... o ile dobrze pamiętam, Neo, Trinity i Morfeusz, czyli po naszemu zwyczajnie Donek, Julka i Zbigniew, stoją na czele rewolucji ludzkości przeciw robotom-pasożytom, zamieniającym ludzi w rodzaj baterii i wmawiającym im (nam) przy tym, że życie toczy się normalnym torem, a wszelkie rysy pojawiające się w tym świecie są halucynacją. Jedynie wybitne jednostki, takie jak Julka czy Donek, są w stanie dostrzec niepokojące objawy niespoistości tej - wykreowanej przez maszyny - rzeczywistości.
Głównym, jeśli nie jedynym, zadaniem maszyn jest więc dbałość o wiarygodność matriksu i umacnianie w ludziach - ciemnym ludzie - przekonania że naprawdę żyją. Ideałem jest sytuacja, w której nie zdają (zdajemy) sobie sprawy kto na nich tak naprawdę żeruje i jakie prawdziwe cele kryją się za iluzją wykreowaną przez roboty. Co cechuje maszyny? Okrucieństwo i nieludzkość (w znaczeniu dosłownym i przenośnym). Brak umiejętności indywidualnego wnioskowania, brak pozytywnych, po prostu ludzkich, uczuć, ale także postrzeganie siebie - oraz ludzi, niezależnie czy wykorzystywanych, czy wolnych - jako zbiorowości. Dlatego traktują nas z pogardą, przedmiotowo, jesteśmy dla nich po prostu rezerwuarem taniej energii. Potrzebują nas na najniższym poziomie wegetacji, a po wyczerpaniu zasobów, zwyczajnie wyrzucają.
W ten ponury świat wkracza Donek. Jego przebudzenie jest bolesne. Musi sobie uświadomić, że wszystko w co wierzył jest kłamstwem. Musi dostrzec, że za twarzami ludzi, którym bezgraniczne ufał, kryje się mechaniczna pogarda do niego i jego wolności. Dopiero wówczas może podjąć walkę. Nie oszukujmy się, popełni wiele błędów i pomyłek, będzie upadał, ale i powstawał. Niekoniecznie zwycięży, ale przynajmniej da nadzieję triumfu.
Zderzają się tu dwa style myślenia. Jeden jest oparty o uczucia, takie jak np. miłość, drugi nie wykazuje żadnych - maszyny przecież nie są zdolne do prawdziwych odczuć. Mogą je co najwyżej symulować. Determinantę ich zachowań stanowi wyższa konieczność. Same określają co nią jest i przed osiągnięciem wyznaczonego celu nie cofną się przed niczym. By uwiarygodnić stworzoną przez siebie iluzję będą kłamać, intrygować, eliminować. Nic w tym dziwnego, bo czyż androidy mogą kochać?
Jak mam być szczery, nie spotkałem się z równie błyskotliwą i tak łatwo trafiającą do przekonania, diagnozą naszej politycznej rzeczywistości. Adamie i Mariuszu: wielkie brawa.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)