Nie regularnie czytam Gościa Niedzielnego. Od czasu do czasu przeglądam. Na przykład w numerze 27 kwietnia znajduję artykuł naszego (Niech żyje!) moda o... Sierakowskim. Pisany pod tezę, choć zawierający jedną wiadomość dyskwalifikującą dla Sławka, jakiej by sobie roli intelektualnej nie wymarzył. Mam nadzieję, że potwierdzonej. Mianowicie o finansowaniu Krytyki Politycznej przez SLD.
Tutaj się w pełni zgadzam z autorem. W innych sprawach tak plus minus. Sierakowski to jakieś ożywienie całej naszej sceny polityczno-publicystycznej jest, ale zbyt wiele tu efekciarstwa rodem z uniwerku, a wiele pomysłów to droga w ślepą uliczkę. Ale mniejsza z tym. Ta notka powstała z innego powodu. Chodzi o o zdanie końcowe tekstu Artura Bazaka: Jeśli mamy trudności w wyobrażeniu sobie skali zagrożenia, spójrzmy na to, co dzieje się w Hiszpanii rządzonej przez socjalistów.
No właśnie, co się dzieje? Ano Zapatero wygrywa wybory*. Po tym jak przez cztery lata na prawo od... ogłaszano go pajacem Europy, lewakiem, a może i nawet stalinistą. Po tym jak ponoć podzielił społeczeństwo na pół, przeforsował wybitnie szkodliwe ustawy i skompromitował Hiszpanię na arenie międzynarodowej. Hiszpanię, która dzięki Aznarowi stała się szanowana, a już w USA że hoho...
Przypomina Wam to coś? Wypisz wymaluj Kaczyński! Trochę a rebours, ale mniejsza o szczegóły. No cóż, obaj są równie mocno kochani przez przeciwników i pewnie obaj nie zawsze pewnie wierzą w to co robią, ale to cena władzy. Nie, to nie jest kolejny tekst służący dokopaniu Kaczyńskim. Gdyby o to chodziło, nie męczyłbym się tak, tylko użyłbym któregoś sloganu z murów. Z tych bardziej nieprzyzwoitych. Rzecz w tym, że a rebours sięga tu głębiej.
Sukces obu panów ma swe źródła w przeszłości. A dokładnie w chęci odczytania jej na nowo, w sposób inny niż stosowany/narzucany/oficjalnie panujący przez poprzednie dwudziestolecie. Źródła te są w zasadzie bliźniacze. Naprawdę. Tak jak w Polsce rdzeniem popularności Kaczyńskiego jest krytyka III RP (Gabriel dzięki - zrozumienie o co chodzi zajęło mi dobrą chwilę), tak Zapatero bazuje na negacji Hiszpanii pofrankistowskiej.
Po śmierci Franco nie było rewolucji. Postawiono na kompromis. Chwilę to trwało, ale po kilku latach Hiszpania "wróciła do Europy". Jaka była cena? Taka jak w Polsce - nie zajmowanie się bliżej poprzednimi czterema dekadami. Bogaćcie się! Unia czeka. Tak, mieliśmy wojnę, ale dziś to już bez znaczenia. Po co wracać do zamierzchłych czasów? Zresztą czy to ważne, kto miał rację w 36, a kto w 39? Jest tylko jedna Hiszpania!
Znajome?
W drugiej połowie lat 90. nastąpił wzrost zainteresowania dziejami Hiszpanii. Zaczęto stawiać pytania. Czym była republika. O cenę wojny domowej. Liczbę zabitych i zaginionych. O przynajmniej dwadzieścia lat stagnacji. I o rolę Kościoła. I o to czy moralnym było budowanie "nowej" Hiszpanii bez rozliczenia się z dwudziestowieczną historią.
a rebours
* chodzi o wybory tegoroczne. Wybory z 2004 to najbardziej smutna europejska elekcja dobrych kilku ostatnich lat. Na szczęście - odpukać - się nie powtórzyła... Trochę pesymistycznej teorii: gdyby bomby wybuchły w Warszawie. Co należałoby zrobić? Odwołać wybory?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)