Philippe Juvin, który kieruje pracami nad nowym pakietem prawnym w Parlamencie i prowadzi nieformalne negocjacje z Radą stwierdził, że wymogi unijne dotyczące sposobu, w jaki władze publiczne mogą przekazać świadczenie usług publicznych prywatnym dostawcom, nie doprowadzą do ich prywatyzacji. A Unia nie zamierza mówić rządom państw członkowskich w jaki sposób mają świadczyć lub finansować te usługi. Czy na pewno? Propozycję i motywy zawiera raport ((COM(2011)0897 – C7-0004/2012 – 2011/0437(COD)). Niestety niewiele o tym mówi się na forum. Kwestia niezwykle ważna pozostaje w cieniu dociekań co teraz zrobi jeden z drugim, gdy mu się słupek podniesie lub opadnie.
Pomysł może nie być całkiem zły. Jednak w kryzysie władza publiczna chcąc inwestować będzie musiała ograniczać inne swoje obowiązki. Pisałem o tym w notce „Za jednego dolca trzydzieści”. Jedynym wyjściem w takiej sytuacji (ogromnego zadłużenia władzy publicznej) są tzw. prywatno - publiczne partnerstwa (PPPs). Dla zwykłego obywatela oznacza to, że państwo będzie wyprzedawać istniejącą infrastrukturę, która już została stworzona i opłacona z podatków by obniżyć istniejący dług, jeśli nie jest ono w stanie pokryć kosztów jej funkcjonowania. Gdy tylko coś zostanie sprywatyzowane, nowi właściciele na pewno pobiorą za to opłaty. Wskutek tego, podatnicy skończą płacąc dwukrotnie za tę samą infrastrukturę. I to czeka nas w najbliższym czasie.
Niestety opozycja mając środki, aby rzecz zbadać, milczy. Do tego jeszcze w decydującą fazę wchodzą konsultacje dotyczące tzw. umowy partnerskiej. Jej kształt przesądzi o sposobach i kierunkach wydawania pieniędzy z Unii, a tutaj nic tylko gwar dookoła tego, jak to jednym się podnosi, a drugim opada. „Akcent strategiczny w perspektywie roku 2020 został położony w głównej mierze na wzmacnianiu potencjałów, które w przyszłości zagwarantują długofalowy rozwój, a nie tylko na alokacji środków bezpośrednio w dziedziny, w których występują największe deficyty”. Oto jedno z wielu dziwnych stwierdzeń zawartych w dokumentach rządowych. Długie fale, akcenty i alokacje przypominające raczej alokucje (tyrady). Albo “Wyznaczone cele rozwojowe będą osiągane w wyniku interwencji realizowanych przez różne fundusze UE i krajowe, za które są odpowiedzialne różne podmioty. Wymagać to będzie dobrze działającej koordynacji interwencji zarówno na etapie programowania i planowania, jak i realizacji, tak aby uzyskiwać efekt synergii niezbędny dla osiągania celów Umowy Partnerstwa”. Nigdzie jednak nie znajdzie człowiek opisu tej dobrej koordynacji, albo chociaż wspomnienia o tym, jak ją rozumie administracja rządowa posiadająca fundusze, aby kupić, jeżeli już nie przeczytać, i przynajmniej odesłać obywatela do pozycji świadczącej o powadze i wiedzy jego podwładnych (boć przecież opłacamy ich z naszych podatków) (polecam Robert K. Wysocki, Effective Project Management Traditional, Agile, Extreme). I oni tak walą od dwudziestu lat, i tak beszczelnie, że nawet ich koledzy z Unii wstydzą się i nagannie nakazują jako jeden z “celów tematycznych” objętych wsparciem “wzmacnianie potencjału i skuteczności administracji publicznej”. I tak świat jest niesprawiedliwy. Nie dosyć, że ciągle wszystko partolą, to jeszcze dostaną dodatkowe pieniądze, żeby spartolić jeszcze więcej. A przy mającym dobre serce premierze wystarczy później, jak Mucha przepraszać, że już nigdy więcej.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)