Jak ja lubię Prima Aprilis! Wchodzę na ulubiony portal wszystkich Polaków (tych prawdziwych) i w Wiadomościach pierwszy news brzmi:
a ostatni:
I który, cholera, jest prawdziwy? Gdyby dziś był normalny dzień, uznałbym że jednak ten z TVN. A "Girzyński" to wymysł, agorowska gra na rozbicie jedności, suwerenności etcetera, etcetera, najlepszej partii. Ale dziś nie jest normalny dzień, więc to raczej wszyscy fani Marcina P. zostali wkręceni. Mniej więcej tak jak Fay i jego mąż (a czemu nie żona?!) w pamiętne orędzie.
Ale kto to jest ten Girzyński, by Traktat Pana Prezydenta i Jego Brata blokować? I czy Pan Prezes się obrazi czy jednak nie? Nie do wiary. Dziwy się dzieją! Bydlęta ludzkim głosem przemawiają... co gorsza, własnym?, nie prezesowskim. 1 kwietnia, rozumiecie?
Miał pecha Jan Wróbel, któremu paskudna redakcja, z równie podłą korektą primaaprilisowy tekst już w sobotę puściła. No i czego się nasłuchał, tego się wysłuchał. A to taki żart był. Bo czyż Jarosława może obalić, a choćby do zmiany zdania zmusić, ktokolwiek z partyjnego lewego, już dwuosobowego, prężnego skrzydła? Nie żartujmy.
Jednak, jak to mawiają, dobry żart tymfa wart, a i Prezes, człowiek w końcu, swoje poczucie humoru ma. Najlepiej się czuje, więc i uśmiecha najszerzej, w pewnym Radyju. Ostatni żart Ojca Dyrektora musi mu się podobać..., no nieziemsko. Przy kolejnej wizycie w studio z pewnością podziękuje. W końcu się Dyrektor napracował, jego skecz wymagał zaangażowania kilkudziesięciu p osłów. Na stałym etacie? P oseł Girzyński już czeka za kulisami, na znak Prowadzącego wejdzie do studia z kwiatami i uśmiechając się do Jarosława, "Prezesie, mamy Cię" powie.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)