Unia Europejska jest po pierwszym dniu rozmów ze Stanami o wolnym handlu. Przy okazji tych rozmów dowiadujemy się, że Wielka Brytania po wycofaniu się z Unii, z strefy wolnego handlu zostanie wykluczona, a Stany nie będą dążać do tego, aby zawrzeć osobną umowę z Wielką Brytanią o wolnym handlu. O co chodzi? Czy tylko o słowa, słowa, słowa!
Nie możemy oczywiście powiedzieć, że z pewnością Amerykanie chcą potęgi Europy, zamiast tradycyjnego angielskiego rozbijania sojuszy i związków, które mogłyby prowadzić do powstania struktury dominującej w Europie nad Brytanią. To była od kilku wieków jedna z najważniejszych geoopolitycznych racji Anglii i gdyby Wielka Brytania dysponowała środkami, to kontynuowałaby tę politykę być może w nieskończoność. Jednak bez wsparcia Ameryki, utrzymanie tego kursu jest obecnie niemożliwe. Potęga Europy oznacza dla Ameryki wiele ograniczeń. Jej brak oznacza jednak jeszcze więcej kłopotów.
Europa jest pocięta na regiony rzekami, lasami, morzami i wysokimi łańcuchami górskimi: Alpy, Pireneje, Ren, Dunaj, Bałtyk, Karpaty. Bardzo ważnym czynnikiem jej kształtowania była obecność dwóch dużych wysp, z których Wielka Brytania działała w znacznej części europejskiej historii jako młot przeciw hegemonicznym koalicjom na rzecz zjednoczonej Europy. Europa nigdy nie doświadczyła też pojawienia się potężnego absolutystycznego państwa podobnego do chińskiego Qin (pierwsza dynastia zjednoczonego Cesarstwa Chińskiego, założona w 221 r. p.n.e.), oprócz Księstwa Moskiewskiego, które rozwinęło się późno i odgrywał drugorzędną rolę w stosunku do europejskiej polityki do drugiej połowy osiemnastego wieku. Rosja po wejściu do europejskiego systemu państw, szybko przystąpiła do prób zdobycia Europy, za Aleksandra I w 1814, a następnie za Stalina w 1945. Państwa takie jak Francja i Hiszpania, w późnym siedemnastym wieku, o których powszechnie mówi się jako o absolutystycznych, były znacznie słabsze w kwestiach poboru podatku i organizacji społeczeństwa niż np. państwo Qin w trzecim wieku p.n.e., albo Rosja obecnie. Kiedy monarchowie europejscy zaczęli swój absolustyczny projekt, byli bacznie obserwowani przez inne dobrze zorganizowane i zasobne grupy społeczne: dziedziczną arystokrację, katolicki kościół, chłopstwo i niezależne, samorządne miasta, które mogły działać w sposób elastyczny poprzez dynastyczne granice i ograniczenia1. Wszystkie te podmioty uległy dezintegracji na skutek dwóch wojen światowych. Pozostały raczej skłócone państwa narodowe w większości demokratyczne. Stoją one wobec realizacji imperialnego projektu Rosji, który de facto jest kontynuacją jej powojennego istnienia tylko w zmienionej formule.
Z historii państwa Qin wynika, że dobrze zorganizowany absolutyzm wchłonie sąsiadujące z nim nawet większe państwa. Później nie ma powrotu do dziewiczych czasów wolności i odmienności. Przypadek Qin w Europie kilkanaście wieków później powtórzył się w Prusach i mamy z tego gorzkie wspomnienia. O obecnej sytuacji Rosji można byłoby powiedzieć krótko – nie chcę, ale muszę! O Europie można by równie krótko powiedzieć - musi, ale nie chce.
Zakładając, że do powstania zjednoczonej struktury musi dojść, nie bez znaczenia również dla Ameryki byłby fakt powstania Europy pod dyktando UE niż Rosji. Bo gdyby to stało się po dyktando Rosji, Wielka Brytania odgrywająca rolę zagranicy wobec Europy, mogłaby znowu wciągnąć Amerykę w wojnę. Komunikat Stanów możemy więc czytać jako: Wolimy Europę. Nie wiemy, w którą stronę podąża Rosja. Uważaj Brytanio, bo drugi raz historia może się nie powtórzyć.
A chwalący Brytyjczyków, warto by przypomnieli sobie nasze sojusze z nimi przed drugą wojną i powojenne konsekwencje brytyjskich umizgów do Stalina. Oczywiście, to wszystko na poziomie geopolitycznym. Natomiast również z poziomu geopolitycznego, przy tym stanie kadr i zasobów państwa polskiego, koncepcje jagielońskie są iluzją. Mieliśmy dwadzieścia lat na to, aby wypracować zasoby i przygotować ludzi. Nie udało się. Ale jeżeli nie ma prawidłowości w powstawaniu i ewolucji takich struktur jak Qin, Prusy, Rosja, a wszystko to przypadek, to jest nadzieja.
Brytyjczycy mają oczywiście rację w kwestiach reform UE. Są one niezbędne, jeżeli mamy konkurować z projektem rosyjskim. Nie należy jednak mieszać i mylić poziomów geopolitycznego z menedżerskim. Nie należy konieczności menedżerskich ulepszeń wywodzić z geopolityki, a geopolitykę wyłącznie postrzegać przez zarządzanie bieżącymi sprawami. Często administracje krajowe wprowadzające unijne rozporządzenia czynią to w sposób absurdalny. Przykładem tego niech będzie sprawa pomocy de minimis w polskich programach operacyjnych z perspektywy 2007 - 2013. W wielu działaniach uznano ją za pomoc objętą dofinansowaniem z funduszy pomocowych współfinansowanych z UE na takiej zasadzie, że każda pomoc jest pomocą publiczną, stąd de minimis też jest pomocą publiczną, a co za tym, miano takiej pomocy nadano wsparciu w ramach niektórych działań gwarantowanych z funduszy strukturalnych UE i pozbawiono ludzi możliwości ubiegania się o dodatkowe wsparcie - właśnie z de minimis, oprócz tego które miano wypłacać z puli funduszy strukturalnych UE. Pomoc de minimis wypłacana jest w całości z funduszy krajowych, tam gdzie sytuacja prywatnych podmiotów jest zła i wymaga pomocy państwa. Pomoc taka może być udzielona do wysokości 200 tys. euro w okresie 3 lat. Pomieszano wszystko dokładnie i dodatkowo obciążono ubiegających sie o pomoc z funduszy strukturalnych, dostarczaniem zaświadczeń o wysokości uzyskanej już pomocy de minimis, chociaż de minimis, to nie pomoc z funduszy strukturalnych. Podobnych rzeczy znaleźć można wiele. Większość z nich wynika z dziwnej nadgorliwości lokalnych administracij. Są też takie śmieszne jak krzywizna banana, ale one wynikają z blokad dostępu do rynku dla producentów przez UE niepreferowanych z różnych względów. Można je jednak szybko naprawiać. A co naprawimy znajdując się w rosyjskim konglomeracie? Tam poprawki moga wymagać setek lat.
1Fukuyama Francis, Historia ładu politycznego od czasów prehistorycznych do rewolucji francuskiej. Poznań 2012


Komentarze
Pokaż komentarze