Jeden argument w dyskusji o Kosowie naprawdę mnie zadziwia. Buduje się paralele między Polską a Serbią oraz Kosowem i np. Śląskiem. Analogia rzekomo wygląda tak: jeśli dziś Serbowie tracą Kosowo na rzecz Albańczyków, to dlaczego my nie mielibyśmy oddać Śląska Niemcom?
Wszelkie porównania mają to do siebie, że z reguły tylko dodatkowo zafałszowują obraz. Jednak tutaj błąd tkwi u samych podstaw rozumowania. Bo jeśli kogoś porównywać, to Polaków do Albańczyków, a Serbów do Niemców. Przecież, jeśli kosowscy Albańczycy są ludnością napływową, to co powiedzieć o dzisiejszych mieszkańcach Wrocławia czy Szczecina? Można by porównać Polaków do Serbów, gdyby chodziło o np. Lwów, a i to z pewnymi oporami.
Jeśli podnosi się argument o znaczeniu Kosowa dla serbskich dziejów, to czyż nie należałoby spojrzeć przychylniejszym okiem na Erikę S. i jej zbieraninę? Czapkować niemieckim oszołomom, dowodzącym że aktualne są granice z 1937, bo sześćset lat temu ginęliśmy pod Grunwaldem? Ich pretensje są przecież jak najbardziej logiczne. W sumie mamy mniejsze prawa niż Kosowarzy - ich migracje były względnie pokojowe (Turcy życzliwszym okiem spoglądało na współwyznawców) i długofalowe, a nasza? No i czyż nie odgórna?
Samentu ma rację. Za jedną rzecz powinniśmy być wdzięczni Stalinowi. Jedną jedyną - w środkowoeuropejskim burdelu polityczno-etnicznym mamy w zasadzie spokój. Przynajmniej jeśli chodzi o przeszłość, bo i nas dopadną migracje nowego typu, związane z globalizacją. To kwestia kilku pokoleń, może nawet jednego?
---
Nie ma co się oszukiwać. U źródeł dzisiejszej niepodległości Kosowa stoi... poczucie winy. Nasze, wspólne. Zachodnie. Bez niego nie byłoby nalotów na Belgrad. Ok, zawaliliśmy podczas prawdziwej wojny, ale teraz pokażemy siłę. W iście hamerykańskim, niestety, stylu. Kiedy Ameryka zrozumie, że wojnę wygra każdą, ale jeszcze trzeba wygrać pokój? Ale Serbowie też niech nie udają niewiniątek... Po śmierci Tito Jugosławia się rozpadała, ale przyspieszenie procesowi nadali właśnie oni.
Europa ma problem. Czeka nas powrót niemal do średniowiecza? Kilka dużych państw (królestw), a wokół dziesiątki mniejszych (księstwa)? Choć, jakby się zastanowić nie jest to problem nowy. Odrodził się gdzieś u końca XIX wieku, wraz z wybuchem nacjonalizmów. Niemal sto lat temu próbowano kwestię rozwiązać za pomocą federacji i autonomii (co (nie) udało się względnie), potem przyszła II wojna światowa i zimnowojenna zamrażarka.
Czy z obecnego kryzysu da się wyjść choć trochę z twarzą? Gdyby tak najszybciej połączyć dwa państwa albańskie? Ale jak ktoś mądry zauważył - jest kilka miejsc w Europie, gdzie dałoby się najpierw skrawek ziemi odłączyć, a potem wsadzić do innego państwa... Z drugiej strony, mapy świata zmieniały się zawsze, zakres pojęcia "świat" zresztą także, więc utopią jest myślenie, że właśnie skończyła się historia w Europie ("cywilizowanej" jej części) .
I kwestia poboczna, a może najważniejsza? Nie wiem... Czy islam można zeuropeizować? Choć najmniej dotyczy to Albańczyków i Bośniaków - oni się stąd nigdzie nie ruszali...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)