„Prof. Andrzej Nowak w felietonie na łamach "Gościa Niedzielnego" analizuje problem mowy nienawiści. Na potwierdzenie jego istnienia przytacza szereg cytatów prasowych, które "dramatycznie ten problem ilustrują". Wpis Janusza Palikota na portalu Tomasza Lisa o narodowcach, jako "poukrywanych pluskwach", które trzeba wytępić czy tekst w "Gazecie Wyborczej" biorący w obronę gest wsadzania polskiej flagi narodowej w psie kupy, to tylko przykłady z całej gamy mowy nienawiści”.
Problem istnieje. Nie jest on jednak kwestią mowy wyłącznie. Kryje się za nim interes generowany przez struktury konglomeratów polityczno-biznesowych. Ta dziwna struktura jest pochodną tego czego nie udało nam się zrobić przez ostatnie dwadzieścia lat. A czego nam się nie udało? Nie udało nam się zneutralizować tych, którzy przez czterdzieści lat PRL-u korzystali z niesuwerenności, aby budować swoją pomyślność w oparciu o tych, którzy siłą tej suwerenności nas pozbawili, aby móc realizować swoje interesy ideologiczne i materialne.
Mamy tutaj zwykły imperialny wyzysk i poborców. Sytuacja stara jak świat. Robili to Grecy, Mongołowie i bolszewicy też. Metody podporządkowywania w ciągu wieków poprawiano, ale istota tego jest prosta, jak najtaniej wyciskać z obcych, aby budować własną pomyślność. Podział na obcych i własnych mógł przebiegać pokrętnie. Najbardziej pokrętnie przebiegał w imperium sowieckim. Feliks Dzierżyński, pomimo że obcy, był najbardziej swój ze swoich. Oficjalnie wszystko wyglądało inaczej: jest naród polski, radziecki, pokój, wolność i pomyślność klasy robotniczo-chłopskiej. I najlepsza z możliwych konstytucja.
W rozpadającym się imperium sowieckim najwięcej aktywów pozostawało w zarządzie tajnych służb. Posiadając duże aktywa i taki a nie inny charakter, służby rozpoczęły wyścig o zachowanie zasobów. W ciągu krótkiego czasu, gdyż zakładano, że społeczeństwo może się szybko obudzić, konieczne było uformowanie struktur polityczno-biznesowo-medialnych legalizujących powstawanie nowego porządku. W państwach satelickich najlepszym był model branżowego podziału aktywów. Wzorcowym przykładem jego realizacji jest PSL. Konglomerat to wataha obawiająca się drugiej watahy. Jego forma była rezultatem konkurowania niejednorodnej lokalnej struktury opresyjnej, na którą nakładały się struktury kontroli rozpadającego się imperium. Uformował się on w konglomerat. Dysfunkcjonalność konglomeratu stanowi rodzaj aktywu dla centrali rozpadającego się imperium i polega na zorganizowanym utożsamianiu przez wyborców konglomeratów z demokratycznymi sposobami budowy społeczeństwa. Stąd diagnoza profesora Nowaka „Albo podzielimy się ostatecznie na dwa wrogie sobie plemiona – i wtedy trzeba by dokonać jakiegoś rozgraniczenia terytorium, instytucji i dóbr państwowych, żebyśmy żyli bezpiecznie (czyli osobno). Albo będziemy się starali mowę nienawiści hamować, powstrzymywać przed użyciem określeń, którymi odczłowieczamy naszych politycznych czy ideowych konkurentów”.
Rozumiem, że w ujęciu profesora Andrzeja Nowaka podział na dwa oznacza podział, na tych co są za demokracją i tych, co zadawalają się konglomeratem. Nie należy jednak lekceważyć siły materialnej konglomeratów i naturalnych słabości demokratycznych społeczeństw spierających się o wartości i realizujących je wtedy gdy posiadają na to środki. U nas faza realizacji, ze względu na brak środków, najczęściej przechodzi w zaciekłą fazę zwalczania. W naszej sytuacji demokratyczne dyskusje mogą nawet kończyć się kłótnią, nie powinny jednak kończyć się zwalczaniem. Do tego potrzebujemy jednak czegoś więcej niż odwoływania się do apeli o niezwalczanie siebie nawzajem czy też hamowanie się. Prawa watahy są dla niej prawami jak najbardziej naturalnymi. Bedziemy się hamować, a oni nas pałować. Jak zauważył Waldemar Pawlak, to naturalne, że ich córki i synowie pracują tam, gdzie ich matki i ojcowie.


Komentarze
Pokaż komentarze