Nie wiem czy to nie mój ulubiony czeski pisarz. Josef Škvorecký. Pepiki mają bardziej znanych - powiedzmy z tego pokolenia - twórców, ale Škvorecký ze swoją mieszanką cynizmu i ironii, okrucieństwa i pozy, jest jedyny w swoim rodzaju. Ostry. Wobec każdego, więc i siebie.
Na stronie 164 polskiego wydania "Batalionu czołgów" znajduję takiż akapit:
Jak to się zawali, będziemy bić, głowa nie głowa, przyjaciel! Co, powiem mu, ty jesteś mój kumpel? Byłeś, ale już nie jesteś! Tak mu powiem, panie Daniel! Na latarnię z tobą! Ja jestem chrześcijanin, panie Daniel, ale bez mrugnięcia okiem, bez najmniejszych wyrzutów sumienia powieszę każdego komucha, jaki mi wpadnie w ręce. A ja ich mam w garści, panie Daniel! W naszej organizacji zajmuję się składkami partyjnymi. Przede mną się nie wyprą! I bez litości każdego na latarnię, panie Daniel!
Urocze i jakby... wyparte, no nie? Tak mi się przypomniało przy okazji batalii o Rajmunda Kaczyńskiego, podczas której nastąpiła nieoczekiwana zmiana miejsc. Potrafię zrozumieć, że lewak GM ochoczo przyjął retorykę narodowo-patriotyczną - w końcu wzorce Marca 68 wiecznie jak Lenin żywe, ale że Powszechnie Znani Łowcy Komuchów zamienią się w poszukiwaczy socjalizmu z ludzką twarzą - nie, tego się nie spodziewałem. Ale tak naprawdę zatkało mnie dopiero przy czytaniu komentarza Pana Grudeqa:
Obawiam się, że PT Przeciwnicy braci Kaczyńskich nie będą potrafili zrozumieć złożoności życia. Ale trzeba próbować może kiedyś coś zaskoczy.
I chyba już rozumiem dlaczego PiS przegrał ostatnie wybory. Jeśli Konserwatywny, Prawicowy, Antykomunistyczny Bloger dał się ogłupić "Polityce" i ośmiela się wygadywać takie herezje, to dlaczego nie mieliby tak myśleć dwudziestoletni smarkacze z wielkich miast? Co oni wiedzą o komunie? Życie naprawdę jest złożone, jeśli - mimo dwóch lat tłumaczenia kim są genetyczni patrioci, a gdzie stoi ZOMO - jeśli powtarzam, prawdziwi antykomuniści uważają że życie w PRL było złożone.
A to przecież nieprawda. Po jednej stronie stali żydowscy komuniści (grupa etniczno-towarzyska nieznanego pochodzenia), a naprzeciw nich ulokował się 40 milionowy Naród Polski i jedynie chrześcijańska miłość bliźniego powstrzymywała Go - jak Pana Hertla u Škvorecký'ego - przed rzuceniem się oprawcom do gardeł. Równie jasno było określone co wypada, a co nie. W sytuacji, gdy tysiące AKowców stało w gównie po kostki, każdy przejaw współpracy z Sowietami był zwyczajną kolaboracją, choćby chodziło o przybicie pieczątki w gminie. A w następnych latach? Pozornie łatwiej, ale jeszcze trudniej. Przyzwoity człowiek pewnych rzeczy nie robił. Na przykład nie wstępował do PZPR i kariery uniwersyteckiej nie ratował, a do stoczni szedł. Tak było. Negowanie tego, to się historyczny relatywizm nazywa i lepiej cofnąć się z tej drogi, bo za chwilę ktoś jeszcze uzna, że w "Wujku" to Polacy strzelali..
Rys historyczno-propagandowy się robi, wróćmy do bliższej przeszłości. Kto pamięta kiedy wątek "taty Kaczyńskich u komuchów" się pojawił? W tym samym momencie w którym Jacek Kur...ski zagrał dziadkiem Tuska. Dokładnie w tym samym. Wcześniej to sami Kaczyńscy wykorzystywali w kampanii wyborczej (głównie prezydenckiej) swoją rodzinę. Grali dzielną matką i równie dzielnym, już niestety nieżyjącym, ojcem z AK (a także zięciem Lecha...). Co mnie zaskoczyło? Gdy już w 2006 "odkryłem", że tato umarł zaledwie pół roku przed wyborami. Bo z większości artów można by wnosić niemalże, że tato zginął w powstaniu warszawskim, jeśli nie wcześniej...
To nie koniec zaskoczeń. Sam Trystero określa elektorat PiS mianem... ignorantów. Nie wierzycie? Przeczytajcie:
Trzeba byc ignorantem by nie wiedziec o pewnych uwarunkowaniach na terenach wcielonych do III Rzeszy.
No cóż w przerażającej większości, wyborcy PiS nie wiedzą, mogę zapewnić. Tak jak nie wiedzą, że w klubie poselskim PiS w roku 2005 znalazł się człowiek, którego ojciec zginął za Hitlera (na swoje szczęście na froncie wschodnim, co go lekko rehabilituje). Ale żeby nazywać pięć (+-) milionów ludzi ignorantami, to już trzeba mieć tupet. Bo nie wiem czy w gronie ignorantów nie znajduje się przypadkiem i sam Prezydent Lech Kaczyński, który kilka dni temu powiedział rzecz następującą:
Ale istnieją pewne problemy równoległe, niezwiązane absolutnie ze sprawami narodowości lub pochodzenia żydowskiego, tylko z inną grupą, innego narodu, żadną miarą niezwiązanego z Polską 800-letnią historią, które mogłyby prowadzić do pewnych komplikacji.
Zaczęło się od literatury, pozostaje więc w takich klimatach zakończyć. Słyszeliście kiedyś o Molierze? Bo to się świętoszkowatość nazywa albo inaczej taktyka "Łapaj złodzieja". Notabene, to właśnie rozbieżność między podniosłymi słowami a "złożonymi życiowo" czynami sprawia, że PiS jest tak łatwy do wypromowania w łże mediach i u takich skurwysynów jak ja.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)