adrisor adrisor
229
BLOG

Za jednego dolara

adrisor adrisor Polityka Obserwuj notkę 0

 Zgodnie z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, w ciągu czterech dekad między 1970 a 2010, było nie mniej niż 145 kryzysów bankowych, 208 monetarnych i 72 tzw. niezawisłe kryzysy długów. To oznacza 425 systemowych kryzysów - średnio 10 krajów popadało w kryzys każdego roku1. Nieźle. A nam się wydaje, że dopiero w ostatnim czasie zaczęło dziać się źle. Widać z tego wyraźnie, że problem leży w finansach, a konkretnie w systemie pieniężnym. Potrafimy produkować, mamy technologie i surowce, latamy na księżyc, a nękają nas nieustannie kryzysy. Coś z tymi finansami jest nie tak! Tylko co? Wydaje się, że podatki i długi. Są to w maszynerii społecznej dwa najbardziej zacofane mechanizmy, z którymi niewidzialna ręka rynku nie jest w stanie poradzić sobie. Niestety ich zmiany napotykają na duży opór. W ostatnim kryzysie zamiast upadłości amerykańskich, japońskich, francuskich i niemieckich banków mieliśmy do czynienia z ich wykupem z pieniędzy podatników. Dla wszystkich rządów pieniądz posiada wartość ze względu na regulowanie nim podatków przez obywateli poddanych jego jurysdykcji. O tę właściwość pieniądza rządy dbają najbardziej. Mniej dbałości przywiązują do pozostałych funkcji pieniądza (środek wymiany, miernik wartości). I ta cecha interesuje również banki, gdyż podatki są rodzajem zabezpieczenia banków i źródłem wzajemnych interesów. Kupują one obligacje rządowe pożyczając w ten sposób pieniądze rządom dysponującym aparatem przymusu do zbierania danin publicznych. Ryzyko, że rząd nie zbierze podatków na wykup zapadających zobowiązań jest znacznie mniejsze niż ryzyko inwestycyjne w gospodarce cyklicznie nękanej kryzysami. Zwłaszcza, że rząd zawsze może pieniądze dodrukować i ogłosić program robót publicznych, i zagnać niezadowolonych do robót. Za podatki rząd kupuje ponadto dobra określane mianem publicznych. Owe transakcje czynione za nasze pieniądze nie są dobrowolne, a zlecenia na ich wykonanie dostają najsprytniejsi i nie najmądrzejszy. Tak więc jeżeli masz jakieś dobra musisz się opodatkować w zamian otrzymując często dobra i usługi złej jakości. Jeżeli ich nie masz marny twój los.

W świecie pieniądza wszystko zaczyna się i kończy na rządzie. A ze względu na ujmowanie przez rządy wszystkich państw pieniądza jako środka regulującego podatki, interesy banków centralnych i rządów są zbieżne na tyle, że można je w czasach niespokojnych utożsamiać i między bajki włożyć niezależność banku centralnego od rządu. Horyzontem owego interesu jest dług. Ze względu na mechanizm kreowania pieniądza polegający na generowaniu kolejnych kredytów z pożyczki ulokowanej w innym banku jako płatność za dobra i usługi kupowane w poczet tejże pożyczki, bank gdzie jest owa płatność przekazywana, może po odprowadzeniu do banku centralnego procentowego zabezpieczenia, udzielać następnej pożyczki i tak aż do wyczerpania się owych zabezpieczeń odprowadzanych do banku centralnego. W praktyce banki robią to nawet bez depozytu, a bank centralny obciążą ich konto pożyczką. Często dzieje się to automatycznie. W ten sposób system jako całość może wykreować kilkakrotnie więcej pieniędzy niż wynoszą ulokowane w nim depozyty. Stąd większość pieniądza to pieniądz pożyczony, za którym nie stoją żadne dobra, a jedynie przyobiecana przez pożyczających obfitość nowych dóbr, których przecież nie stworzą, bo nie ma w gospodarce ani takiej ilości surowców, ani potrzebnej do tego ilości maszyn i urządzeń, ani nie mają na to wystarczająco dużo czasu, aby swój interes rozkręcić. Jest to jeden z warunków wyścigu szczurów, w którym większość musi przegrać, aby wygrywający stworzyli coś rewelacyjnie innowacyjnego. Taki już ten system jest. Gdy nadchodzi kryzys pieniądze te są fikcją, za której powstanie, choć legalne, odpowiadają państwo i banki. Ryzyko takiej fikcji wpisane jest w system i zarówno banki jak i rządy nie chcą brać za nie odpowiedzialności. Budują na swoje usprawiedliwienie ideologie wolnego rynku i dobrodziejstw niewidzialnej ręki dobra te rozrzucającej w miejscach najmniej spodziewanych przez wszystkich chciwców i niegodziwców tego świata, do których jakoś trafia jednak prawie wszystko. Jest to kryzysowe perpetum mobile. A za każdym obrotem koła tego sztucznego tworu, coraz mniejsza grupa posiada coraz więcej, stając się automatycznie coraz barrdziej zasobnym zwolennikiem premiującego ją systemu pieniądza wykreowanego jako dług. Nie należy myśleć, że jest to spisek. To rodzaj przypadłości. Nieleczona prowadzi ona do rewolucji. Niewiele jednak do tej pory próbowano z tym zrobić. Władze coraz mniej boją się rewolucji. Coraz bardziej ufają w swoją Tajninę (imię tajności) wyposażaną w niezliczoną ilość nowoczesnych technologii.

Zadłużenie polskich samorządów jest duże. Państwa jeszcze większe. Deficyt rządowy w 2012 r. wyniósł 14 982.7 mln euro, a dług publiczny 217 667.9 mln euro. I na niewiele zdadzą się środki z nowej perspektywy finansowej 2014 – 2020, gdyż instytucje publiczne nie będą mogły pożyczać pieniędzy ze względu na ograniczenia zadłużenia, tym samy nie uzupełnią wymaganego wkładu. A nawet gdyby unia zwracała 100% kosztów inwestycji, to i tak trzeba byłoby je pożyczyć na czas realizacji inwestycji. W naszych warunkach rozliczenie nawet najmniejszej z najmniejszych inwestycji trwa około roku. Zbliżyliśmy się do ściany. Władza publiczna chcąc inwestować będzie musiała ograniczać inne swoje obowiązki. Jedynym wyjściem w takiej sytuacji są tzw. prywatno - publiczne partnerstwa (PPPs). Dla zwykłego obywatela oznacza to, że państwo będzie wyprzedawać istniejącą infrastrukturę, która już została stworzona i opłacona z podatków by obniżyć istniejący dług, jeśli nie jest ono w stanie pokryć kosztów jej funkcjonowania. Gdy tylko coś zostanie sprywatyzowane, nowi właściciele na pewno pobiorą za to opłaty. Wskutek tego, podatnicy skończą płacąc dwukrotnie za tę samą infrastrukturę. I to czeka nas w najbliższym czasie. Jest to miara zaniedbań reform gospodarki i finansów rządu stworzonego przez najświatlejszą z partii ostatnio nami rządzących. Miasta są zadłużone nie mniej niż wieś. Aby korzystać z unijnych pieniędzy w nowej perspektywie finansowej będą zmuszone sprzedawać, co się da. Niedługo nie pozostanie im nic innego, jak sprzedawać zadłużonych obywateli. Rzutki liberał interesy potrafi robić na wszystkim, ale najlepiej zarabiają na długach. Z ostatnich danych wynika, że za jednego pożyczonego dolara pożyczający płacą ich już ponad 30. To są naprawdę piękne przebitki. I żaden liberał takiego wyniku nie będzie się wstydził. Mogą się co najwyżej trochę bać, że jeszcze nie mają tej ilości gadżetów, aby wybić z głowy jakieś rewolucje, wszystkim którzy uważają, że lepiej paść, niż za jednego dolca płacić ich trzydzieści.

1Bernard Lietaer and Jacqui Dunne Reethinking money, San Francisco 2013

adrisor
O mnie adrisor

Nie ma co zatruwać sobie życia. „Jeśli zginęlibyśmy marnie bez tych długich papierosów w czarnej bibułce, nie ma sensu perswadować sobie, że są to tylko manie i nawyki, których dobrze byłoby się pozbyć”. Genium suum defraudare!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka