Nauki polityczne operują wyjaśnieniami życia codziennego reifikując wspólne czynniki, przedmioty oraz stany (Allison i Zelikow), partie (Lawson; Strom), klasy, społeczeństwa, i korporacje. Traktują je jakby były zunifikowanymi intencjonalnie celami realizowanymi za pomocą własnych zasobów i według takich samych standardów zaufania, i odpowiedzialności. Wszechobecność objaśnień codziennego życia czyni te wyjaśnienia łatwiejszymi. Nie powinniśmy więc unikac wyjaśnień odwołujących się do konglomeratów partyjnych oraz postsowieckiej oligarchii. Na pewno możemy powiedzieć, że z 452 ludzi zasiadających do okrągłego stołu większość to była partyjna oligarchia typu sowieckiego, i że postanowiono zbudować liberalną demokrację bez klasy średniej, za to z silną ekonomicznie i zorganizowaną partią typu sowieckiego, której brakowało jakiejkolwiek liberalnej kultury politycznej. W Polsce sytuacja tej partii była odmienna od rosyjskiej. Działały tutaj trzy zasadnicze elementy: robotniczy (PZPR), chłopski (ZSL), rzemieślniczy (SD) i dodatkowo chrześcijański. Ten stan rzeczy był konsekwencją niedokończonej przez Stalina czystki unifikującej. Z organizacyjnego punktu wiedzenia była to kwestia nie tylko ideologii, ale zarządzania, którego podstawę stanowiła opresja. Jednolitość struktury partyjnej była nakazem organizacyjnym. Imperium było zarządzane przez struktury partyjne typu sowieckiego. Ile by ona komórek nie miała i jak by się one nie nazywały zawsze podlegały centrali w Moskwie. W Polsce unifikacji nie moźna było jednak przeprowadzić od razu, gdyż Stalin zobowiazał się do zachowania pewnych pozorów przejmowania państw, które w wyniku zwycięskiej wojny miały przejść pod jego jurysdykcję. Nie musiał liczyć się z faszyzującymi Bałkanami, Rumunią i Węgrami, to jednak Polska była sojusznikiem państw zwycięskich z uznawanym przez Zachód rządem emigracyjnym. Tutaj trzeba było zmontować inną grę. Ogólnie przejęto szyldy partyjne z przedwojennej Polski i ustanowiono ich zarządy przekonane o potrzebie i konieczności ścisłej współpracy z partią robotniczą stanowiącą trzon sowieckiej partii. Unifikacji nie dokończono, gdyż umarł Stalin. I szyldy te dotarły do 89 roku wraz z swoimi głęboko uwierzytelnionymi przez PZPR zarządami. Ten stan rzeczy doprowadził do podziału sfer wpływu pomiędzy przepoczwarzającą się PZPR i udające wyzwalanie się od dominacji sowieckiej byty polityczne egzystujące w PRL pod przewodnictwem PZPR.
Kwestia wyjaśnień naracyjnych jest sprawą sporną pośród naukowców zajmujących się naukami politycznymi. Wielu woli jednak formalne systemy: wejścia – wyjścia, symulacje, wielowymiarowość skalibrowaną, analizy syntaktyczne itp. Są to wyjaśnienia nienaracyjne. Mają one walor prawdy logicznej. Jednak jej składowe muszą być dokładnie określone, a są takimi, gdy stany badane są ewidentne. W naukach społecznych stanów takich jest mało i ograniczają się do wycinkowych zjawisk, ale nie do procesów i systemów. Początki okrągłego stołu i historia sowieckiej oligarchii partyjnej do takich nie należą. Do tego jeszcze oligarchie te są odpowiedzialne za śmierć milionów ludzi sprzeciwiających się komunistycznej dyktaturze i nie zostały rozliczone, a jedynie potępione za błędne eksperymenty społeczne i są zainteresowane w tzw. mataczeniu. Tym bardziej więc musimy być pewni, że nie mają one zasobów pozwalających im coraz sprawniej i wygodniej funkcjonować jako siła uwsteczniająca nasz rozwój.
Pewne jest jedynie to, że im dalej od Okrągłego Stołu, tym łatwiej i wystawniej jest żyć postsowieckiej oligarchii. I nic nie przyjdzie z tego pozostałej reszcie, że stany badane będą ewidentne, bo gdy tak będzie znikną jednocześnie materialne przesłanki do jej walki o wyzwolenie się od postsowieckiej dominacji. Postępujące rozwarstwienie dochodów na to wskazuje. Większości pozostanie już tylko rozpacz. Niektórzy zdecydują się na twardą walkę. Na razie jednak walka toczy się o legitymizację całej operacji uwierzytelnienia postsowickości partyjnej oligarchii i czyni to III RP. Stąd tak silny nacisk medialny i właściwie brak jakiejkolwiek medialnej siły po stronie wystruganej przez Balcerowicza na klasę średnią. Druga strona opowiada nam więc historię niebywałych sukcesów zderzając jej obrazy z moheryzmem, pisioryzmem i faszyzmem i zatrudnia do tego celu profesurę. Robią to po to, aby skołować jeszcze więcej grosiwa z podatków ściąganych z najbiedniejszych, nie czyniąc nic, aby instytucje budowane z podatków były coraz sprawniejsze i sprawiedliwsze. Muszą tak robić, gdyż boją się tego i koło się zamyka. Naracja o nowoczesnych narzędziach instytucjonalych liberalnych demokracji kapitalistycznych w Polsce jest więc naracją co najmniej wstydliwie unikającą prawdy o ludziach ją tworzących i źródłach jej zasobów oraz rabunkowej prywatyzacji.
102
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)