprawdę nie musi ścierać się ponownie z Lechem K.

Zresztą dlaczego miałby szarpać się z pomocnikiem?

wzmacniam lewą nogę tylko czego? -- Trzeba patrzeć PO na ręce. Uff, jak dobrze... żeby jeszcze było na co... (już jest! ale nie w sensie pozytywnym, oj nie) -- Aha, blogi polecane, to te do których (aktualnie) chcę mieć szybki dostęp. Często kompletnie obce mi ideowo i nie tylko. Proszę ich nie łączyć z moją pisaniną! Autorzy mi się poobrażają.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka