Prawo i Sprawiedliwość od wielu już lat posiada program dla wsi. Brzmi on dosyć stereotypowo “Należy uruchomić niewykorzystany jeszcze w pełni potencjał rolnictwa i uczynić z niego koło zamachowe gospodarki na obszarach wiejskich. Należy uruchomić narodowy programu edukacji młodzieży wiejskiej i ciągłego dokształcania mieszkańców wsi. Należy wspomagać rozwój infrastruktury technicznej na wsi, przeciwdziałać ograniczaniu dostępności infrastruktury społecznej oraz wspomagać wszelkie inicjatywy w dziedzinie samoorganizowania się ludności wiejskiej. Powodzenie polityki dotyczącej wsi, rolnictwa i gospodarki żywnościowej będzie ściśle związane z innymi sferami życia politycznego kraju. Będzie ono zależeć od polityki finansowej, fiskalnej, społecznej, ekologicznej i regionalnej, od polityki przekształceń własnościowych i handlu zagranicznego, a także od polityki informacyjnej i naukowej”.
Niewiele też różni się on od programu PSL opowiadającego się za nowym spojrzeniem na rolnictwo. “Będziemy wdrażać mechanizmy prawne i ekonomiczne przyspieszające restrukturyzację i modernizację rolnictwa oraz infrastruktury wiejskiej. Rolnictwo towarowe powinno być markową gałęzią naszej gospodarki, a rolnicy – beneficjentami Wspólnej Polityki Rolnej. Jednak ziemia i ludzie to nie tylko czynniki produkcji, które należy efektywnie wykorzystywać. To także część środowiska przyrodniczego i społecznego, które trzeba chronić i rozwijać. To dary, które musimy szanować i utrzymywać przy życiu”.
Brzmi to równie stereotypowo. Różnica polega tylko na tym, że PiS deklaruje potrzeby zmian i chce je przeprowadzić, nie wiedząc po jak spalonej ziemi stąpa, a PSL deklaruje i nic nie robi. To nie jest mała różnica. Jednak bez rozeznania kwestii nekających polską wieś nie sposób im zaradzić. A tej pierwszej i zasadniczej nie znajdziemy w programch PiS i PSL.
PSL składa się głównie z działaczy oraz wychowanków starej kadry zeeseelowskiej, która zmieniła nazwę partii w listopadzie 1989 r. przekształcając się po 40 latach szkodzenia polskiej wsi, w Polskie Stronnictwo Ludowe „Odrodzenie” (PSL „O”). Rozwijające się po 89 roku niezależne partie ludowe stanowiły niebezpieczną konkurencję dla komunistycznego ZSL-u. Szczególnie odrodzony PSL oraz PSL „S”. PSL „O” posiadając spore zaplecze materialne dążyło do zjednoczenia z PSL, obawiając się przejęcia majątku partyjnego, który w tym czasie odbierano komunistom. W maju 1990 roku szybko połączył się z częścią PSL. I tak oto dotrwał w roli zabwcy polskiej wsi do dzisiaj. Wszyscy o tym wiedzą, chociaż fakt ten lekceważą. A ponadto przekładają autentyczne ruchy ludowe nad farbowany ZSL.
Pierwszą i zasadniczą kwestią nękająca wieś są ogromne dysproporcje zasobność jej mieszkanców tworzące na obszarach wiejskich małe wysepki bogatych gospodarstw oraz zapóźnione w rozwoju ubogie peryferia. Przez dwadzieścia transformacyjnych lat realizowano tę politykę tworząc pod egidą PSL, za unijne pieniądze, przemysłowy i polityczny konglomerat administracyjny dbający wyłącznie o swoich, do których za czasów L. Millera dołączyła też SLD. Również za czasów PiS, a szerzej także gdy rządził AWS, realizowano na wsi dokładnie politykę PSL-u, a partie "miejskie" zadawalały się tłumaczeniem, że inaczej nie można, bo tak chce Unia. I nie inaczej będzie, gdy władzę zdobędzie PiS, głosujący dzisiaj za peeselowskimi układami w sądach powiatowych, aby nie przekreślać szans na ewentualne sojusze w przyszłym parlamencie. Jest to błąd. Łatwość z jaką buduje PSL swój konglomerat jest zadziwiająca. Bierze się również z kłótni trapiących ruchy ludowe oraz z braku zrozumienia przez partie "miejskie" znaczenia jakie ma wieś w rozwoju kraju. Błąkający się po bezdrożach Bartoszcze, wygnany z PSL-u, po tym jak z Chorążyną uwiarygodnili ZSL, założył Stronnictwo Ludowe „Ojcowizna”, ale jest ono zaciekle zwalczane przez PiS. Nie wiadomo, czy jest to kara za błędy popełniane przez ojca założyciela, czy jest to polityczne wyrachowanie, podyktowane brakiem kompromisu po drugiej stronie. Niemniej "Ojcowizna" jest jedyną solidarnościową partią chłopską, która dostrzega źródła tego zróżnicowania i widzi konieczność ich przezwyciężenia. Jej przywódcy są bezlitośnie flekowani rownież przez różne służby administracyjne podległe peeselowi.
Za pięćdziesiąt lat produkcja żywności będzie elementem równie strategicznym, jak dzisiaj jest produkcja energii. Już teraz powstają pytania: żywić obywateli czy karmić hodowane w miastach zasoby siły roboczej. O alternatywie tej decydujemy już teraz. PSL jest oczywiście za karmieniem i hodowlą bydła i wcale nie rytualnym dorzynaniem - emeryturami i opadającymi fliarami - watah, które tak dosadnie definiują co światlejsi zwolennicy platformy. Za hasłami o zdrowej żywności PSL wspiera duże gospodarstwa przemysłowo produkujące artykuły rolne oraz przemysł je przetwarzający. Partia jest klientem tych dwóch sił, tak samo jak one są klientem partii. Wraz z warstwą urzędników zatrudnianych w policjach sanitarnych, administracjach rolnych rozdzielających pieniądze oraz samorządach wiejskich, tworzy na wsi konglomerat administracyjny władzy. Jednym z jej ważnych elementów są sądy i policja. Dlatego tak bardzo ich broniła, gdy jej koalicjant prowadząc raczej na pokaz gry miłosne, niż rzeczywiście mając na uwadze jakieś uzdrowienie sytuacji, próbował ów element szturchnąć lekko kijkiem.
PiS opowiadając się za peeselowskimi rozwiązaniami w sprawie sądów powiatowych umacnia Polskę konglomeratów. Mówię o konglomeratach, gdyż są one charakterystyczne dla krajów postkomunistycznych. Różni je od układów mafijnych dominacja czynnika politycznego, wokół którego organizuje się całość interesów grupy. Nie są to wbrew pozorom układy irracjonalne. Przeciwnie, czynnik polityczny jest tym, który w konglomeracie gwarantuje zyski.
W 89 roku Polska była kolonią, której nie dało się już eksploatować w prosty sposób. Od wielu stuleci funkcjonowała na granicy dwóch światów: najpierw chrześcijańskim i pogańskim, później wojen religinych toczonych przez Zachodnie chrześcijanstwo z muzułmanami oraz własnymi heretykami, a po upadku potęgi niewiernych, znalazła się pomiędzy dwom absolutyzmami: Zachodu i Wschodu, obydwu wyrastających z niebywale krwawych zmagań wewnętrznych. Ich kod polityczny i kulturowy ukształtowały tamte czasy. Objawił się niebywałymi schorzeniami pierwszej i drugiej wojny światowej oraz rewolucji komunistycznej. Czas ten kończy się dla nas w 89 roku, nie daltego, że byliśmy niezmiernie dzielni, ale ponieważ skończył się prosty sposób eksploatacji surowcowej. Zaczęła się era eksploatacj wysublimowanej. Sprawiły to technologie. Batem umysłu innowacyjnego nie wyhodujesz. A umysł innowacyjny, to nowe technologie wojenne, które dla władców nieposiadających ich w swoich zasobach są śmiertelnie niebezpieczne. Potrzeba było więc trochę więcej wolności, aby zrównoważyć wynalazki dające władcom liberalnym przewagi nad władcami autorytarnymi. Za hasłami wolności kryją się jednak teraz te same żądze władania, aby bezpiecznie i wygodnie dobrnąć do starości i zafundować sobie piękny pogrzeb. I tak będzie do końca świata.
Po 89 roku Polska stała się poligonem rozwiązań, które w latach dziewięćdziesiątych rozpoczęto w RPA. Eksperyment dowodził, że nawet czarny lud nie jest w stanie obalić rządzących wycinając ich w pień, czy czyszcząc im konta w bankach, również wtedy gdy czarny nienawidzi białego do bólu, którego nie jest w stanie uśmierzyć chrześcijańska miłość bliźniego, tak głęboko obecna w kulturze Europy. Wypadało się więc tylko nie bać i proponować ludziom honoru śmiało spoglądać w przyszłość.
Nie tylko marksowsko-heglowska konieczność dziejowa sprawiła, że dominującą siłą w polityce polskiej stał się konglomerat. Kiedy ten dziwny twór powstawał, silny był katolicyzm, mający na dodatek mocne instytucjonalne wsparcie w Watykanie. Dziwne i tajemnicze jest też to, że tworu tak wykoślawionego w porę nie dostrzegły rzesze inteligencji. Peeselowski przykład odsłania hybrydy postkomunistyczne bardzo sprawnie maskowane gdzie indziej. Dlatego warto o nim pisać i badać jego ewolucję. Szczegółowe mechanizmy jego powstawania wyróżniające sekwencje: tajne - jawne, opozycyjne - partyjne, wierzące – niewierzące, obce i własne nie są nam znane. Zlepek to niebywały. Zawsze jednak jego początki spoczywają w administracji prywatyzującej coś, aby zdążyć przed innymi i zarządzać kwałkiem wyszarpanej rzeczywistości. I w promocji kawałaka takiej wyszarpanej rzeczywistości ostatnio PiS ochoczo uczestniczył.


Komentarze
Pokaż komentarze