Od kilku dni, co wieczór zastanawiałem się, czy można zrobić biznes w Afganistanie. Przeglądałem notatki, przypominałem sobie pewne zdarzenia i sytuacje i postanowiłem to spisać, może w przyszłości wykorzystam je dla siebie.
Duże pieniądze w Afganistanie - Brzmi to dziwnie, ale jest prawdziwe.
Pierwszą część artykułu napisałem w 2003 roku, a jego mocno skrócona wersja została opublikowana w gazecie Bussines Centre Club, w numerze 6/140 czerwiec 2004.
Afganistan w latach 2003 i 2004 otrzymywał od Banku Światowego rocznie około półtora miliarda dolarów pomocy, ale z tej kwoty wykorzystywał niecałe 200 milionów. Przyczyna jest prozaiczna – w Afganistanie nie ma odpowiednio wykształconych ludzi, którzy potrafiliby przedstawić instytucjom finansowym dobry biznes plan, a ministerstwom, wojewodom lub prezydentom miast złożyć ofertę na interesującą ich inwestycję. Jednym słowem miejscowi przedsiębiorcy mają duże kłopoty z przedstawieniem rzetelnej dokumentacji dla danego projektu.
Dane dotyczące wysokości pożyczek, pomocy oraz współpracy z Bankiem Światowym, znajdują się w Internecie na stronie BŚ; poza tym dużo dokładnych, danych, które mogą zainteresować kręgi biznesu, na temat sytuacji polityczno-ekonomicznej Afganistanu publikowanych jest na rządowych i pozarządowych oraz na paru innych stronach internetowych. Konsultacje na temat różnego rodzaju inwestycji i sposobów ich finansowania miały miejsce w Kabulu w styczniu 2003 roku, a brało w nich udział kilka afgańskich ministerstw, organizacji pozarządowych (NGO) i charytatywnych oraz spora grupa biznesmenów krajowych i zagranicznych.
Pole do działania jest bardzo szerokie i sądzę, że dla wielu polskich firm znajdzie się kawałek ugoru do kultywacji, gdyż mogą się one wykazać w budownictwie, telekomunikacji, służbie zdrowia, energetyce, wydobyciu gazu i ropy, górnictwie (metale szlachetne) i wydobyciu kamieni szlachetnych (szmaragdy i rubiny), melioracji itp.
Po przyjeździe do Kabulu i nawiązaniu rozmów okazuje się, że różne organy władzy wyższej instancji rzucają w eter atrakcyjnie brzmiące hasła: potrzebna budowa osiedla na 1000 rodzin w dzielnicy Takiej-to-a-Takiej, szpital w centrum miasta, odbudowa lotniska, budowa pełnego kompleksu militarnego dla nowotworzonej mężnej armii oraz dziesiątki podobnych propozycji.
Faktem jest, że w miarę łatwo można uzyskać audiencję u ministra, mera miasta, czy też wojewody; wszyscy oni wykazują dużą chęć do rozmowy i barwnie przedstawiają olbrzymie problemy związane z terenem, nad którym mają kontrolę. Często mówią, że posiadają środki na inwestycje w budżecie swojej firmy, ale rzeczywistość jest zgoła inna. Jedyną instytucją posiadającą realną walutę jest Bank Światowy, który decyduje, co, gdzie i ile doinwestuje.
Wejście na rynek afgański jest w zasięgu ręki, ale przed potencjalnym inwestorem pojawiają się dwa problemy: z kim rozmawiać, i jak rozmawiać.
Aby uzyskać odpowiedź na powyższe pytania potrzebny jest europejski, a najlepiej polski specjalista od spraw afgańskich, który: znajdzie ofertę i ustali kontakt z oferentem, zapewni tłumaczenia wszystkich niezbędnych przy zawieraniu kontraktu dokumentów, tłumacza przy rozmowach bilateralnych, załatwi noclegi dla delegacji z Polski, przedstawi miejscowe firmy podwykonawcze (budowlane, transportowe) oraz dodatkowy personel.W bezpośredniej rozmowie z dyrektorem generalnym oddziału Banku Światowego w Afganistanie, dowiedziałem się, że instytucja jego jest w stanie udzielić wysokich gwarancji finansowych na realizację projektu. Warunki do spełnienia są jasne i proste: należy mieć swoją firmę zarejestrowaną w Afganistanie, projekt potwierdzony przez władze afgańskie (udokumentowana potrzeba budowy takiego obiektu), idealny biznes plan wykonawcy, udokumentowane środki własne, potwierdzone zdolności produkcyjne firm zaangażowanych w projekt.
We wrześniu 2002 roku Prezydent Karzaj podpisał nowe „Prawo dla zagranicznych i wewnętrznych inwestycji”, zezwalające: na 100% własność firmy przez cudzoziemca (do tego czasu 51% udziałów firmy musiało być w rękach Afgańczyka), pełny transfer zysków z inwestycji za granicę, międzynarodowy arbitraż w spornych kwestiach. Rozwiązuje to wiele problemów prawnych i ułatwia pracę ze wszystkimi instytucjami w Afganistanie. W 2003 roku wszyscy inwestorzy byli zwolnieni od cła na sprzęt budowlany i służący wszelakiej produkcji; obciążenia były symboliczne. Podatek dochodowy w 2003 r. nie był ściągany i propozycja na przyszły 2004 r. jest, by był on znikomy, w granicach 10-15%. Od chwili wejścia w życie nowych przepisów, w nowopowstałej rządowej agencji zarejestrowało się ponad 5700 firm!!! The Afghanistan Investment Support Agency (AISA) jest dla zagranicznych inwestorów takim "one-stop shop”, w którym zainteresowany może otrzymać wszelkie potrzebne do działalności dokumenty. Dane o przetargach na rządowe projekty można z łatwością uzyskać w Internecie.
W 2006 roku na stronach AISA wyczytać można było informację o kontrakcie na zakup amunicji dla armii i policji afgańskiej wart circa 400 mln dolarów, o budowie kompleksu koszarowego za 250 mln dolarów, o budowie odcinka drogi za 13-15 mln dolarów, czy też remoncie baraków w jednej z prowincji za 20 tys. dolarów.
Każdy może znaleźć coś dla siebie, trzeba tylko zacząć działać.
Najtrudniejszym punktem w realizacji projektu, ale wcale nie najważniejszym, jest znalezienie odpowiedniego partnera afgańskiego. Osobiście polecam robić wszystko własnymi siłami i nie polegać na stronie afgańskiej, zwłaszcza po wprowadzeniu nowych przepisów zwalniających od konieczności posiadania afgańskiego wspólnika.
Polski inwestor musi być przygotowany na to, że 85% siły roboczej stanowić będzie polski robotnik, dla którego trzeba zorganizować kwatery i zapewnić ochronę.
Szkolenie robotników afgańskich jest wskazane i bardzo mile widziane przez miejscowe władze.
Afganistan ma bardzo złą prasę, uchodzi za niebezpieczny kraj i często jest porównywany z Irakiem. Nic bardziej błędnego. W Afganistanie, zwłaszcza w Heracie i Mazari Szarif, gdzie powstaną pierwsze inwestycje, jest bezpiecznie, bowiem International Security Assistance Force(ISAF) gwarantuje spokój ludności. Obecnie, na szczęście dla inwestora, wokół Afganistanu zapanowała cisza medialna, co zapewnia spokój i małą konkurencję na olbrzymim rynku budowlanym.
W Afganistanie, w branży inwestycyjno-produkcyjnej bardzo silnie reprezentowane są USA, Wielka Brytania, Pakistan, Turcja i Iran. Nawet Bangladesz wybudował most na przełęczy Salang. Turcy zbudowali olbrzymi kompleks ambasady amerykańskiej, Irańczycy wykupili prawa do wszystkich billboardów na 20 lat, a te nacje - w myśl reguły o sąsiadach - nie cieszą się wielką sympatią Afgańczyków.
Firma ma większe szanse na realizację dużych kontraktów militarnych, gdy posiada NATO-wski certyfikat. Polska jest postrzegana jako przyjaciel i chętnie byłaby widziana jako strategiczny partner w wielu projektach na terenie kraju.
Może sympatia do Polski bierze się też z faktu, iż w latach 1976-77 Afganistan odwiedziło ponad 7000 polskich turystów, którzy kupili tu około 300 tysięcy kożuchów. W owym okresie odbywałem staż naukowy na Wydziale Literatury i Nauk Społecznych na Uniwersytecie Kabulskim. Jeszcze w 2003 roku na ulicy Dżode Łelojat i Chicken street działali bardzo nieliczni kupcy pamiętający „najazd” Polaków i kilka słów po polsku. W 2008 roku buldożery zrównały z ziemią wszystkie sklepiki na ulicy Dżode Łelojat, by rozbudować przejazd z Czoroi Sedorat do Ministerstwa Łączności, i pięciogwiazdkowego Kabul Serena Hotel.
Dodatkowym polskim atutem jest fakt, że jesteśmy członkiem NATO, mamy w bazie Bagram grupę saperów oraz to, że robimy najlepsze na świecie cukierki KRÓWKI i landrynki MALINKI!!!
Wprowadzenie w końcu 2002 r. nowych banknotów zapewniło stabilizację pieniądza, a wzmocniona dyscyplina fiskalna Rządu poprawiła makroekonomiczną stabilność. Przestrzeganie budżetu i dysponowanie zasobami finansowymi wyraźnie się usprawniło. Równolegle nastąpił postęp w dziedzinach zarządzania, efektywności, wydajności i kontroli finansowej. Celem tej działalności jest podtrzymanie i rozszerzenie rozpoczętych reform, szczególnie na polu administracji publicznej i polityki finansowej. Modernizacja wpłynie na wzrost zaufania dla rządu, poszczególnych ministerstw i kierownictwa ugrupowań mniejszości narodowych.
29.07.2004 roku Bank Światowy zaakceptował fundusze na program dotyczący kredytu na ubezpieczenie od ryzyka politycznego.Dostrzeganie takiego ryzyka przez przedsiębiorców i bankierów było główną przeszkodą w inwestycjach.
The Multilateral Investment Guarantee Agency (MIGA) jest jedną z niewielu organizacji ubezpieczających inwestorów od ryzyka politycznego w Afganistanie. Do ryzyka zaliczane są także: ryzyko restrykcji transferu, niewymienialność pieniądza, wywłaszczenie, zerwanie kontraktu, wojna oraz cywilne zamieszki.Wprowadzenie do przedsięwzięcia przepisów MIGA gwarantuje, że na listę Ministerstw i Banku Światowego zostaną wpisane tylko te projekty, które są zdrowe finansowo i mają pozytywny wpływ na rozwój Afganistanu.
Afganistan został członkiem MIGA w czerwcu 2003 roku.
Od 2005 roku kwota przeznaczona przez Bank Światowy i kraje G-8 na inwestycje w Afganistanie jest powiększana i obecnie dochodzi od 2,5 mld do 4 mld dolarów (dane w zależności od źródła).
W latach 2002-2009 Kabul zmienił się nie do poznania.
Gdy w marcu 2002 roku chodziłem po ulicach miasta to niemal wszędzie widać było ślady wojny. Postrzelane ściany domów, w centrum miasta wypalony był co czwarty budynek. Parę dzielnic zrównanych z ziemią, ogrody Boge Babur i Pagmanu wyglądały żałośnie bez swoich platanów i krzewów róż. Jedynie ruch kołowy na wszystkich ulicach stolicy był znacznie większy niż za moich studenckich lat, ale wtedy liczba mieszkańców oscylowała na granicy 400 tysięcy obywateli.
Kabul 2009 to zupełnie inne miasto, mieszka tu ponoć ponad 4 mln Afgańczyków. Na każdym kroku widać nowo wybudowany dziesięciopiętrowy wieżowiec. Szkło i aluminium, wysublimowana okropność, ale Kabulczycy są z nich dumni, quodlibet. Te kolosy zmieniają obraz i koloryt Kabulu. Zaczynają mi się nie podobać ulice i cała stolica z jej napływowymi mieszkańcami, Bo starych kabulczyków jest jak na lekarstwo. Taka Warszawa lub Kraków z lat pięćdziesiątych - rodowici warszawianie i krakowianie zniknęli, a próżnię wypełniła substancja z dalekich prowincji.
Jest plan, by wybudować nowy Kabul, tak jak to zrobiono w 1960 roku w Pakistanie z Islamabadem i w Brazylii z Brasilią. Nie wiem czy ten pomysł jest trafiony. W Brasilii nie byłem, natomiast Islamabad nie jest ani ładny ani interesujący.
Informacja o budowie Kabul-e-Dżadid, Kabul-e-Nał lub Kabul-e-Toza, wszystkie te nazwy są synonimami Nowego Kabulu, zatacza coraz szersze kręgi. Powinien być to sygnał, by nad Wisłą zaczęto myśleć o afgańskich inwestycjach. Nie wiem, co myślą nasze „Dostojne Organy”, bo jak do tej pory to odstraszały Polaków nawet od patrzenia w stronę Afganistanu. Podobny, kasandryczny obraz przedstawiały wszystkie środki masowego rażenia, czyli prasa i telewizja.
Ponoć Holendrzy wysłali do Iraku 85 (słownie: osiemdziesięciu pięciu) żołnierzy i podpisali kontrakty na 500 mln dolarów. Ale oni są narodem kupców i żeglarzy, ponadto całe życie spędzają na Wielkiej Depresji.
Może przyszła pora, by nasi obywatele byli rzetelnie informowani o tym, że w Afganistanie oddano do użytku ponad 4000 km dróg. Na północnej granicy, gdzie zawsze hulał wiatr w zasiekach i wieżach wartowniczych „jedynie słusznego ustroju”, firmy niemieckie i organizacja Aga Khana wybudowały kilka mostów, po których zaczynają coraz częściej jeździć ciężarówki USA z zaopatrzeniem dla armii, gdyż Pakistan stał się niewiarygodny i niebezpieczny.
Może informacja o tym, że Afgańczyk ze wsi Egzak koło Szeberganu chce kupić za 45 tysięcy dolarów polskie jałówki, uzmysłowi komuś w Polsce, że nie jest tak źle, jak podają nasze środki masowego przekazu.
Może informacja o tym, że stacje benzynowe w Kabulu i północny Afganistan wyposażone są w polskie dystrybutory do paliw, poszerzy malutki krąg afgańsko-polskiej przedsiębiorczości.
Polski biznes swoją działalnością może stabilizować sytuację polityczną i społeczną, gdyż miejsca pracy i regularna pensja zatrzymuje mężczyzn w domach. Mistrz Kapuściński powiedział mi typową dla niego złotą myśl: „nie zdajemy sobie sprawy, do czego są zdolni ludzie biedni i głodni”, a było to 30 lat temu w Teheranie.
Mam nadzieję, że pojawienie się polskich firm spowoduje, że Wojsko Polskie nie będzie odbierane jako okupant, lecz jako gwarant spokoju i bezpieczeństwa. Może dzięki temu będzie mniej ataków na naszych żołnierzy i ograniczone zostaną wpływy talibów.
Wchodząc na rynek afgański należy pamiętać, że jest to praktycznie terra incognitai poruszanie się bez dobrego cicerone może skończyć się katastrofą. Inwestując w konkretny projekt trzeba wziąć pod uwagę nastawienie miejscowej ludności do obecności obcokrajowców na ŚWIĘTEJ ZIEMI MUZUŁMAŃSKIEJ. W „szeptanej propagandzie” talibowie i ich sprzymierzeńcy twierdzą, że „niewierni” chcą zniszczyć Islam i jego wyznawców.
Postuluję, by każdy, kto chce spokojnie działać w Afganistanie przeznaczył w budżecie firmy niewielką kwotę na remont lub budowę wiejskich meczetów, szkółek lub domów kultury wyposażonych w 1-2 komputery. Koszt budowy jednego wiejskiego meczetu waha się od 3 do 7 tys. dolarów, a 3-4 letnie komputery nie kosztują zbyt dużo.
Primo, budowa lub remont muzułmańskiego domu modlitwy jest czynem zasługującym na najwyższą chwałę, wieść o tym rozejdzie się lotem błyskawicy w całej dzielnicy, a potem po kraju.
Secundo, powyższa akcja będzie orężem w walce z ortodoksami i fundamentalistami. Inwestor okazuje swój szacunek do Islamu i zwyczajów panujących w Afganistanie. Jednocześnie obala mit „niewiernego” oraz przypomina miejscowym, że ahle ketob ‘ludzie świętej księgi’ (tu: Biblii) są uznawanymi przez Koran za ludzi wiary.
Tertio, dostęp do Internetu to otwarcie okna na świat i możliwość uzmysłowienia młodzieży, że nie na Kabulu świat się kończy.
Najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby otworzenie Biura Afgańsko-Polskiej Izby Handlowej lub placówki zbliżonej w charakterze do dawnego Biura Radcy Handlowego (BRH), niezależnego od Ambasady RP. Takie biuro powinno być usytuowane w dobrej i bezpiecznej dzielnicy. Z dala od ministerstw, ambasad i obiektów militarnych, które bywają czasami celem „szaleńców bożych”. Koszt placówki zależy od zasobów inwestorów. POLECAM ŚCISŁĄ WSPÓŁPRACĘ BIZNESOWĄ i sugeruję, by kilku przedsiębiorców wspólnie utrzymywało placówkę.
Każdy z udziałowców otrzymywałby pełne informacje z AISA wraz z krótką analizą projektów planowanych przez Bank Światowy i rząd w Kabulu.
Jestem przekonany, że po paru miesiącach pracy na jałowym biegu, biuro znajdzie wiele kontraktów dla polskich inwestorów.
Trzeba tylko stworzyć małe pied-à-terrei brać się do roboty.
TOMASZ KAMIŃSKI
Orientalista, były stypendysta Uniwersytetu Kabulskiego, tłumacz przysięgły języka perskiego i autor książki „Afganistan; parła nist”.


Komentarze
Pokaż komentarze