Ćwiąkalski to najlepsza decyzja personalna Tuska. Nieważne jak go nazwiemy: zderzakiem, ochraniaczem czy piorunochronem, rolę spełnia idealnie. Prawie jak Ziobro. Przy różnicach w retoryce (stąd prawie) panowie rządzą resortem
podobnie władczą ręką. Lubią pokazywać się mediach, wokół siebie zgromadzili zacne grono klakierów. A i skala ataków na nich podobna...
Sporo Ćwiąkalskiego w TVN 24, a tak naprawdę tylko jedna jego propozycja jest warta uwagi. Rozwód prokurator generalnego z ministrem sprawiedliwości. Co się może w tym pomyśle podobać? Długość kadencji i sposób akceptacji przez prezydenta. Sposób doboru kandydatów jest już jednak zasłużenie kontrowersyjny. Przyjmując szczytną interpretację: jeśli taki mechanizm miałby chronić prokuratora od polityki - to czysta utopia. Od polityki się nie ucieknie. Prokuratora wręcz powinien wybierać Sejm albo wspólnie dwie izby parlamentu. A raczej nominować dwie kandydatury (z największym poparciem) i spośród nich wybierałby prezydent. Kandydaci musieliby spełniać odpowiednie wymagania, rzecz jasna wykształcenie i np. odpowiedni staż w prokuraturze.
Najbardziej wdzięczny swemu koledze z rządu może być Grzegorz Schetyna. Wydawać by się mogło, idealny obiekt ataku. Zwłaszcza w funkcji jakiej go obsadzono. A na razie ma spokój. Ciekawe czy zasłużony?
Co z resztą gabinetu Tuska? Jest idealnie bezbarwny. To największy atut - doskonale działa w kontraście z hałasem dobiegającym - na szczęście i dziś - z szeregów poprzedników. Nawet bieżące problemy (lekarze, górnicy, religia na maturze) łatwo na nich przerzucić. Kredyt zaufania jest spory, nie zmaleje gwałtownie dopóki będzie nam się podobać w unijnej Polsce, dopóki nie rozsypie się układ władzy i dopóki ... PiS nie da o sobie zapomnieć.
Dobrze to obrazuje poprzedni miesiąc. Upłynął on pod znakiem potyczek p.o. prezydenta Michała Kamińskiego z Tuskiem. Co zyskał na nich PiS lub prezydent? Ja nie bardzo widzę... co najwyżej potwierdził panujące - powiedzmy w elektoracie PO - przekonanie o kłótliwości Kaczyńskich.
Choć prezydentura 2010 będzie gigantycznym problemem dla Tuska. Dla własnego dobra - czytaj: by Platforma zachowała minimum zdolność koalicyjną w 2011 - powinien o niej zapomnieć. Przynajmniej do końca 2009 roku. To najczulszy punkt w jaki PiS może uderzyć. Ale nie teraz i nie w taki sposób jak dotychczas.
W dalszej perspektywie można się spodziewać, że rządy Platformy wykreują kilka nowych nazwisk. Tylko czy z pozwoleniem Tuska? Przykład Zdrojewskiego może działać odstraszająco na młodych zdolnych. Ale mechanizm tworzenia i stan partyjnych kadr to problem nie tylko PO.


Komentarze
Pokaż komentarze