- Publikuję skrót artykułu: Dlaczego Euro Przetrwa. Why the Euro Will Survive. Fred C. Bergsten Foreign Affairs, Wrzesień/Październik 2012, Vol. 91 Issue 5, p16-22, mając nadzieję na lepszą jakość debaty w sprawie naszego być albo nie być, na co my sami i temat w pełni zasługują.
Bergsten wierzy w euro, a problemy związane z tym projektem widzi w niedostatkach instytucjonalnych. Przy czym musimy pamiętać, że analiza odnosi się do strefy euro. I nie chodzi tutaj o zawłaszczanie kolejnych sfer życia gospodarczego przez zbiurokratyzowany aparat urzędniczy, ale jedynie o instytucje regulujące dopływem pieniądza do gospodarki.
Oczywiście, tak dużego projektu nie można zbudować od razu, zwłaszcza że był to projekt otwarty, a u jego podstaw legło przekonanie o konieczności zakończenia europejskich waśni i związanych z tym ofiar. Zmagania te ciągnęły się w Europie od ujarzmiania Grecji przez Rzymian 190 (p.n.e.) a skończyły się na Drugiej Wojnie Światowej i kosztowały ogromną ilość ofiar.
Autor proponuje prognozę gospodarczą europejskiego kryzysu i przedstawia konsekwencje gospodarczej i politycznej integracji europejskiej. Unia monetarna i tworzące ją kraje przetrwają kryzys bez naruszenia gwarancji spłaty swoich długów publicznych czy też rozpadu łączących je związków. Cytując historię europejskiej gospodarczej integracji od 1940, autor utrzymuje, że polityczne przywództwo Unii Europejskiej zawsze rozwiązywało swoje problemy wzmacniając jednocześnie integrację, i Niemcy oraz Europejski Bank Centralny (ECB), dwie najsilniejsze instytucje obszaru euro, zrobią to, co konieczne by nie dopuścić do upadku euro.
Mroczne fatum dotykające euro powoduje, że mnoży się od komentarzy i pytań o to, czy wspólna waluta może przetrwać. A do tego gospodarka światowa stoi na krawędzi jeszcze głębszego kryzysu niż dzisiejszy.
Niewątpliwie, strefa euro stoi przed poważnymi gospodarczymi i finansowymi problemami. Obszar jest w trakcie zmagania się z kryzysami nachodzącymi na siebie i pomnażającymi straty. Pierwszym z nich jest fiskalny kryzys, który najwięcej kosztował Grecję, i owładnął południową część strefy euro i Irlandią. Drugim jest kryzys konkurencyjności, od dłuższego czasu oczywisty i objawiający się w dużych saldach ujemnych na rachunkach bieżących krajów peryferyjnych i jeszcze większym braku równowagi na rachunkach bieżących sald krajów członkowskich. Trzecim jest kryzys bankowym, który najpierw rozegrał się w Irlandii i stał się szczególnie ostry w Hiszpanii.
Jednak strach przed krajami, które mogą nie spłacić swoich długów, jest ogromnie przesadzony. Kraje EU w przeszłości wykazały, że mogą i chcą rozwiązywać każdy kolejny etap kryzysu przez współpracę oraz wspólnie podejmowane decyzje. Stworzyły mnóstwo nowych instytucji. Zbudowały solidną finansową tamę, aby problemy związane z długami nie rozprzestrzeniały się i dobrze się sprawują na drodze do stworzenia unii bankowej oraz fiskalnej. Kiedy kurz opadnie, wspólna waluta, i cały projekt europejskiej integracji nie tylko przeżyje, ale stanie się jeszcze silniejszy.
Europejski kryzys ma swoje korzenie w niedostatkach instytucjonalnych projektu. Gospodarczy i monetarny związek, który Europa zaadoptowała w 1990 zawierał rozległy, ale niedokończony, monetarny związek, zakotwiczony w euro i Europejskim Banku Centralnym (ECB). Jednak nie obejmował on praktycznie unii gospodarczej, fiskalnej oraz bankowej, nie stworzono wspólnych gospodarczych instytucji rządowych, i żadnej znaczącej struktury koordynującej politykę gospodarczą.
Architekci Europejskie Unii Monetarnej (EUM) przypuszczali, że unia gospodarcza nieubłaganie będzie postępować za unią monetarną. Ale kraje europejskie nie stanęły przed koniecznym naciskiem tworzącym ich jedność w okresie przed Wielką Recesją. Kiedy kryzys uderzył, nieobecność narzędzi politycznych ograniczyła umiejętność Europy szybkiego dojścia do rozwiązania problemu deficytu instytucjonalnego, wywołując poważne reakcje rynkowe, które trwają do dzisiaj. Europa teraz ma tylko dwie opcje. Może wyrzucić za burtę unię monetarną, albo może przyjąć uzupełniającą unię gospodarczą. Stawka jest zbyt duża, aby nie uzupełnić pierwotnie zakładanej unii gospodarczej i walutowej.
Od momentu utworzenia w 1990, wspólna waluta nie miała instytucji gwarantujących jej stabilność w czasach ostrej niepewności i rynkowych zaburzeń. Dlatego też dzisiaj przywódcy strefy euro muszą uczynić dużo więcej niż dofinansować zadłużone kraje by przywrócić zaufanie rynkowe. Muszą ustanowić nowe zasady i dokończyć budowę euro. To będzie wymagać zarówno twórczej inżynierii finansowej pozwalającej rozwiązać natychmiast kryzys oraz stworzenia fali nowych instytucjonalnych bodźców pozwalających umocnić prawdziwą gospodarkę i ożywić rozwój.
Aby przepowiedzieć prawdopodobną trajektorię euro, trzeba patrzeć na to, co Europejczycy do tej pory zrobili raczej niż co powiedzieli. Rozwiązali wiele kryzysów, które zagrażały integracji przez więcej niż sześć dekad, każdorazowo czyniąc Europę bardziej zjednoczoną. W każdym kluczowym etapie obecnego kryzysu, robili, co było niezbędne, aby uniknąć upadku euro. W zgrzytach, zarówno Niemiec jak i ECB - finansowych siłowni Europy - słychać, że opłacą wszystkie niezbędne rachunki, aby zapobiec katastrofie.
Problem w tym, że z dwóch powodów centralni gracze nie mogą mówić wprost, że przyjdą euro z pomocą. Najpierw, wyraźne zaangażowanie w nieograniczone dofinansowanie upadających podmiotów przedstawiłoby duże moralne niebezpieczeństwo. Pozwoliłoby przywódcom tych krajów uniknąć presji, bez której nie zdołaliby przekonać swoich parlamentów do skutecznego regulowania swoich gospodarek. W tym kontekście rzeczywiście, nie jest zamiarem ani Niemiec ani ECB kończyć kryzys szybko. Raczej, ich celem jest użycie kryzysu, aby dokonać gospodarczych reform pozwalających stworzyć silną europejską gospodarkę, funkcjonującą przez długi okres czasu. To wyjaśnia dlaczego władze strefy euro nie zbudowały należytych zabezpieczeń finansowych jakich oczekują rynki.
Po drugi, każdy z czterech głównych wierzycieli - Niemcy i inne silne północne rządy europejskie, ECB, pożyczkodawcy sektora prywatnego, i Międzynarodowy Fundusz Walutowy (spełnia rolę kanału finansowania euro przez rządy spoza strefy, takie jak Pekin) - naturalnie będzie próbował przenieść jak najwięcej kosztów ratowania euro na pozostałe trzy klasy wierzycieli.
Finansowy kryzys Europy jest nie tylko kryzysem wadliwych instytucji; to jest również jedno z przedstawień. Rynki nie otrzymają zdecydowanych deklaracji, na które oczekują, zatem będą okresowo popadać w stany wielkiego niepokoju. Ale każdy polityk w Europie i nawet europejska opinia publiczna wiedzą, że upadek euro byłby polityczną i gospodarczą katastrofą. I na szczęście, odkąd Europa jest zasobnym regionem, rozwiązanie kryzysu jest sprawą politycznej woli do zapłaty długów, a nie gospodarczych umiejętności i możliwości.
Każdy z kluczowych gracz wyczerpie wszystkie opcje próbując uzyskać najlepiej zabezpieczającą go umowę, zanim w ostatniej chwili na nią się zgodzi. Skutkiem tego jest nieprzejrzysty proces uzgodnień, pogorszony przez kakofonię głosów w obrębie każdego kraju, który oczywiście zakłóca funkcjonowanie rynków. Możliwość błędu wisi nad Europą. Ale presja rynków finansowych ostatecznie pchnie ją do przodu. I uchylająca się od politycznych nakazów Europa zachowa projekt integracji, a jego przywódcy zabezpieczą euro i przywrócą gospodarcze zdrowie kontynentu.
Nade wszystko, projekt europejskiej integracji miał geopolityczny cel przerwania masakry, która pustoszyła kontynent przez wieki i osiągnęła morderczy zenit w pierwszej połowie dwudziestego wieku. Ten wiodący nakaz powiódł kolejne generacje politycznych przywódców do podporządkowania ich państwowych niezawisłości do świetniejszego celu: utrzymywania i poszerzania europejskiego projektu.
Wizja ta zawsze zawierała pojęcie wspólnej waluty. We wczesnych planach monetarnej integracji, takich jak raport Werner'a z 1970 r. oraz raport Delors'a z 1989, wskazano, że unia monetarna powinna iść ręka w rękę z unią gospodarczą, która wiązałaby i ograniczała państwa członkowskie. Gdy jednak wspólna waluta w końcu nastała, to było to nie z powodu ostrożnych rozważań i szczegółowej analizy ekonomicznej, ale był to wynik geopolityki. Nieprzewidziany wstrząs niemieckiego ponownego zjednoczenia w październiku 1990 - i strach w Paryżu przed nową dominacją Niemiec - dostarczył bodźca do Traktatu z Maastricht, który utorował drogę do euro.
Nakaz szybkiego wprowadzenia na rynek euro oznaczał niezbędne polityczne kompromisy, a nie stworzenie jednoznacznych zasad oraz określonej struktury waluty. Na przykład, członkowie założyciele strefy euro pochodzili z najróżniejszych gospodarczych punktów wyjścia, a więc byłoby politycznie niewykonalne narzucić niewzruszone fiskalne kryteria członkostwa. W efekcie, przed 2005, wspólna waluta była obszarem, który składał się z bardzo różnych krajów, nie mającym głównej fiskalnej władzy oraz sposobów wymuszania dyscypliny budżetowej i kierowania się wspólną polityką makroekonomiczną.
Początkowo, żadna z tych wad nie liczyła się. Ale gdy koszty kredytu osiągnęły tak niską stopę procentową jak Niemiec, wielu nowych członków nagle miało dostęp do niespotykanych ilości kredytu niezależnie od ich gospodarczych podstaw. Finansowym rynkom nie udało się ocenić ryzyka innych krajów, a europejscy przywódcy dalej zaprzeczali istnieniu problemów Kiedy więc pojawił się pierwszy poważny krach finansowy w 2009, musieli się zmagać nie tylko z olbrzymimi nawisem długu lecz także z błędnym instytucjonalnym projektem i to stanęło na przeszkodzie szybkiemu rozwiązaniu problemu.
Eurostrefa była żałośnie nieprzygotowana na Wielką Recesję. Wkroczyła w strefę kryzysu mając wspólną walutę, co można porównać do tego jakby leciała na jednym silniku w czasie burzy, - ECB - bez unii fiskalnej tradycyjnie pomagającej krajom walczyć z dużymi krachami finansowymi. Przywódcy euro-strefy musieli budować od podstaw swoje zdolności instytucjonalne oraz finansowe: Europejski Fundusz Stabilności Finansowej (EFSF), i później, Europejski Mechanizm Stabilności. I w trakcie konieczności natychmiastowego powstrzymywania kryzysu, musieli reformować podstawowe instytucje obszaru euro.
ECB, jako jedyna instytucja UE zdolna wpływać na finansowe rynki w rzeczywistym czasie, nabrała niebywałej mocy. Jego instytucjonalna niezależność jest chroniona traktatami UE i nie odpowiada przed jakimkolwiek rządem. W odróżnieniu od normalnych banków centralnych, które zawsze muszą martwić się o swoją niezależność, ECB w tym kryzysie mógł formułować bezpośrednie polityczne żądania kierowane do krajowych przywódców, jak w sierpniu 2011, gdy EBC przekazał ultimatum Silvio Berlusconiemu i wymusił jego usunięcie ze stanowiska, gdy nie udało się jemu przeprowadzić reform, a z drugiej strony, w przeciwieństwie do Rezerwy Federalnej w Stanach Zjednoczonych, ECB nie pozwoliło sobie na luksus reagowania na kryzys w ustalonym zbiorze państwowych instytucji. Gdy krach finansowy uderzył w Stany Zjednoczone, Rezerwa Federalna natychmiast mogła stworzyć tryliony dolarów do przywrócenia zaufania rynków, wiedząc, że rząd federalny jest zobowiązany do sformułowania długookresowej odpowiedzi. ECB nie może działać podobnie ponieważ eurostrefa nie ma władzy fiskalnej, odpowiedzialnej za działania makroekonomiczne. Ponadto, aby zająć się głównym monetarnym ratunkiem musiałby EBC nieustannie podejmować polityczne uchwały równoważące brak efektywności instytucjonalnej strefy euro. Gdyby ECB pokrywało nie więcej niż pięć procent rządowych kosztów, krajowi politycy nie zechcieliby prawdopodobnie przyjąć strukturalnych reform niezbędnych, aby podtrzymać wzrost gospodarczy na dłuższą metę.
Obciążony zarządzaniem wspólną walutą i wspomagający zarządzanie instytucjami zbudowanymi na przedwczesnym consensusie politycznym, ECB jest, co nie zaskakuje, skupiony na wymuszaniu na przywódcach strefy euro reform.. To nie jest główny cel ECB, aby uśmierzać niepokoje rynków i w taki sposób rozwiązywać kryzys. ani też skłaniać krajowych przywódców do reformowania instytucji strefy euro oraz restrukturyzowania ich gospodarek. Bank Centralny bezpośrednio nie może zmuszać przywódców demokratycznie wybranych by stosowali się do jego zaleceń, ale może odmawiać płacenia za ich długi i tym samym pozwalać kryzysowi wpływać na ich działania.
Do tej pory, ECB było całkiem skuteczne w swoich strategicznych pertraktacjach z władzami państw członkowskich. Początkowy grecki kryzys w maju 2011 doprowadził do umowy, na mocy której ECB zgodziło się przygotować Program Rynku Papierów Wartościowych, aby skupić europejskie obligacje w zamian za zobowiązanie rządów strefy euro do zasilenia 440 miliardami euro nowopowstałego EFSF, co było skutecznym sposobem zasilenia odpowiednimi zasobami Grecji, Irlandii, i Portugalii.
EFSF, jednakże, nie posiadał wystarczająco dużych zasobów by ocalić Włochy i Hiszpanię. Tak więc w sierpniu 2011, ECB samo kupiło włoskie i hiszpańskie obligacje, żeby obniżyć ich oprocentowanie. W zamian, Rzym i Madryt zajęły się reformami, takimi jak ograniczenia budżetowe, wyszczególnionymi przez ECB w poufnych listach skierowanych do przywódców tych państw. W grudniu 2011, ECB zasilił banki UE ogromną ilością płynności w formie trzyletnich pożyczek jako rewanż strefy euro za zgodę rządów na nowy europejski fiskalny układ, który stara się zapewnić dyscyplinę budżetową. W czerwcu 2012 r. rządy zgodziły się zaakceptować wspólny nadzór bankowy, a ECB sygnalizowało chęć wsparcia dla hiszpańskich banków i następnie obniżenia międzybankowej stopy procentowej.
A jednak na każdym etapie kryzysu, wielu ekspertów i nawet poważni ekonomiści głosili koniec euro. Poglądy takie nie uwzględniają skuteczności pertraktacji opisanych wyżej. Wszyscy kluczowi polityczni decydenci w Europie - ECB, Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, i nawet Grecja - nie mają żadnych złudzeń co do katastrofalnych kosztów upadku wspólnej waluty. Większość greckich polityków i wyborcy, jak świadczą najnowsze wybory, wie, że bez euro, ich kraj stałby się gospodarczą pustynią. Niemiecki Kanclerz Angela Merkel wie, że gdyby strefa euro rozpadłaby się, banki Niemiec również upadłyby pod ciężarem swoich strat wynikających z pożyczek dla peryferii; a nowa niemiecka marka wystrzeliłaby podważając całkowicie niemiecką gospodarkę eksportową; i Niemcy kolejny raz obarczono by winą za zniszczenie Europy. ECB, oczywiście, nie chciałyby doprowadzić siebie do bankructwa.
Ale wszyscy ci aktorzy rozegrywają partię politycznego kurczaka, ale w końcu zawrą kompromis. Jak tylko Niemcy i ECB poczują, że zyskały możliwie najlepszą umowę, zapłacą, ile by tego nie było, aby utrzymać strefę euro razem. Nie ma alternatywy. Ale żaden z graczy nie może powiedzieć "tak" z góry.
Wciąż możliwe jest to, że Grecja porzuci wspólną walutę. Ale to wyszłoby strefie euro na dobre, ponieważ uwolniłaby się od swojej najsłabszej gospodarki. Strefa euro może dążyć do wyjścia Grecji ze strefy przez wzmacnianie swojej finansowej przegrody ogniotrwałej i przyśpieszanie tempa integracji, szczególnie przez stwarzanie wspólnej unii bankowej, aby przeciwdziałać ryzykom zarażenia innych. Najważniejsze, że całkowity chaos, który ogarnąłby Grecję, skłoniłby inne zadłużone kraje, by zrobić wszystko co niezbędne, aby uniknąć losu Grecji. Przywódcy Europy powinni nie dopuścić do greckiego wyjścia, o ile to w ogóle możliwe, i prawdopodobnie zrobią tak, ale nawet jeżeli stanie się tak, to na pewno nie pogrąży to euro.
Strefa euro podjęła już zdecydowane kroki, aby dokończyć budowy unii gospodarczej i walutowej. Przesądzono o tym na szczycie UE w czerwcu godząc się na wprowadzenie w życie unii bankowej, wspólnie nadzorowanej i regulowanej, z władzą do zamykania upadłych banków i obejmującym regiony funduszem ubezpieczeń depozytowych mającym chronić zarządzanie bankami. Kraje strefy zaczęły rozwijać unię fiskalną dzieląc się odpowiedzialnością za niewielkie ilości długu i przyjmując niewzruszalne wspólne zasady dla dyscypliny budżetowej. I coraz więcej europejskich przywódców rozmawia o podążaniu w kierunku jakiegoś rodzaju unii politycznej, która zajęłaby się kwestiami demokratycznej legitymizacji gospodarczych reform.
To jest bardzo prawdopodobne że strefa euro wyjdzie z kryzysu zrobiwszy więcej niż tylko umocowując instytucje, którym zawdzięcza dużo z obecnych trudności. Jak i we wcześniejszych kryzysach, rządy krajowe zabiorą się do poszerzania katalogu działań integracyjnych.
Nawet najbardziej udana finansowa i instytucjonalna inżynieria ostatecznie zawiedzie, jeśli zadłużone kraje nie zdołają spowodować, że ich gospodarki będą wzrastać. To jest trudne zadanie, aby w krajach o wysokich dochodach, w tym w Stanach Zjednoczonych, z powodu przedłużającego się spowolnienia, które nieuchronnie następuje po krachach finansowych, sprostać konieczności obniżania poziomu zadłużenia. Ale musi być światło pod koniec tunelu jeśli strategia strefy euro ma okazać się skuteczna.
Ożywianie rozwoju będzie wymagać wykonania co najmniej trzech zasadniczych kroków. Najpierw, oprócz kontrolowania swoich deficytów, kraje zadłużone muszą dokonać w przekonujący sposób strukturalnych reform. Szczególnie, muszą zwiększać elastyczność swoich rynków pracy przez ułatwianie procedur zwolnień i przez to zachęcając również do zatrudniania. Niezbędne jest zwiększanie wieku emerytalnego jako część reform ubezpieczeń społecznych oraz uwzględnianie negocjacji w sprawie umów zbiorowych w przemysłach albo w firmach zamiast tylko na krajowym poziomie. Muszą znieść ograniczenia zawodowe, szczególnie w sektorach usług. Powinni pobudzać wydajność przez wzmocnienie konkurencyjności, specjalnie przez wspieranie małych firm i rozpoczynających działalność firm notujących szybki wzrost. Niedawne badania przeprowadzone przez OECD wykazały, że strukturalne reformy opłacają się tylko na dłuższą metę, inne pokazują, że szybszy rozwój i zwiększona konkurencyjność wymaga co najmniej trzech lat. Przez ten czas, fiskalne domykanie, które przyjdzie z budżetowymi oszczędnościami, doprowadzi do niższych stóp procentowych i zwiększy inwestycje w zadłużonych krajach, pobudzając wzrost gospodarczy.
Po drugie, silne gospodarki z północy Europy, szczególnie Niemcy, muszą przestać skupiać się na obniżeniu deficytu przez chwilę, aby doprowadzić do zwiększenia wydatków i inflacji. Powinni kupować więcej dóbr i usług z Grecji i Włoch, a mniej swojego długu. Przez wiele lat, Niemcy utrzymywały zarobki i krajowe wydatki na niskim poziomie, stwarzając problemy konkurencyjności w pozostałych krajach Europy, które potrzebują teraz pomocy, aby zrównoważyć te dysproporcje.
W końcu, strefa euro potrzebuje kontynuacji programu stymulacji. W czerwcu 2012 na szczycie państw członkowskich UE zgodziły się one pobudzać wydatki z grubsza na poziomie jednego procenta PKB do czasu rozluźnienia deficyt po osiągnięciu planu obniżeniu deficytu jako celu poszczególnych zadłużonych krajów. Pomogą w tym decyzje ECB obniżenia stóp procentowych o 0.25 procent. Ale strefa euro może działać na szerszą skalę i na wielu innych frontach. ECB może pobudzać gospodarkę przez ilościowe łagodzenie wydatków, a kraje europejskie wspólnie mogą emitować tak zwane obligacje infrastrukturalne. Te wspólne projektu przyspieszyłyby postęp w kierunku unii fiskalnej.
Ponieważ zmierzając przed siebie strefa euro potyka się, musi łączyć finansową inżynierię, która jest niezbędna w przezwyciężaniu kryzysu, ze strategią wzrostu, aby przywrócić witalność swojego obszaru gospodarczego Na szczęście, droga jaką przywódcy europejscy obrali zmagając się z obecnym kryzysem, wskazuje, że gospodarcze interesy wierzycieli jak również dłużników, będą uzgadniane. Rynki, również, mogą zrozumieć tę rzeczywistość i mogą stawiać na euro raczej niż przeciwko niemu.
Po tym jak Europa przyjęła wspólną walutę, minęło prawie dziesięć lat od pierwszych poważnych kryzysów. Dotarłszy do tego miejsca, Europa musi skorzystać z okazji i dokończyć budowę euro. Ten proces będzie wymagać więcej korekt i rekonstrukcji instytucji. Jeśli historia integracji UE jest jakimkolwiek przewodnikiem, Europa wyjdzie ze swojego kryzysu nie tylko nietknięta lecz także z silniejszymi instytucjami i dużo lepszymi gospodarczymi perspektywami.
Prawda to czy fałsz?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)