adrisor adrisor
278
BLOG

Kto co ma w III RP, albo coma czyli sen nocy postsowieckiej

adrisor adrisor Polityka Obserwuj notkę 0

 

Niedługo rozstrzygnięcie wyborów na wodza PO. Warto się im przyglądać, ponieważ stanowią test członków PO na upojenie wodzem. Tusk jeżdżący po zebraniach partyjnych i zakazujący tych spotkań Gowinowi jest pod silnym wpływem czynników oszałamiających, bo czy szczery liberał i demokrata może tę dwoistość (być za i jednocześnie przeciw) wytłumaczyć inaczej. Czy zwyczajni członkowie kogoś takiego potrzebują równie silnie, jak nałogowo pragnący tych rzeczy przyboczni Tuska? Demokracja jako władza bezpośrednia suwerena w rzeczywistości oznacza również postępującą oligarchizację władzy. Nie wszystko samo z siebie idzie po bożemu. Zarządzanie dużymi organizacjami wymaga biurokracji. Duże partie takimi organizacjami są. Biurokracja w nich ulokowana posiada znaczące przewagi nad resztą i skwapliwie z tego korzysta. Te przewagi to: wiedza dotycząca struktury, którą kierują; kontrola kanałów informacji oparta na etatyzacji; umiejętności gry politycznej jako rezultat dwóch poprzednich czynników. Taki stan rzeczy prowadzi do oligarchizacji. Nie wszyscy się z tym zgadzają. Socjolog Paul du Gay twierdzi nawet, że biurokracja jest piękna, niezbędna i niewinna, bo to politycy robią z niej potwora, a w rzeczywistości bez niej ani rusz. Pokłócił się o to z Zygmuntem Baumanem, który twierdził, że holokaust byłby bez biurokracji niemożliwy. A czy byłby możliwy komunizm bez partyjnej biurokracji. Takich pytań Bauman nie stawia. Badania nad oligarchizacją demokracji prowadził Robert Michels. Badał on partie socjalistyczną w Niemczech (1911). Badania pokazały tendencje do oligarchizacji dużych struktur organizacyjnych nie tylko politycznych.

Rozwój sowieckich struktur partyjnych, a później i komunistycznych partii zależnych od sowieckiej, potwierdziły tendencję do oligarchizacji. Lenin twierdził, że udana marksistowska rewolucja wymaga elity odznaczającej się wysoką kulturą przywódczą – oligarchii - zdeterminowanych zawodowych rewolucjonistów, którzy poprowadziliby niewykształconych rosyjskich chłopów i niewielki proletariat po drogach historycznej konieczności. To był jeden z wątków głównych W co robić (1902), broszury napisanej na emigracji i stale powtarzany w W dziecięcej chorobie lewicowości (1920) napisanej potem, gdy bolszewicy przejęli władzę. Za maską ascetycznych rewolucjonistów skryła się niezwykle prymitywna i destruktywna siła. Sowiecka oligarchia (oligarchia znaczy rządy niewielkiej grupy) rekrutująca się również z bratnich partii komunistycznych zakorzeniła się w Europie Środkowej mocno po Drugiej Wojnie Światowej. Jak wszystkie oligarchie, dbała ona o własne interesy. Bez precedensu była skala przemocy stosowanej by utrzymać swoje przywileje. Po 89 sowiecka oligarchia partyjna przekształciła się w postsowieckie oligarchie i nie jest tak jednolita jak za ZSRR.

Oligarchie nazywają się czasami elitami. Uzurpacje oligarchiczne istnieją też w systemach demokratycznych. W tym kontekście mówi się o oligarchiach bankowych, przemysłowych, medialnych itp. Jednak w demokracji inne podmioty posiadają dostateczną ilość zasobów, zarówno wiedzy jak i środków materialnych, aby zablokować jej destrukcję. Pierwsze wielkie kryzysy rodzących się demokracji doprowadziły do powstania komunizmu i faszyzmu. Komunizm w odróżnieniu od faszyzmu znosił własność prywatną. Jest to istotna różnica mająca zasadniczy wpływ na charakter oligarchii postsowieckiej. Obydwa systemy były opresyjne i imperialne. Opresja w komunizmie organizowana była wokół własności prywatnej i relacji klasowych, a w faszyzmie miała charakter etnicznych czystek. Stąd imperializm sowiecki miał w większym stopniu charakter klasowy, a niemiecki i japoński etniczny. Obydwu nie brakowało oczywiście motywów akumulacji kapitału, który był czynnikiem również ważnym w imperializmie kapitalistycznym. Europa Środkowa po upadku faszyzmu została przebudowana na sowiecką modłę. W dyktaturach komunistycznych nie ma, poza samą oligarchią partyjną, siły mogącej efektywnie z nią konkurować. Bezpartyjny ogół i partyjne doły były pozbawione wszelkich środków mogących sprzeciw obywatelski uczynić efektywnym i niezależnym od władzy partii. Opresja wewnętrzna oraz agresywna polityka zewnętrzna sowietów powodował, że demokracje kapitalizmu zyskiwały nad oligarchią komunistyczną coraz większą przewagę cywilizacyjną, technologiczną i wojskową. To wymusiło zmiany. O konieczności wyłonienia się rewolucji proletariackiej dopiero z kapitalistycznego stadium państwa wyalienowanego przekonany był Marks (nazywał je wielkim rozmiękłym gównem). Lenin uważał, że konieczność tę można ominąć. Nie udało się przeskoczyć etapu rozwoju kapitalistycznego. Powrócono więc do niego.

W 1989 roku 452 osoby usiadły za okrągłym stołem. W większości wywodzące się z oligarchii sowieckiej lub przez nią akceptowane. Nikt ich nie wybierał. Postanowili zrobić rewolucję w odwrotną stronę, stworzyć kapitalizm bez burżuazji, tak jak Lenin rewolucję proletariacką zrobił bez proletariatu (Sonia Szelenyi). Kierując się zasadą wasz prezydent nasz premier ufundowali system polityczny podobny do demokracji, którego podstawą stały się konglomeraty partyjne kontrolujące według klucza branżowego wszystkie istotne instytucjonalne i gospodarcze sfery życia. Konglomeraty funkcjonowały w Anglia w 18 w. i stanowiły mieszaninę ziemiaństwa, finansjery, handlu oraz administracji różnego szczebla, a pojawiły się wraz z bogaceniem się mieszczaństwa i rozpadem władzy dynastycznej. Wcześniej władzę dynastyczną cechowała konglomeratyczność lenn i terytoriów. Cechy konglomeratu posiadają obecnie banki handlujące produktami finansowymi, nieruchomościami, surowcami, kredytem i wpływające na sferę polityki zatrudniając byłych wysokich funkcjonariuszy państwa. Okrągłostołowcy nie oddali bazy. Zatrzymali, to co chcieli i z tego zbudowali system na miarę ich partyjniactwa. Z braku jakiegokolwiek zagrożenia ze strony społecznej uczynili to, co było w ich interesie: sprzedali zgniłą nadbudowę i jeszcze zachowali bazę.

Oligarchia sowiecka (międzynarodówka) była strukturą, w której Stalin i Dzierżyński mogli odgrywać czołowe role. Spajał ją terror i krew ofiar. Zmiana paradygmatu nastąpiła po śmierci Stalina. Była konieczna i pożądana. Rewolucjoniści dorobili się rodzin, statusu i majątków. Wciąż jednak brakowało mechanizmu efektywnego kontrolowania partyjnej oligarchii mogącego zastąpić terror stalinowskich czystek. Próbowano, ale efektów brakowało. Raporty KGB wskazywały na coraz więcej zagrożeń związanych np. z powszechnym wśród wyższych członków partii procederem kradzieży dóbr brakujących na rynku. Działo się to w tak newralgicznych obszarach, jak budowa elektrowni atomowych, w których osłabienia reżymów technologicznych związane z przywłaszczaniem materiałów budowlanych mogły doprowadzić do ogromnych katastrof. Z kilkuset wytycznych partii dotyczących gospodarki w latach osiemdziesiątych przestrzegano zaledwie kilkadziesiąt. Coraz częściej myślano więc o powrocie do korzeni. Schemat dziwnych transformacji opisał Karol Marks w broszurze 18 brumaire'a Ludwika Bonapartego. Ludwikowi się udało. Rewolucjoniści podarowali mu cesarski płaszcz i parę lat w nim paradował. Nie wiemy, jak długo pokraczna transformacja komunistyczna zamieniająca partyjny ucisk ukochanego ludu na pętle długu, będzie postrzegana jako niebywały sukces liberalnej demokracji. Dziwny jest ten świat. I niby ludzi dobrej woli coraz więcej.

Towarzysze musieli zrezygnować z Leninizmu i powrócić do Marksa, który był przekonany, że komunizm zastąpi kapitalizm dopiero po tym, jak osiągnie wszystkie moce alienujące z tego systemu ludzi. Nie można było oczywiście zrobić tego ot tak. Po unicestwieniu tylu istnień, powroty do polityki nie są łatwe i z pewnością kosztują. Ktoś musiał im wybaczyć i nadać rys szlachetności. Nie powinniśmy jednak myśleć o tym jako o operacji znakomitych chirurgów plastyki społecznej. Jest to zwykła cofka do konglomeratów. Więc przystrojono i powiedziano, i wiele razy w ciągu tych dwudziestu pięciu lat powtórzono, i powtarzać się będzie, gdyż funduszy zarezerwowano na to wiele, iż wcześniej dźwigali brzemię rewolucji, jak te ślepe kocięta, ale gdy ujrzeli, co zrobili, wzięli to czego najbardziej nie znosili - kapitał i poszli, aby wypełniło się przeznaczenie. Wtedy ci, którzy powinni ich osądzić, ujrzawszy ich zgarbionych pod ciężarem kapitału, uwierzyli, że wszystko to musi być dobre. A kara? A kto jest bez winy i czy nie dźwigają tego czego nie znosili? To biczowanie, włosiennica i post rewolucyjny jednocześnie. Piękna coma i sen nocy letniej w jednym. Na razie nie pytajcie, gdzie zabrano wszystkie kamienie.

Osiemdziesiąty dziewiąty to początek postsowieckiej oligarchii wypromowanej na III RP. Oligarchie w systemie postsowieckim są systemu tego kwintesencją, a interes ogółu jest w nich pozorem, takim jakim była demokracja socjalistyczna w systemie sowieckim. Czy można to zmienić? Pierwszym krokiem do wyburzenia systemu politycznego III RP i wykurzenia oligarchii może być uchwalenie ustawy o działalności partii politycznych. Szkic zmian zawiera notka „Postsowieckość III RP”.

Kapitał przejęty przez sowiecką oligarchię jest równie mało produkcyjny, jak sowiecki i wiedzie w krainę długów. Postsowiecka oligarchia zyski czerpie z koncesji bądź układów, przejmując pożyczane przez państwo pieniądze i blokując z ich pomocą konkurencję, a tym samym i rozwój. Nie powinniśmy więc jej żałować. Polska zmaga się z problemami słabych powiązań pomiędzy środowiskiem naukowym i przemysłem oraz poważnym niedoinwestowaniem badań i innowacji w sektorze prywatnym. Po dwudziestu pięciu latach oligarchizacji mamy do czynienia z zapaścią koniunktury gospodarczej i głębokim ograniczeniem wydatków, które prowadzą do spadku inwestycji sektora prywatnego, konsumpcji indywidualnej i zbiorowej oraz znacznego wzrostu bezrobocia. Konieczna jest przebudowa finansów publicznych tak, by wzrost wydatków na działania rozwojowe nie był finansowany deficytem budżetowym. Wydatki rozwojowe będą maleć. Niezbędne są działania na rzecz równoważenia finansów publicznych, modernizacji struktury wydatków i zwiększania środków na działania pro-rozwojowe oraz poprawy ich efektywności, a także ustanowienie premii za lepsze wykorzystanie pozabudżetowych źródeł finansowania rozwoju. A to tylko część tego, co zrobić trzeba, żeby ruszyć z posad oligarchię i rozmontować konglomeraty.

Partia, z którą wielu wiązało nadzieję na budowę w miarę rozsądnej gospodarki rynkowej, okazała się nie tylko ciasteczkowym potworem. Czy jest zatem PO tworem postsowieckiej oligarchii do wyciągania pieniędzy z państwowej kasy? Donald Tusk z pewnością wiele jej zawdzięcza. Za wspólne z Pawlakiem sprawne policzenie się wsparcia im nie żałowano. Czy premier odwdzięcza się? Ostatnio chyba coraz mniej, bo Medialni nim potrząsają. Przy okazji tego potrząsania widać jego kukiełkowatość. Jego partyjność w mundurku od dizajnera jest żałosna. Odsłania ona niebyt państwowości nowoczesnej i pokraczność państwa podzielonego pomiędzy konglomeraty.

adrisor
O mnie adrisor

Nie ma co zatruwać sobie życia. „Jeśli zginęlibyśmy marnie bez tych długich papierosów w czarnej bibułce, nie ma sensu perswadować sobie, że są to tylko manie i nawyki, których dobrze byłoby się pozbyć”. Genium suum defraudare!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka