Bułgarzy protestujący przeciwko rządowi przedstawili we wtorek swoje argumenty wiceprzewodniczącej KE i komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding, która złożyła wizytę w Sofii w związku z europejskim rokiem obywateli. Nie wiem czy w postsowieckim krajobrazie Bułgarii dostrzec można struktury podobne do naszych konglomeratów? Ale to, że Viviane Reding uważana za jednego z faworytów do schedy po przewodniczącym KE spotyka się z protestującymi, świadczy o próbach UE ograniczenia samowoli struktur postsowieckich. Sprawę oceny bułgarskiej postsowieckości komplikuje parlamentarny klub nacjonalistycznej partii Ataka, który zwrócił się do naczelnego prokuratora o nałożenie sankcji na protestujących, którzy - zdaniem posłów - naruszają porządek publiczny. Nacjonaliści domagają się także sankcji dla władz miasta, które nie zakazują nielegalnych protestów.
Po tym jak rząd Boika Borisova, byłego ochroniarza, podał się w lutym 2013 r. do dymisji po protestach społecznych dotyczących korupcji, w lipcu 2013 r. nowo wybrany parlament i rząd stoi przed tymi samymi problemami. Jednak Plamen Oresharski – minister finansów w poprzednim rządzie – nie uporał się z głębokim kryzysem instytucjonalnym oraz dezintegracją społeczną. To, że Bułgarzy będąc w podobnej sytuacji jak my, potrafią walczyć, świadczyć może o większej ich dojrzałości, bądź mniej sprawnych strukturach postsowieckich. A suma jednego i drugiego może pozwolić im znacznie ograniczyć wszechwładność postsowieckości, mającej być może nie tylko jedno znane nam konglomeratowe oblicze.
Konglomerat oprócz zasobów materialnych posiada ideologię. Służy ona do zachowania władzy zapewniającej nietykalność zasobów i kontrolę kanałów społecznego komunikowania się. Jej zwieńczeniem jest obraz świata, w którym generałowie stanu wojennego są ludźmi honoru, a przeciwnicy to motłoch. W tym obrazie świata przyszłość stanowi ich pomyślność i determinuje wyjaśniania, jak stać się inaczej nie może i być nie powinno. Wyjaśniają, aby inni wyjaśniać nie mogli, bo mogliby dojść do innych wniosków, a z tych wniosków inni mogliby nie tylko budować demokratyczne uszczypliwości i przekomarzanki, ale również pozbawić ich legitymizacji do sprawowania urzędów i zachowania zasobów, dzięki którym je zdobyli i pomnażają. W praktyce oznacza to permanentną mobilizację i walkę o władzę, aż do zatarcia grzechu poczęcia z totalu. A nic bardziej nie pomaga w walce jak wściekłość zaślepiająca przeciwnika prowokowanego oczywiście mową nienawiści. Konglomerat jest władzą nienowoczesną. Nie oznacza, że jest władzą słabą. Konglomerat nie jest ani korporacją, ani mafią, choć może działać jak mafia, korporacja i państwo jednocześnie w obszarach jemu podległych. Przykładem takiego działania była afera Rywina. Konglomeratu nikt nie wykrawał, istniał jeszcze za komuny w tej samej formie, tylko bez własności prywatnej i ogromnie ciążył w kierunku sprywatyzowania własności partyjnej. Alternatywą był północno-koreański model, w którym partia staje się królem monarchii schizofrenicznej. I gdyby pozwalały na to warunki, to z pewnością nasi towarzysze wybraliby tę samą drogę. Korea Północna i Kuba są jednak izolowane geograficznie i nie stanowią ani łakomego kąska surowcowego ani zagrożenia. Za to posiadają moc straszenia. Ludzie pretendujący do znamion honoru nie mieli innego wyboru. Izolacja w Europie była niemożliwa, a oddanie na pastwę schizofrenii swoich pięknych i nadobnych dzieci było już ponad ich siły – Europejczyków specjalizujących się w czystkach. Trzeba było znaleźć coś, co za szczyptę grosiwa uzasadni oddanie naszych dzieci w ich posługę, zmęczonych długim marszem donikąd. Skorzystaliśmy na tej operacji zyskując moc sprzeciwu oraz gromadzenia zasobów sprzeciw generujących i podtrzymujących. Nie jest to rzecz bez znaczenia i nie należy jej nie doceniać, zwłaszcza gdy spoglądamy na los Koreańczyków i Kubańczyków. Niestety, konglomerat posiada dwóch sprzymierzeńców, różnie traktujących sprzymierzenie: Europę zmierzającą do państwowości oraz Rosję odbudowującą imperium. Dla obu konglomerat jest przeciwnikiem znacznie słabszym niż dobrze zarządzane państwo demokratyczne mogące silnie akcentować przywiązanie do tradycji narodowej. A do tego mają jeszcze za przeciwnika ruchy niezwykle skłócone z sobą oraz słabnące również z powodu ataków konglomeratów, co sprawia, że wybory na rzecz konglomeratów nie są trudne. Sytuacja jest skomplikowana. Walka polityczna wymaga ustawy o działalności partii politycznych rozliczanych za niezrealizowane programy w sposób rynkowy, czyli upadłością i zakazem zakładania nowych partii przez liderów partii upadłych. Jednak to dopiero początek drogi.


Komentarze
Pokaż komentarze