Edward Snowden nie jest pierwszym, który mierzył się z NSA. Należy w tym kontekście wspomnieć o Johnie St Clair Akwei występującym w Sądzie w Waszyngtonie przeciwko the National Security Agency posiadającej niezwykłe urządzenia zlokalizowane w Ft George G. Meade, Maryland (Civil Action 92-0449), które według wiedzy Akwei służyć miały nie tylko do szpiegowania obywateli USA.
Geoffrey R. Stone profesor prawa z Uniwersytetu Chicago w Huffington Post stwierdził, że Snowden jest zwykłym przestępcą, ponieważ wiedział, co robi i godził się na to (http://www.huffingtonpost.com/geoffrey-r-stone/edward-snowden-hero-or-tr_b_3418939.html ). No i dobrze, prawnicy tak mają. Stone wierzy w przejrzystość rządu i tym podobne.
W dyskusji prowadzonych u nas również dominuje przekonanie pośród praworządnych, że nie jest źle. Jeżeli chce się czuć bezpieczniej, to trzeba za to płacić. I na tym dyskusja się kończy. Jednak dopiero tutaj powinna się ona zaczynać. Pomijam już zabawki NSA inne niż do czytania cudzych maili, to jednak znacznie ważniejsze jest pytanie, jak chłopcy z NSA gromadzą dane, kiedy je wymazują i czy w ogóle to robią. A co z naszymi chłopcami z zaciągu komunistycznego?
Wyobrazimy sobie taką sytuację, piszę maila do kolegów, że bombowo się wczoraj bawiłem, i że zamierzam tak w dalszym ciągu, bo życie inne niż bombowe jest do kitu. Gdzieś tam zapala się czerwona lampka. Automat zakłada kartotekę na moje nazwisko lub moje IP, bo Snowden lub jakiś jego kolega na razie nie mógł tego przeczytać. Informacji jest przecież od groma i ciut, ciut. Zaczynają gromadzić infy na mój temat. Zbierają dane na temat moich znajomych i tym podobne. Jeden z moich klolegów odpisujemy mi, że zamierza tak samo jak ja i że niedługo odpali takie gadżety, że ho, ho! Automat zakłada kartotekę. Musi jednak czekać, bo przecież ja zamierzam bombowo spędzić całe życie, a kolega odpali gadżety za jakiś czas. Może nawet wyśle infę do jakieś tajnej komórki, żeby przyjrzeli się bliżej. A jak nie, to dalej będą zbierać i Tajnina (imię tajności) się rozrasta i skraca budżet na eduakcję lub mieszkania. Nie ma siły, jest wojna. Muszą przyglądać się nie tylko mnie, ale również wszystkim moim znajomym. Do tego przychwytują maile, że system mnie wkurza, jest nieefektywny i przeżarty i premier to bandyta. A tutaj wojna się toczy. Ale o tych kwestiach praworządni i porządnie wykształceni rozmawiać nie chcą.
Znam co najmniej jeden przypadek, gdy bardzo szanowany w swoim środowisku człowiek, mający na swym koncie spektakularne wyczyny w czasie stanu wojennego, dlatego że radykalny (długie głodówki w więźeniu i antykomunizm) został zakwalifikowany już w wolnym państwie polskim jako niebezpieczny terrorysta, bo nie podobał mu się okrągły stół. Tajnina mu nie odpuści. Do końca będzie niebezpieczny. A co z jego znajomymi. Czy powinienem bać się takiej znajomości? Infy was dopadną. Mnie już chyba dopadły!


Komentarze
Pokaż komentarze