Gdy Gorbaczow rozpoczynał swój NEP, a Jelcyn go poganiał, nie było wiadomo, czy będzie to tylko korekta imperium socjalistycznego, czy też Rosja dołączy do liberalnych gospodarek Zachodu budujących na tej bazie swoje demokracje. W tym czasie Chiny budowały swój model społeczno-gospodarczy, wskazujący na możliwość szybkiego rozwoju gospodarczego w warunkach partyjnej dyktatury, uważając, że dyktatura ta choć różni się od dyktatury liberalnych oligarchii (korporacyjny establiszment), to jednak z powodzeniem może się rozwijać, sięgając do liberalnych narzędzi stymulowania gospodarki i sprawowania władzy.
Po próbach dogadania się z Zachodem nastąpił w Rosji okres, który część publicystów nazywa konfrontacją, nie tylko z racji Snowdena. Świadczą też o niej uroczyste obchody w Wołgogradzie 71 rocznicy rozpoczęcia bitwy stalingradzkiej, w których Putin uczestniczył i gdzie ponad miarę wychwalano Stalina za to, że z rolniczej Rosji uczynił kraj przemysłowy. Dokonał tego kosztem ogromnych ofiar, które sparaliżowały ją społecznie, ale uczyniły też potęgą wojskową i ruiną gospodarczą.
Z pewnością zaczyna się rywalizacja surowcowa wchodząca w ostrą fazę tzw. Tragedy of commons, ale do konfrontacji jest daleko. Ciekawe jest też to, co przypadek Snowdena pokazuje, że istotną częścią demokracji liberalnych jest zaufanie, a nie wyłącznie gry polityczne. Rosyjski Snowden (ktoś w rodzaju Litwinienki) niewiele by znaczył w Rosji. Tam szybko i sprawnie problem przemielonoby w dialektycznej niszczarce. Snowden amerykański kosztuje USA sporo.
NATO i USA stanowią zagrożenie od 2010 roku w rosyjskiej doktrynie militarnej, a Putin mówi o odrodzeniu i nowym powstaniu imperialnej Rosji. “Prokhanov, prawicowy demagog nie mniej znaczący w Rosji niż Rush Limbaugh w USA, stara się uchwycić to wyczucie odnowy prawie religijnej w książce, którą wydał w zeszłym roku, Krok Rosji do Zwycięstwa. Utrzymuje, że Moskwie jest przeznaczone założenie nowego imperium, piątego w jej historii, opartego na wizji Putina Unii Euroazjatyckiej zbudowanej z dawnych radzieckich stanów. Powstawanie tego imperium będzie erą amerykańskiego upadku, który Prokhanov, jak znaczna część politycznych elit Rosji, sądzi, że wisi w powietrzu. W otwierającym rozdziale pisze: Rosja pozbędzie się rozlatującej się hegemonii Ameryki i zajmie opustoszałe geopolityczne przestrzenie. W niniejszym leży imperialna szansa na Rosję i wzrost jej imperialnego losu. " (Shuster, Simon; The World According to Putin; Time. 9/16/2013, Vol. 182 Issue 12).
Nie wiemy, czy rzeczywiście Władimir Putin zdecydował się na imperialny kurs. Aby go zrealizować niezbędne są duże środki, a tych nie ma. Stalin wycisnął je ze wsi. Nie uczyniłby tego bez partyjno-nadzwyczajnej biurokracji. Putin ma biurokrację i oligarchię, ale z Rosji nie da się wycisnąc tyle by prowadzić politykę imperialną.
Imperialny los Rosji nie zależy od niej samej. Przekonali się o tym dziedzice stalinowiskiego imperializmu, gdy runęła gospodarka i konieczny był NEP, którego pierwszą próbę realizacji szybko przerwała śmierć Lenina. Po dwudziestu ośmiu latach realizacji jego drugiej odsłony, Rosja jest mocniejsza, ale jej wzrost i tempo rozwoju zależą jeszcze od handlu z Zachodem. Rodzące się imperium jest pod gazową kroplówką. Niemowlak powoli wzrasta, między innymi dzięki Europie, a jego rodzice marzą o jej połknięciu. O czym marzą Amerykanie? Może o Euroameryce, za dużej, aby ją połknął piąty z kolei imperialny twór Moskwy?


Komentarze
Pokaż komentarze