Co wnikliwsi czytelnicy mego bloga bez problemu mogli zauważyć jak bardzo naiwnym człowiekiem bywam. Pewnie dlatego do głowy mi nie przyszło, że marszałkowie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej nie widzą problemu we wzajemnym nagradzaniu się premiami i nagrodami.
Zastrzegam - nie chodzi o "fundusz reprezentacyjny" i przywileje związane z funkcją, nad których stratą tak bolał senator Romaszewski. A o okolicznościowe nagrody, jak rozumiem, "za dobrą pracę". W głowie się nie mieści! Przecież to cholera zaszczyt! Z partyjnego na dodatek nadania... Naprawdę jestem naiwny... Jeszcze bardziej skandaliczne są słowa Jaśnie Marszałka (z frakcji oświeconych parlamentarzystów zawodowych?):
Nagrody w każdym zakładzie pracy są rzeczą normalną i chciałem poinformować, że do tej pory ta sprawa nie była przedmiotem żadnych rozgrywek politycznych.
To mówi facet, który na pewno ma w swoim, jakże bogatym, medialnym archiwum wypowiedzi w których piętnował zwyczaj wypłacania sobie premii w np. spółkach z udziałem skarbu państwa. Ależ dlaczego!? W każdym zakładzie pracy jest to rzeczą normalną...
[jak się w nie dłużej wczytuję, tym bardziej się dziwię że nie są autorstwa któregoś z satyryków]
Duży minus Panie Komorowski. Naganny jest już sam mechanizm, a Pan takimi wypowiedziami jedynie umacnia powszechne przekonanie o korporacyjnym czy wręcz mafijnym charakterze polityki polskiej. W telewizji tak ładnie się Panie i Panowie żrą, a jak trzeba ustalić premię to nie ma problemu? Związek zawodowy zawodowych polityk działa, Proszę Państwa, a my się przejmujemy jakimiś ideami i ideałami.
Mam nadzieję, że media przypilnują tą błahostkę. Tak by następnym razem polityk - po odkryciu podobnego drobiazgu - mógł opowiedzieć jedynie: to niedopatrzenie, należy natychmiast zlikwidować takie praktyki.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)