Prezydent Michał Kamiński zgadza się ze swoim bratem w kwestii irackiej - o żadnym wycofaniu nie może być mowy. Wygląda na to, że tym stwierdzeniem można zamknąć kolejną potyczkę w Wojnie Pałaców...
Nie ma najmniejszego powodu by Polacy mieli siedzieć dalej w Iraku. Sprawa się rypła. I piszę to jako proamerykański - jak się dziś okazuje - użyteczny idiota. Naprawdę w latach 2003/2004 byłem po stronie Jankesów, a w głosach Europy widziałem tylko obłudę. Nie żebym nie dostrzegał jej w ekipie George W., ale wtedy amerykańskie iluzje były znośniejsze od unijnych.
Slogan "wojna sprawiedliwa" cieszył uszy, choć był prawdziwy może w 10 %. W każdym razie Saddam był dyktatorem. Koncepcja demokratyzacji Bliskiego Wschodu poprzez wojnę mocno karkołomna, ale do dziś nie znam lepszej. I nawet ta ropa... Krzyczący o niej tak chętnie zapominają o jej (i jej ceny) znaczeniu dla współczesnego świata, czyli ich samych. Od początku raziło jedno - przekonanie, że w ten sposób Ameryka i jej Wódz zapiszą się w historii.
No i zapisała się. Wszystko poszło nie tak. Amerykanie nie wyciągnęli wniosków z historii, w tym tego najważniejszego - wojnę są w stanie wygrać jedną ręką, tylko co potem? Znowu zapomnieli, że za każdym miliardem wydanym na wojsko muszą iść przynajmniej dwa dla ludności cywilnej. Cen ropy nie ustabilizowali, wręcz przeciwnie (choć i tak by ona gwałtownie podskoczyła). (Neo) Konserwatyzm, po krótkim locie wznoszącym został skompromitowany.
Wracając do słonia, czyli spraw polskich. Decyzja o poparciu Amerykanów krótkoterminowo wzmocniła pozycję Polski, także w Europie. Tak, tak! Rzecz jasna nie ona sama - zbiegła się w czasie z głębokim kryzysem UE. Mieliśmy sporo szczęścia. Bo za ślepą miłość do Jankesów mogliśmy płacić do dziś. No właśnie, czyją? Postkomunistów czy patriotów?
Kurs wobec Waszyngtonu ekip Millera i Kaczyńskiego był taki sam czyli wiernopoddańczy. Ogólnie pozostaje się z nim nawet zgodzić - jeśli ktokolwiek może być gwarantem naszej niepodległości, to mogą być nim USA. Ale szanse na takie stosunki polsko-amerykańskie są minimalne, w granicach błędu statystycznego. I znowu te cholerne szczegóły.
Weźmy taką tarczę antyrakietową. Znowu - ogólnie wszystko gra: Każda obecność Jankesów wzmacnia polską niepodległość. Pozornie pełna zgoda. Tylko te cholerne szczegóły, jeśli ta baza będzie:
a) eksterytorialna
b) osłonę dla niej (nas) mamy załatwić w NATO (sic!) albo stworzyć sami
c) baza będzie odwiedzana przez rosyjskich specjalistów albo obserwatorzy będą siedzieć w niej cały czas
też będzie cudownie??????
Polska może być tak pewna swego zamorskiego sojusznika, że w tej chwili kwestia bazy - o którą tak "walczymy" - w Polsce służy im głównie w rozgrywkach ze starą Europą albo pretekst do dogadywania się - ponad naszymi głowami - bezpośrednio z Moskwą. A przekonanym, że amerykańska baza rozwiąże kwestię naszej suwerenności na stulecia, polecam zapoznanie się ze statusem pewnej bazy na Kubie. Tak, nawet komuniści wiedzieli - umowa międzynarodowa to rzecz święta.
I na marginesie: Prezydent przegrywa wojnę polsko-polską. To niegłupi pomysł, uczynienie z Lecha K. symbolu opozycji wobec PO, ale nie w ten sposób! Jeśli Pałac Prezydencki zamierza cały czas być na nie, to wizerunek prezydenta Kaczyńskiego na pewno nie ulegnie zmianie. Jest go zwyczajnie za dużo w mediach, jego ekipa czepia się każdego ruchu PO, wszędzie wtrąca. Prezydent nie dał ani jednego sygnału, że zamierza współpracować. Nawet nie on, a Michał Kamiński.
Tusk go dziś w prosty sposób ograł, i to w sprawie, w której poparcie ciemnego ludu jest po stronie Donalda, nie Kaczora.
No i zagadka:
Kto to powiedział?
- Skoro byliśmy tam tyle lat, ponieśliśmy straty, w tym te największe, to nie warto podejmować działań, które ten cały dorobek podają w wątpliwość, kwestionują i mogą doprowadzić do tego, że nic nie będziemy mieli z tego wszystkiego jeśli chodzi o korzyści polityczne, różnorako rozumiane
Podpowiedź: Nie, nie Breżniew w 80.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)