czyli wnioski po laptopgate.
Nie będzie doniesienia do prokuratury w sprawie laptopa zniszczonego przez byłego ministra Zbigniewa Ziobrę - informuje Radio ZET. Powód - nie można udowodnić, że do zniszczenia doszło w skutek umyślnego działania Ziobry
[gazeta.pl za Radiem Zet]
Jak minister Ć. zamierza się bawić dokładnie [to moja prywatna opinia, wyrażona w pełni władz umysłowych na podstawie ciągów wypowiedzi ex ministra w czasie pełnienia urzędu] jak jego poprzednik, to proszę bardzo. Ale beze mnie, Panie Tusk. Panie ćwiąkalski, to miała być sprawa o zniszczenie mienia (choćby państwowego)? Nie wiem, dla sądu 24 godzinnego? Jaja Pan sobie robisz?
* Zbigniew Ziobro w wypowiedzi dla PAP stwierdził, iż rzeczony dysk polecił
później współpracownikom zaszyfrować. Tak aby [skrót własny] jego prywatne dane nie były dostępne dla innych:
„Natomiast przed oddaniem laptopa poleciłem, by ten twardy dysk, który działał przed moim odejściem, został zapisany programem, uniemożliwiającym dotarcie do danych, które są na nim zawarte” - powiedział. Dodał, że postąpił tak, jak postępuje się na całym świecie w instytucjach podobnych do tej, którą kierował.
„Nie sądzę, by ktoś mógł uzyskać jakieś dane z tego mojego użytkowania internetu, czy jeśli zdarzyło mi się jakąś notatkę tam zrobić z postępowania karnego” - powiedział.
Pamiętacie jeden z wątków afery Rywina? Ten z Jakubowską
polecającą sformatowanie dysków (i coś tam jeszcze) w celu usunięcia "prywatnych danych"? Też na ministerialnym komputerze. Sprawa bodaj otarła się o sąd (dla współpracowniczki Lwicy).
Chyba nie muszę przypominać, kto się wtedy najbardziej oburzał i wyśmiewał tłumaczenie Oli J.??
Jeśli dobrze rozumiem decyzję prokuratury, "szyfrowanie" danych na służbowym (czyli nie swoim tak?) komputerze nie równa się (celowemu) zniszczeniu, tak? Podoba się Wam to? Inaczej sformułuję pytanie: Co zaszyfrować może minister Ćwiąkalski przed swoim odejściem? Jak to się czyni we wszystkich podobnych instytucjach...


Komentarze
Pokaż komentarze