Personel Okęcia postawiono w stan najwyższej gotowości. Dziś samoloty będą lądować co minutę. Czarterem z Paryża przylecieli pierwsi poeci. Mickiewicz kłóci się ze Słowackim kto większym wieszczem był, panowie skaczą sobie do oczu, w ruch idą pieści, okiełzać emocji nie jest w stanie Krasiński, motłoch na Okopy Św. Trójcy się wdziera. Niedaleko starszy pan w angielskim meloniku skarży się, że w samolocie posadzono go obok jakiegoś Gombrowicza w różowym sweterku i krzywym okiem spogląda na wnuka, wysokiego młodzieńca o końskiej, zdaje się lekko semickiej, twarzy.
Kantory odnotowują znaczny wzrost obrotu. Marki jeny dolary. Trwa awantura o kurs carskiego złota - Jakem szlachcic i Kościuszko, nie dam się oszukiwać! - krzyczy klient z chłopska w gumiaki ubrany. Rozmawiający przez komórkę rzutki dwudziestolatek martwi się o zwierzęta, które jakoby "utknęły pod Madagaskarem", a on "już rozmawiał z dyrektorem ZOO". Miałby to być Tomek Wilmowski, słynny łowca bydląt wszelakich?
Na Stadionie Dziesięciolecia, jak za dawnych czasów, trwa ważny mecz międzypaństwowy. Polska gra z Niemcami. Po bramkach Pohla i Wilimowskiego prowadzimy 2:0, ale bronimy się w osłabieniu - sędzia niesłusznie z boiska naszego Grande Capitano Bułanowa wyrzucił. Przed meczem hymny Jan Kiepura na syntetyzatorze mowy odegrał, a grę biało czerwonych z loży oklaskuje Pola Negri, u swego boku mając Kazimierza Marcinkiewicza, głośnego onegdaj PR owca. Pan Kazimierz towarzyski jak zawsze, futbolistów reprezentatywki w szatni przed meczem odwiedził.
Niedobre wieści docierają z Hrebennego. Na próbie przemytu przyłapano Imć Wernyhorę, spirytus ciurkiem z niego wypływa. W pijanym zwidzie wieszczy okrutnie, że ucieka przed tureckim podjazdem co miastu zagraża, ciągnie za nim sam Murad Pasza na czele Legionu. Celnicy puszczają wolno, czasu nie mają, co za dzień, co za radość, co za głowy urwanie - na odprawę dwudziestometrowy, mocno brązowawy na ciele, Feliks Dzierżyński dociera. Eskortują go Dymitrowie Samozwańcy, bracia jak dąb wielcy i jak krople dwie do się podobni.
Jakim sposobem i kiedy wrócił Dawid Ben Gurion dokładnie nie wiadomo. Oni już tak mają... Widziano go w rodzinnym Płońsku, w okolicach siedziby PO. Elegancko ubrany, z cygarem w jednej, drugą ręką grafficiarza na murze zabytkowej kamienicy mażącego"Bruno S. is ba..." filmuje. Wiatr plakat z zapowiedzią performersko-muzycznego setu Szopena z Rubinsteinem Dawidowi do twarzy klei. Ten mokry papier odrzuca hen, w siną polską dal.
Książę Poniatowski wpław przebył Odrę, ino rączemu ogierowi zawdzięcza ratunek przed zagonami Leopardów. Koronowane głowy z honorami podróżują - Państwo Polskie pociąg specjalny z tej okazji desygnowało. Staś z Janem Kazimierzem w play station pogrywając kłócą się niemiłosiernie. Mości Panowie Młodzi, uspokójcie się proszę, w salonce śpi Madame Walewski, cielesną rozkoszą dla dobra Polski śmiertelnie zmożona. Dręczą ją koszmary, w nich niewinne dziewczę duch Władysława pod Warną zaginionego ściga. Koła o szyny wybijają równy rytm. Podróżująca tym samym pociągiem Maria Skłodowska z domu Curie nie śpi, rozrysowuje w notesie atomy polonu użytego do otrucia Aleksandra Litwinienki.
Pracowników nowo stworzonego Wydziału ds. Logistycznego Rozpakowywania Powracających Rodaków przeraża plotka jakoby w okolicy widziano Jana Pawła II z Matką, Królową Polski, Boską w dobrej komitywie. Rzekomo z Nieba tuż nad Wiejską zstąpili i sprawiedliwych szukają. Prezydent zwołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Na siedemnastą.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)