Znowu katolicy dostają w kość. Nie, nie będzie o Jezusie z piersiami na krzyżu. Ani nawet o brukselizacji klasztorów. A o czymś mniej teologicznie wzniosłym, za to powszechnym, czyli o ocenie z religii na świadectwie i związanym z nią POwskim cudem religijnym.
Nie powinno jej tam być. Mam poważne wątpliwości czy powinna w ogóle być w szkołach. W odróżnieniu od sporej grupy teoretyków, sąd opieram na tzw. osobistych doświadczeniach, rzecz jasna z perspektywy ucznia. No właśnie, ucznia?!? Pal licho młodzieńczy bunt, bardziej mnie irytowała specyficzna zmowa milczenia, w sumie dwuznaczna etycznie sytuacja w której "religia" nie jest ani przedmiotem szkolnym ani wspomnianą w tytule katechezą. Często idealną godziną na odrobienie zadania domowego [uwaga! Dotyczy i piątkowiczów].
Ni pies, ni wydra. Żadnych zgniłych kompromisów - zakrzyknął wielki Roman i teraz musimy zjeść żabę. Wróć, za nas wszystkich płaza dzielnie konsumuje Pani Minister Katarzyna Hall. I chyba jej smakuje, jak można wnosić po stanowisku szefowej MENu:
Zarówno podstawa programowa, jak i wymagania dotyczące oceniania z przedmiotu religia są w wyłącznej kompetencji Kościoła, zgodnie z ustaleniami konkordatu - powiedziała Hall w radiu TOK FM. - Jestem za przestrzeganiem prawa, a taki stan prawny mamy - zaznaczyła uchylając się jednocześnie od oceny, czy jest to dobre prawo.
I to jest najprawdziwszy skandal. Dura lex...? Oki, ale w takim razie - przed jego zmianą - nie może być mowy o włączeniu religii w poczet pełnoprawnych przedmiotów. Nie jeśli MEN nie ma wpływu na program nauczania, stopień wykształcenia... nauczycieli (?), jedyne co musi zapewnić to sale lekcyjne, godziny oraz - pewnie - gaże. Jak nie katechetom, to etykom. Chwila, etykom? To nie takie pewne:
Hall zapowiedziała też, że jej resort będzie dążył do tego, by od 1 września 2009 r. uczniowie wszystkich szkół mieli praktyczną możliwość uczęszczania na lekcje etyki. - Myślę, że powinno to być prawo ucznia - powiedziała minister edukacji.Zwraca uwagę frywolne i nad wyraz ryzykowne: Myślę... Otóż w momencie, gdy religia staje się przedmiotem na świadectwie, OBOWIĄZKIEM ministerstwa edukacji jest zapewnienie wszystkim chętnym dwóch lekcji etyki tygodniowo. I to nie na szkolnym korytarzu. Jak na świadectwie mogłaby w tym miejscu stać kreska? No chyba, że ryczałtem na świadectwo wpisano by piątki z etyki... to by było jakieś rozwiązanie. Z pewnością tańsze dla budżetu... tylko czy frekwencja na religii gwałtownie by nie spadła?
No, ale ten cud się z pewnością spodoba, oj spodoba...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)