adas wraca nowe adas wraca nowe
14
BLOG

Jakież to polskie czyli jednak napiszę

adas wraca nowe adas wraca nowe Polityka Obserwuj notkę 4

Samentu z młodzieńczym radykalizmem, acz niezbyt mądrze porównał Michnika z Leninem, ku wiadomej uciesze. Nie jest to udana analogia: po cóż bawić się internacjonalizm? Czyż nie wystarczyło w tym miejscu wspomnieć o Annie Walentynowicz? Której rola w Sierpniu 80 - jak chce środowisko dziś bliskie PiS - w Trzeciej RP była umniejszana ze względów politycznych, a także zwykłą ludzką małostkowość pewnego Prezydenta...

Czy Michnik rzeczywiście nie został zaproszony na obchody? Jak wynika ze słów samego Michnika oraz pierwszych głosów z prezydenckiej kancelarii - zaproszenia nie wystosowano. Próba sprawdzenia w internecie, na stronie Prezydenta RP, nie daje rezultatu - nie ma oświadczenia w tej sprawie, choć od kilku godzin wisi galeria z obchodów, a właśnie pojawiła się relacja.

Nie jest więc błędem założenie, że zaproszenia nie było. I jest to kolejna wpadka Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wynikającą z nieznajomości społecznego statusu prezydenta w naszym kraju. Przy niewielkiej realnej władzy staje się on symbolem całej klasy politycznej, przy czym wolno mu... mniej. To co ujdzie u zwykłego polityka, nie przejdzie u prezydenta. Niesprawiedliwe, nieracjonalne wymagania? No cóż, ale związane ze stanowiskiem...

Dlaczego nie zaproszono Michnika? Znajduję tylko dwie odpowiedzi, obie nie przynoszące chluby Prezydentowi, ale także większych korzyści. Możliwość pierwsza: zadziałały kwestie ambicjonalne, osobista niechęć. Możliwość druga: zadecydowała rachuba polityczna [Trzeciej: brat zakazał, wolę nie brać pod uwagę Dopisek: pojawiła się i czwarta - bałagan w kancelarii... ale to chyba żarty...].

Wyobraźmy sobie, że Michnik pojawił się na uroczystości. Każda fotka, na której Lech Kaczyński znajdowałby się w odległości mniejszej niż 5 metrów od Michnika, jutro zdobiłaby pierwsze strony gazet. Wszystkich. To tego bał się Prezydent Kaczyński? Jak to wygląda, uścisk dłoni z Diabłem Nr. 1? Elektorat się obruszy... Nikt nie podpowiedział Kaczyńskiemu, że można by to sprzedać inaczej? Jako umiejętność wzniesienia się ponad podziały? Przypominam, wymagania wobec prezydenta są inne, większe.

Tak to już z Lechem Kaczyńskim jest. Jak zaimponuje (rzadko) odwagą pójścia pod prąd własnemu środowisku, to potem czyni wszystko by przekreślić swe starania. Rzecz się jakże po naszemu i paskudnie rozmywa. Dzisiejsza uroczystość mogła choćby powstrzymać nową "patriotyczną" legendę, że Marzec 68 to nie jest nasza wspólna historia, a tak...

To co w ostatnich tygodniach robił Prezydent RP naprawdę wymagało odwagi. A chodzi, wydawałoby się, o sprawy oczywiste. Takie jak oddanie zabranego przymusowo obywatelstwa czy traktowanie wydarzeń roku 68 jako odsłony walki o niepodległość. I takie wątki pojawiły się w przemowie Lecha Kaczyńskiego [1]. Niestety brak Michnika znacznie osłabił wymowę tych słów, zamieniając wydarzenie potencjalnie olbrzymiej rangi w kolejną polityczną szopkę. Nic więcej. Co gorsza, de facto, utwierdzając w swych tezach przekonanych że w 68 jedynie żarły się komunistyczne koterie, a innych dodatkowo zobojętniając na polską historię. Po co się nią zajmować, jeśli została ona w pełni zawłaszczona przez polityków?

To jakie korzyści wyniósł osobiście kandydat na prezydenta 2010 Lech Kaczyński? Żadnych. Tym, którzy i tak na niego by zagłosowali w sumie raczej podpadł jako obrońca "żydokomuny" i "przedsiębiorstwa Holocaust" (cytaty do odszukania...), a w reszcie utwierdził przekonanie o własnej małości. Aż strach pomyśleć kogo nie będzie w Gdańsku na miesiąc przed wyborami prezydenckimi...

Wyszło jak zawsze.

[1]

I to wszystko ci ludzie, którzy wtedy wkraczali na studia, a byli zainteresowani polityką, opozycją, niezwykle bystro obserwowali. Powtarzam: ruch „komandosów” przestał istnieć jako grupa, pozostał jako mit, który zaowocował. Tak samo bunt studencki został stłumiony, ale mit oporu przeciwko systemowi pozostał i zaowocował. Zaowocował później po 8, a szczególnie po 12, 13 latach.

(...)

Wydarzenia 1968 roku miały też inny wymiar, związany z kampanią o charakterze antysemickim, przeprowadzoną wtedy przez oficjalne czynniki rządowe, partyjne na skalę trudną dzisiaj do uwierzenia. Należę do pokolenia, które było świadkami tej kampanii, ale sam często zachodzę w głowę, czy ja to rzeczywiście widziałem i słyszałem, czy to było możliwe w 23 lata po wojnie. Niestety, było możliwe. Kampania ta trwała wiele tygodni, a w pewnym wymiarze nawet znacznie dłużej. Była to kampania, która nie tylko naruszała podstawowe zasady cywilizowanego społeczeństwa, nie tylko była kampanią – trzeba to sobie jasno powiedzieć – rasistowską, ale także przyniosła naszemu krajowi niepowetowane straty, które nie zostały do końca naprawione aż do dzisiaj. Ta kampania wyrzuciła z naszego kraju tysiące ludzi, którzy być może mieli żydowskie pochodzenie, ale w istocie byli Polakami, tysiące ludzi także, którzy czuli się Żydami, ale Żydami polskimi.

wzmacniam lewą nogę tylko czego? -- Trzeba patrzeć PO na ręce. Uff, jak dobrze... żeby jeszcze było na co... (już jest! ale nie w sensie pozytywnym, oj nie) -- Aha, blogi polecane, to te do których (aktualnie) chcę mieć szybki dostęp. Często kompletnie obce mi ideowo i nie tylko. Proszę ich nie łączyć z moją pisaniną! Autorzy mi się poobrażają.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka