Potęga Europy oznacza dla Ameryki wiele ograniczeń. Jej brak oznacza jednak jeszcze więcej kłopotów. Tego samego nie można powiedzieć o Rosji; dla niej potęga Europy może wydawać się katastrofalna.
Zarówno dla Europy jak i Rosji ważne są wpływy na peryferiach dawnego bloku sowieckiego. Jednak Europa jest dopiero w fazie kształtowania swojej podmiotowości, zaś Rosja ją posiada, co pozwala jej na znaczną swobodę działań. W przeciwienstwie do Europy, swoboda ta jest ograniczana zasobami, ale ceny surowców energetycznych w Europie Środkowej i uzależnienie od rosyjskich dostaw gazu dawnych sowieckich peryferii, pozwala na jej rozwój i zachęca do reform, których unika (jak zwykle powiedzieliby, którzy jej się boją). Do tego Niemcy są bardziej wyważone w realizacji projektów pozbywających Rosję aktywów, chociaż muszą liczyć się z obawami Polski i krajów nabałtyckich, które projekt integracji dawnych rosyjskich peryferii z Zachodem postrzegają jako rodzaj gwarancji przeciwko rosyjskiej dominacji. Berlin pokazał swoje preferencje blokując przyjęcie do NATO Ukrainy i Gruzji w 2008 oraz wspierając budowę gazociągu północnego, a ostatnio coraz mocniej naciskając na spowolnienie procesów uniezależniania się Środkowej Europy od dostaw rosyjskich surowców, stosując na forum parlamentu europejskiego obstrukcje proceduralne i ekologiczne obostrzenia w sprawie łupków. Wydaje się, że politykę tę popiera rząd polski (brak regulacji łupkowych, brak gazoportu, chaos koncesyjny) albo też nie ma innego wyjścia, gdyż uznaje za konieczne wsparcie upadającej Rosji (zgoda na wysokie ceny i import energii w zamian za spokój, ale unii).
Można przypuszczać, że jedną z zasadniczych obaw starej Europy związanych z rezerwą dla projektu partnerstwa jest możliwość braku wzrostu gospodarczego w Rosji. Nikt nie wie, jak mógłby się skończyć dla Europy chaos gospodarczy i polityczny jej bardzo bliskiego i w przeszłości bardzo niebezpiecznego sąsiada, który w najbliższych 10 latach zamierza wydać na zbrojenia ponad 700 miliardów dolarów oraz rozmieszcza rakiety wzdłuż dawnych peryferii, które chcielibyśmy, aby znalazły się w unii.
Rosyjski chaos, aczkolwiek niebezpieczny, byłby jednak korzystny z punktu widzenia USA, gdyż otoczona przez Europę, Chiny i Japonię byłaby Rosja przymuszona do rywalizacji i zajęcia się swoimi reformami i nieskłonna do ataków na Europę. Wątek ten jest w niewielkim tylko stopniu analizowany w Polsce i brany pod uwagę jako jedna z ważnych determinant polityki wewnętrznej i zewnętrznej Polski oraz wpływu na nią Unii. Należy też pamiętać, że świat wchodzi w decydującą fazę panowania nad zasobami naturalnymi i każdy ubywający silny rywal jest tutaj cennym punktem dla kraju, który takiego rywala zostawi gdzieś w tyle. Amerykanie mogą za to wiele zapłacić, ale gra jest skomplikowana.
Rosji, z Ukrainą i resztą kuszonych przez Unię krajów, łatwiej byłoby się rozwijać – oczywiście ich kosztem, gdyż brak reform oraz oligarchiczna struktura państwa niczego innego raczej nie gwarantuje niż prosta kolonilna akumulacja. Widać to w krajach dawnego bloku sowieckiego, co może być jedną z przyczyn (tu czy tam, wsztytko jedno) wyłamywania się z partnerstwa nowych kandydatów. Odciążyłoby to Europę od głodnego i silnego sąsiada, a do tego budowało coraz większy rynek dla jej produktów. Wiedzą o tym starający się o partnerstwo, więc tylko niektórzy szukają szczęścia w stowarzyszeniu z UE. Odpadły Armenia i Azerbejdżan. Nie lepiej może być z Gruzją oraz Tadżykistanem, w którym odbędę się wybory prezydenckie w listopadzie.
Polska jest skazana na Europę. Problem w tym, że ona jeszcze się nie narodziła, a sporo już jej życzy źle.


Komentarze
Pokaż komentarze