Dzisiaj w parlamencie europejskim rozpoczynają się negocjacje dotyczące budżetu Unii. Jednocześnie polskie ministerstwa rozwoju regionalnego oraz rolnictwa prowadzą konsultacje społeczne programów współfinansowanych z budżetu UE na lata 2014 – 2020. Zainteresowanie nie sądzę, aby było duże, zwłaszcz, że teksty napisane są w sposób drętwyi niejasny. Można jeszcze mieć jakiś wpływ na to, co będziemy z nich finansowaći rzecz najważniejsza, na jakich warunkach będą nas wspomagać. Trzeba tylko mieć czas i środki na to, aby tym się zająć. Mają na to środki od dwudziestu lat te same partie parlamentarne, ale niewiele raczej zrobią, bo programy operacyjne i rozporządzenia piszą urzędnicy osiedli od kilkudziesięciu lat w obydwu ministerstwach. Politycy władali w swoich dłuższych lub krótszych okresach sprawowania władzy tymi ministerstwami i akceptowali poprzednie niezbyt dobre rozwiązania i oceniali je wyłączenie pod kątem: wydać, byle tylko wydać.
Czego możemy spodziewać się po parlamencie europejskim? W dziwnie nazywanej teorii neoliberalizmu osadzonego w hegemonicznych projektach lub inaczej zwanej rozległą koncepcją kontroli, jej autorzy zwracają uwagę na kwestie związane z okolicznościami w jakich odtwarzają się współczesne struktury związane z porządkiem lub hierarchią społeczną zbiorowości ponadnarodowych. W Europie coś takiego powstało z dwóch powodów: kryzysu kapitalizmu europejskiego oraz kryzysu integracji europejskiej. Kryzys europejski próbowano powstrzymać poprzez budowę wspólnego rynku oraz ustanawiając tzw. Jednolity Akt Europejski. Różnie w ramach tego projektu pojmowano wspólny rynek. Neomerkantyliści ujmowali rynek jako rynek wewnętrzny z elementami polityki przemysłowej oraz taryfami, jeżeli byłyby niezbędne. Neoliberaliści pojmowali go jako fragment rynku ogólnoświatowego.
W 1983 roku rozpoczął swoją działalność Europejski Okrągły Stół Przemysłowy wspierający realizację koncepcji neomerkantylnych, ale jego działania nie były na tyle skuteczne, aby przeciwstawić się neoliberalizmowi i w latach dziewięćdziesiątych zarysowała się wyraźna przewaga polityki neoliberalnej w działaniach władz europejskich. EU ustanowiła zarządzany z poziomu europejskiego wspólny rynek otwarty na gospodarkę globalną, zaś projekty socjalne pozostawiono do realizacji na poziomie lokalnym. Jeżeli spojrzymy na ten stan rzeczy z perspektywy legitymizacji władzy centrum politycznego Europy, to w ocenie niektórych badaczy1 łatwo dostrzec rodzaj sprzeczności, gdyż centrum unifikującej się struktury politycznej powinno realizować w sposób spójny obydwa cele, również cel ochrony socjalnej pojmowanej jako jeden z ważniejszych elementów wzmacniających czynniki produkcyjne. Zaprojektowany w ten sposób organizm UE preferuje realizację silnie konkurujących z sobą lokalnych zasobów, pomniejszających opór wobec mechanizmów rynkowych gospodarki globalnej. Był to w historii UE moment tworzący warunki do wyścigu szczurów na poziomie narodowym. Jest to niewątpliwie wada. A ujęta jako dysfunkcjonalność systemu, wymusza specyficzne rodzaje kontroli. Jednym z nich jest korupcja oraz defraudacje. Nie należy się dziwić, że politycy opowiadający się za projektem neoliberalnym nie przykładają się do jej zwalczania. Jest to w porównaniu z siłowymi rozwiązaniami bardzo tani środek utrzymania władzy i porządku na obszarach z deficytem legitymizacji swojej władzy.
Mylne są zatem opinie, że projekt europejski jest projektem komunistycznym a parlament europejski to rodzaj eurokominternu. Nie możemy też powiedzieć, że europejskie elity świadomie realizują projekt obciążony dysfunkcjonalnością. Ma on takie cech, gdyż nie udało się w pełni zrealizować jednego lub drugiego projektu (neomerkantylnego lub neoliberalnego), chociaż obecny stan ewolucji UE wskazuje na zdecydowaną przewagę elementów neoliberalnych w europejskim kodzie genetycznym. Świadczy o tym nie tylko wspólna waluta.
W nowej perspektywie finansowej zdecydowanie stawia się na otwarcie się Europy na globalne wezwania wzmacniając mechanizmy konkurowania regionów o kapitały, które mają charakter bardziej spekulacyjny niż produkcyjny. W dużym skrócie możemy zatem powiedzieć, że taki stan rzeczy świadczy o realizacji przez EU projektu neoliberalnego.
W tym kontekście można zapytać o różnicę programowe partii parlamentarnych w Polsce, gdy wspólny rynek jest projektem realizowanym z poziomu europejskiego, a jedyne co można robić, to lokalnie przymierzać się do tego, aby nie upaść. Z perspektywy realizacji celów określonych w budżecie 14-20 EU i wsparcia ich realizacji przez wszystkie partie zasiadające w Polskim parlamencie, różnic programowych nie ma żadnych, poza retoryką. Partią, która najmocniej stawia na opcję neoliberalną, jest Platforma Obywatelska. Pozostałe jeszcze nie wiedzą, że są również za tą opcją.
Zasiadającym w parlamentach krajowych pozostaje więc tylko dostrajanie się do głównego celu jakim jest konkurowanie z innymi narodowymi konkurentami o stwarzanie jak najlepszych warunków dla funkcjonowaniu kapitału globalnego. Nie są to ambitne cele. Być może jednak z projektu neoliberalnego nie da się już wyplątać. Oczywiście z Unii zawsze możemy wyjść, ale dokąd pójść, tego nie wiemy, bo od dwudziestu lat kłócimy się zażarcie. Warto przy tym pamiętać, że już w 1925 r. Feliks Dzierżyński proponował po przegranej wojnie z Polską podporządkować ją gospodarczo. Wtedy były to jeszcze mrzonki. Dzisiaj już nie. Trzysta miliardów to nie tak dużo, ale wydane sensownie ułatwiłoby nam zmagania codzienne i te niecodzienne, chociażby takie Feliksowe, z pewnością wspominane przez jego spadkobierców realizujących nieprzerwanie od prawie stu lat projekt hegemonistyczny.
1Bastiaan van Apeldoorn, The Contradictions of ‘Embedded Neoliberalism’ and Europe’sMulti-level Legitimacy Crisis: The European Project and its Limits.


Komentarze
Pokaż komentarze