szkalując Lecha Kaczyńskiego, brutalnie kłamiąc i insynuując (w GW!):
Każdy z nas jechał na Euro w jakimś celu, miał coś do udowodnienia, ale Roger chyba najwięcej. Szkoda tylko, że pan prezydent, który nadawał mu obywatelstwo, nie wie, jak się nazywa. Przekręcił nazwisko Rogera, przekręcił moje. Jeśli tacy ludzie mają jeździć na mecze, wolę grać przy pustych trybunach. Nasz kochany prezydent trzymał też odwrotnie szalik, może pierwszy raz był na meczu? To wszystko było żenujące.
Zmieniło się coś w kwestii Jana Pawła II na koszulce? Buractwo jak słoma z butów wychodzi? Jakie jest Wasze zdanie?
Po prezydenta Marcin Kamieniarczyk ripostuje:
Rozumiem frustracje zawodników, którzy chcieli osiągnąć sukcesu, a sukcesu nie było. Prezydent ma prawo być zadowolony z faktu, że nadał Rogerowi Guereirro [właściwie Perejro - adas]obywatelstwo. Okazało się, że Roger był mocnym, jeśli nie najmocniejszym punktem drużyny.
Tak, piłka nożna. Najmniej ważna z najważniejszych spraw tego świata. Ale czy piłkarze mają prawo mieć własne sądy polityczne? Przecież to z definicji rozkapryszone półgłówki, jak to o Tottim powiedział sam Berlusconi (ponownie ostatnia nadzieja prawicy)...
A może by się przydał taki Brazylijczyk w Pałacu Prezydenckim? Przypuszczam, że także mógłby się okazać mocnym, jeśli nie najmocniejszym punktem drużyny.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)