Któż to w 45 komunizm sprowadził na ziemię nieskalaną? Żydzi, komuniści, zdrajcy... One. Na pewno nie Polacy.
Ilu Polaków zginęło w czasie II wojny światowej? Co za głupie pytanie? No przecież 6 milionów. Słownie: Sześć. Kto skończył podstawówkę, ten wie. Sześć. Wie więc i Premier Kaczyński, który kilka miesięcy temu wprawił w popłoch Niemców przypomnieniem tej oczywistości. Słusznie wprawił. Dobrze tak Teutonom.
Cóż dokładnie podręczniki z ostatnich 60 lat twierdzą? Kłamliwe, lewacko-liberalne, podział wprowadzają: z tych sześciu milionów trzy to Żydzi. Trzy, czy nie za dużo? Powiedzmy dwa, ok? No dwa. Zginęli, chlip. Nasi ludzie. Przyzwoitość może i by nakazywała doliczyć żydowskich pensjonariuszy Katynia i syberyjskich kurortów, ale pierwsze primo: takich nie bywało, drugie primo: Sowietów kwiatami witali. Moja polska to wina, że ich jakiś Czukcz tankietką po pijaku rozjechał?
Z Żydami sprawa względnie prosta. Mówili jakimś dziwnym językiem, krzyżem się nie żegnali, asymilować nie chcieli, z hitlerowcami przy Zagładzie współpracowali, komunistów świętowali, ale nasi są i ich nie oddamy. Rachunek musi się zgadzać. 6 milionów. No chyba, że jakimś cudem wojnę przeżyli, ale to zupełnie inna sprawa. 6 milionów. Kłopoty zaczynają się dalej. Jak liczyć?
Ot, takie Tuski. Trochę by się ich uzbierało. Na Śląsku, Kaszubach, Mazurach. Za Hitlera ginęli. Na wschodzie i zachodzie, czy też w AK (Afrika Korps). Obywatele polscy, pfu. U Morela też marli jak muchy. Folksdojcze parszywi i fałszywi, za Hitlera, pfu! Liczymy?
Teraz komuniści, swołocz jedna. Ci z KPP i AL. Komuchy antypatyczne, antypolskie. No i berlingowcy rzecz jasna, żołnierze przeklęci na ruskich bagnetach Polsce ku Jej zgubie przywróceni. Szuje parszywe, polskich patriotów mordujące. Nie lepiej nad Oką zginąć było? Ci którym ta sztuka się udała - nasi są!
Wywód błyskotliwy ten w tym miejscu zakończyć by można? A co z Litwinami, Białorusinami i Ukraińcami? Weźmy takiego młodzieńca spod Lwowa, rocznik powiedzmy: dwudziesty. Biedak. W kampanii wrześniowej mógł zginąć. Na Sybir zostać wywieziony. W Armii Czerwonej lub partyzantce walczyć. Powstanie warszawskie pacyfikować. Monte Cassino (jak wszyscy z tej notki...) zdobywać. Ale najpewniej nasz Ukrainiec na Wołyniu w potyczce z naszymi leśnymi słusznie zginął. Więc liczymy.
Zaraz kończę, tylko wspólnie zastanówmy się jeszcze, co z Polakami, których w koncentrakach za kryminalne przestępstwa umęczono? Godni są? Albo z gejami i lesbijkami... No, jako Polacy do obozów trafiali, ale Polak-ciota-bohater, jak to brzmi? Głupio... Może ustalmy, że liczymy za pół?
Wniosek z powyższego wywodu tylko jeden być może: w większości ginęły one. Może i w 2/3. Ale i tu PRLowska wersja historii, przez Agorę usilnie promowana, nadal obowiązuje, choć fałszywa. Dobrze, że wreszcie mamy prawdziwych historyków, instytuty różnorodne specjalne, już oni zweryfikują propagandowe brednie.
Zweryfikują?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)